"Bastion" Stephen King

Bastion - Stephen King

"Najlepsze i najbardziej monumentalne dzieło Kinga", "Epopeja inspirowana Władcą Pierścieni i Biblią", "Przerażająca wizja świata po zagładzie biologicznej. Wg oceny krytyków i czytelników najlepsza książka Kinga".  To tylko niektóre cytaty, które przywitały mnie na okładce ostatniej książki Stephen'a, która została mi na półce. Jak widzicie, są to same ochy i achy. I z większością mogę się zgodzić, lecz nie ze wszystkimi. Co  tu okrywać, po takich zapowiedział, spodziewałem się czegoś lepszego.

 

"Bastion" opowiada o świecie, w którym na wolność wydostała się zmodyfikowana przez wojsko odmiana super-grypy. Rzecz dzieje się w USA, ale można sobie wyobrazić, że zaraza dotknęła całego świata. Okazało się, że śmiertelność wyniosła ponad 99%, więc w krótkim czasie całe Stany stały się ogromnym cmentarzyskiem. Z wielką przyjemnością obserwowałem jak zaraza się rozprzestrzeniała. Różne drogi przepływu wirusów, oraz narastająca panika ludności, były świetnie opisane. Oczywiście różne były reakcje ludzi na takie zagrożenie, tym bardziej, że rząd starał się zatuszować ten wypadek. I wg mnie to ta pierwsza część "Bastionu" jest najbardziej wartościowa i stanowi o jego wartości. Narastające przerażenie po uzmysłowieniu sobie niebezpieczeństwa i zezwierzęcenie części społeczeństwa. I po środku tego chaosu poszczególne jednostki, które nie wiedząc czemu nie zaraziły się. Po kilku tygodniach, sceneria wyglądała jak w "Żywych trupach". 2-3 osoby przemierzające miasto, pełne rozkładających się zwłok. Powolne łączenie się w większe grupy i wędrówka...gdzieś.

 

I tu zaczyna się ta słabsza część powieści. Ludność gromadzi się w dwóch głównych ośrodkach, w których przebywają osoby przyzywające ocalałych w snach. Na wschodzie mamy starą murzynkę, która ofiarowała życie Bogu. Na zachodzie natomiast Mrocznego Wędrowca, który najprawdopodobniej jest wysłannikiem rogatego kolegi z piekła. Tak więc ci, którzy uniknęli śmierci w wyniku choroby, staną do walki dobra ze złem. Mistyczna cześć "Bastionu" Przemówiła do mnie dużo mniej, niż jej naukowy początek. Od momentu budowy obydwu społeczności akcja zwalnia i wyczekuje na ostateczne rozstrzygnięcie. Tyle, że zakończenie jest wg mnie wymuszone i zbyt naciągane. Oczekiwałem jakiejś wielkiej bitwy, czy też konfrontacji tych dwóch antagonistycznych sił, a otrzymałem.... no cóż. Musicie sami się przekonać. 

 

Pomimo jednak mojego rozczarowania, to sama forma powieści jest świetna. Ilość postaci przewijająca się przez karty jest oszałamiająca i nie szkodzi, że większość umiera. Trochę jakbym czytał znowu Martina :) Lecz z tego powodu nie warto robić długich przerw podczas tej lektury, po prostu bohaterowie uciekną nam z pamięci. A to była by wielka strata