"Kosogłos" Suzanne Collins

Kosogłos (Igrzyska śmierci, #3) - Suzanne  Collins, Piotr Budkiewicz, Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Czas na zwieńczenie trylogii o Igrzyskach Śmierci.Czy wzniecone powstanie ma szanse na powodzenie? Czy prezydent Snow ugnie sie pod presja rebeliantów? Czy to koniec Głodowych Igrzysk? I co frapowało chyba największą liczbę czytelników, czy Katniss zdecyduje się w końcu którego z adoratorów woli? Wszystko się wyjaśni, ale powolutku.

 

Akcja rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu poprzedniej części. Katniss uratowana z areny po Igrzyskach Ćwiećwiecza ląduje w ponoć nieistniejącym dystrykcie 13. Tam stara się dojść do siebie, bo traumatycznych przeżyciach. Jak juz zdążyliśmy się przyzwyczaić nie chce pomocy innych i zamyka się w sobie, tworząc szczelną skorupę. Nie pomaga fakt, iż Peeta został zatrzymany przez Kapitol i najprawdopodobniej torturowany. Po dłuższym czasie znajduje wspólny język porozumienia z dowództwem rebeliantów i dogadują się w kwestii współpracy. Od tej chwili staje sie twarzą rebelii. Zamiast jednak iść i walczyć w pierwszej linii jest raczej gwiazdą propagandy i spotów agitacyjnych. Zupełnie jak kapitan Ameryka, jeżeli ktoś miał przyjemność oglądać. Prawdziwa akcja rozpoczyna sie dopiero gdy przypuszczany jest ostateczny atak na Kapitol. To tam ważyć sie będą losy zarówno Katniss jak i jej najbliższych. I zdradzę tylko tyle, że przeżyje tylko niewielka część . 

 

"Kosogłos" jest najbardziej psychologiczną częścią trylogii o Katniss. Bardzo duży nacisk kładziony jest na wewnętrzne przeżycia głównej bohaterki oraz na jej dylematy i rozterki. Akcja nie jest tutaj mocną stroną i rozkręca sie bardzo powoli, tak jak w ostatniej części Harrego Pottera, gdzie przez większość powieści nic się nie działo. I gdy wydarzenia przyśpieszają wyczułem brak konsekwencji. Z jednej strony mamy skupienie na emocjach Katniss, a z drugiej dosyć brutalne sceny walk w stolicy. Nie wiem czemu te dwa pomysły nie trafiły do mnie jako współgrające. Samo zakończenie jest chyba najsłabszą częścią powieści. Pokrętne, niezrozumiałe i po prostu kiepskie. Nie zdradzę co się wydarzyło, żebyście sami mogli to ocenić.

Ksiażka w każdym razie kńczy się smutno zostawiając nam przed oczami obraz wygranej, lecz okupionej wielkimi kosztami. Obraz nie tylko wypalonej ziemi i popiołów ale i zniszczonych psychicznie ludzi. Ziemię można zaorać i zasiać, lecz z duszą nie jest to takie proste. Trzeba po prostu zaakceptować ludzką naturę, która w swojej istocie ma dążenie do przemocy i autodestrukcji. Smutne, lecz prawdziwe. kolejna juz powieść z taką puentą...