"Wyspa na prerii" Wojciech Cejrowski

Wyspa na prerii - Wojciech Cejrowski

Słyszał ktoś o Cejrowskim? A może inaczej spytam, czy ktoś nie słyszał? Poza tym, że jest najsłynniejszym chyba naszym podróżnikiem, to jeszcze zaczął się ostatnio udzielać w programach komentujących obecną sytuację polityczną. Jest to człowiek wyrazisty o takich samych przekonaniach. I wydaje mi się, że te jego poglądy stają się popularniejsze od podróży. Od kilku lat bowiem, siedzi sobie spokojnie na swoim ranczo w Arizonie a do Polski przyjeżdża tylko na lato, aby się pokazać i pokomentować trochę. I o ranczo właśnie jest jego najnowsza książka.

 

Zamiast dżungli mamy prerię. Zamiast Indian - kowbojów. Ulewne deszcze ustępują miejsca słońcu prażącemu przez większą cześć roku. W taki oto sposób autor spędza teraz czas. Czy jest to nudne życie? Ależ skąd! Otrzymujemy nie tylko wyczerpujące opisy życia na starym Dzikim Zachodzie( który może i już dziki nie jest, ale mieszkańcy o tym zapomnieli) lecz również opis zachowań ludzi na wskroś amerykańskich. Gdzie najważniejsza jest wolność i moja wygoda. Gdzie nikt nikogo nie ogranicza, a jednocześnie każdy każdego zna. Opisy prerii oraz codziennego małomiasteczkowego życia są ciekawe oraz okraszone, jak przystało na Cejrowskiego, dużą doza humoru i trafnych spostrzeżeń. Czyli nic, tylko jechać na prerię i sobie domek zbudować, powiecie?

 

Otóż nie. Nasłodziłem, to teraz będę dziegciu dodawał. I to nie łyżkę, a łychę. "Wyspa na prerii" nie ustrzegła się bowiem kilku rażących dla mnie mankamentów. Po pierwsze, akcja. Nie ma jej. To znaczy jest, ale w znikomej ilości. Przez większą część książki autor siedzi sobie przed chałupką na niebieskim krześle, obserwuje prerię i nic nie robi, czy też jak sam to opisuje nicnierobi. To jest clue tej powieści. Pochwała spokojnego, leniwego życia, gdzie nie wykonuje się zbędnych czynności. Sporadycznie podczas tego nicnierobienia coś się wydarza, lecz są to epizody. Zbyt dużo tego lenistwa.

Po drugie zabawa słowem i literą. W poprzednich książkach Cejrowski czarował czcionką, interpunkcją i brzmieniem słów. Tutaj znalazłem tylko jeden, no dwa takie przykłady. Powiecie, że się czepiam, ale przejrzyjcie sobie "Gringo..." albo "Rio anaconda" i zaraz zrozumiecie o co mi chodzi. Dla mnie taka forma jest wyznacznikiem stylu tegoż autora, jego podpisem, A tutaj ten podpis jest jakiś taki niewyraźny. Bazgroł można powiedzieć.

I w końcu po trzecie pochwała Ameryki. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko Amerykanom, lecz tutaj byłem po prostu bombardowany wychwalaniem tego kraju. To było nachalne i niegrzeczne. Na każdym prawie kroku są lepsi, jest lepiej i najlepiej to, żeby wszyscy brali z nich przykład. Najbardziej mnie raziło powtarzające się stwierdzenie "Tak jest w Ameryce i tak powinno być wszędzie" i tak przez połowę powieści. Czy autor miał na celu sprawić, abym się poczuł gorzej? Bo był tego blisko.

 

"Wyspa na prerii" to zapis przeżyć Cejrowskiego na obecnym Dzikim Zachodzie. Opis, który nie wszystkim musi się podobać. Mi nie przypadł do gustu ze względu na nachalność, lecz nie będę wam odradzał przeczytania tej książki. Wręcz odwrotnie. Przeczytajcie i oceńcie sami. Ja osobiście bardziej wolałem deszczową dżunglę, niż spieczona słońcem prerię i tego się będę trzymał