Pomnik cesarzowej Achai tom 2. Andrzej Ziemiański

Pomnik cesarzowej Achai. Tom II - Andrzej Ziemiański

 

Wiedziony siłą rozpędu, po skończeniu pierwszej części chwyciłem od razu za cześć drugą. Czy oczekiwałem czegoś więcej niż w jedynce? Oczywiście. Czy to dostałem? Nie do końca…

 

Otóż druga cześć „Pomnika cesarzowej Achai” ma miejsce chwilkę po tym, jak skończyła się jedynka. Rzeczpospolita nawiązuje stosunki dyplomatyczne z Cesarstwem, ludzie zaczynają się burzyć przeciwko obecnemu porządkowi świata, a nasze dobrze znane żołnierki nadal idą strzelać i zabijać. Oprócz „pakietu” bohaterów znanych z poprzedniej części otrzymujemy jeszcze 3 nowe osobistości, które zaczynają się liczyć w rozgrywce. Mowa o prężnie działającym na cesarskim dworze dostarczycielu „ploteczek”, jego głuchoniemej zabójczo pięknej asystentce oraz podstarzałym rusznikarzu bez nadziei na przyszłość i powodzenia u kobiet. Postaci te są bardzo wyraziste, i powiem szczerze, że przypadły mi do gustu o wiele bardziej, niż połowa wykreowanych wcześniej towarzyszek w boju Shen.

 

Oprócz rozgrywek pomiędzy wywiadem marynarki wojennej, a oddziałami specjalnymi imperium, które mówiąc szczerze wiele mnie nie interesowały, dostajemy w końcu jakieś strzępy informacji odnośnie tytułowego pomnika. Zabieg ten przypomina mi trochę „Pana lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza, gdzie pierwszy raz mowa o Lodowym ogrodzie wystąpiła chyba dopiero pod koniec drugiej, z czterech części. Tak czy siak, Ziemiański zanęcił, i to całkiem mocno pod koniec tego tomu. Gdybym miał trzecią część pod ręką, to bez wahania bym po nią sięgnął, ale niestety muszę uzbroić się w cierpliwość.

 

Podsumowując, „Pomnik cesarzowej Achai t. II” jest bardzo solidną pozycją, która jednak nie wybija się jakoś istotnie ponad średnią krajową. Jest kilka wątków, które elektryzują, dorzucone są postacie, które wnoszą dużo ożywienia lecz brakuje mi tego „czegoś”. Mam nadzieję, że znajdę to w trzeciej cześci