"Przebudzenie" Stephen King

Przebudzenie - Stephen King, Tomasz Wilusz

Lubicie zabawę z elektrycznością? Jeżeli tak, to King zaprasza was na małą terapię szokową i to bez izolacji. Jego najnowsza książka jest podobna to wczesnych lat twórczości i ukłonem w stronę pisarzy go inspirujących, lecz pozwolicie, że o tym na końcu.

 

Jamie'ego Morton'a poznajemy jako sześciolatka, który bawi się tak, jak większość dzieci w jego wieku: na podwórku z wykorzystaniem piasku i żołnierzyków. Poznaje on wtedy młodego pastora Charlesa, który właśnie objął parafię w ich niewielkim miasteczku w Nowej Anglii. Nie wie jeszcze, że ten kaznodzieja będzie przewijał się przez jego całe dorosłe życie. I mimo, że ich drogi rozchodzą się po pewnej tragedii i niezwykłym kazaniu, to los połączy ich jeszcze niejednokrotnie. Jamie stanie się wędrownym gitarzystą ze słabością do narkotyków, natomiast pastor znajdzie cichy kącik wśród cudów i dziwów w lunaparku. Pomagając naszemu bohaterowi zaciąga u niego dług wdzięczności, który przyjdzie spłacić na stare lata. I mimo, że prośba jest niecodzienna, to Jamie nie może odmówić.

 

Opis może i trochę enigmatyczny, lecz uwierzcie mi, wiecej zdradzić nie mogę. Cała powieść, jest powoli budowana i nieuchronnie zmierza do punktu kulminacyjnego. Chodzi mi o to, że nie ma tu wiele wątków pobocznych. Widać było, żę King miał jedną ideę, wokół której stworzył opowieść. Jest to rozwiązanie bardzo proste, ale i skuteczne. Oczywiście, mógł on rozwinąć  poboczne akcje, lecz obawiam się, że otrzymalibyśmy wtedy coś pokroju "Pod kopułą" lub "Bastionu", a więc naprawdę obfite tomiszcze. Tak jak wspomniałem, w tym przypadku mamy jasno wyznaczony cel, do którego autor zmierza może nie autostradą, lecz na pewno nie objazdami. Nie trze być geniuszem, aby domyślić się w połowie powieści, jak będzie wyglądał kulminacyjny moment. Przyznam, że ogólną ideę dosyć szybko przewidziałem, lecz pomyliłem się tylko co do jej wykonania. Obstawiałem bardziej zakończenie w stylu Edgara Alana Poe, lecz wiele się nie pomyliłem.

 

Dlaczego wspominam tutaj Poe? Otóż cała ksiażka, jak wspomniałem na wstępie, jest ukłonem w stronę twórców kształtujących literaturę King'a. Autor dedykuje wręcz powieść takim pisarzom jak Mary Shelley, H.P. Lovecraftowi, Bramowi Stokerowi i innym. Kolejność nie jest tu przypadkowa, ponieważ uważny czytelnik bez problemów powinien odnaleźć bardzo wiele wspólnych elementów odnoszących się do ww pisarzy. Czyżby więc Kingowi na starość zebrało się na sentyment?

 

"Przebudzenie" jest powieścią dosyć prostą, co nie oznacza, zę słabą. Braki wielowątkowe są z powodzeniiem zastąpione solidną akcją i na prawdę ciekawym zakończeniem. Jest to lektura bardzo przyjemna, szczególnie, gdy zaczniemy szukać odwołań do wspomnianych innych twórców. Polecam się zabawić w takiego detektywa