"Synowie Boga" M.D. Lachlan

Synowie boga - M.D. Lachlan

Dawno nie czytałem żadnej randomowej pozycji. Tym razem na półce zostały tylko nieprzeczytane serie oraz ta oto bidulka. Zakupiona jakieś pół roku temu tylko dlatego, ze brakowało mi "tej trzeciej" do uzyskania zniżki. Już nawet nie pamiętam czemu żona mi ją wybrała(tak, zdałem się na ślepy los :P ) ale w końcu przyszedł i na nią czas.

 

"Synowie Boga" opowiada historię dwóch braci rozdzielonych niedługo po narodzinach. Jeden z nich, Wali przygotowywany jest do przejęcia królestwa po ojcu, najdzielniejszym wodzu w okolicy. Drugim natomiast zajęła się czarownica, która oddała go na wychowanie do berserków oraz wilkoludów, chcących żyć jak zwierzęta. Chłopcy dorastają i w pewnym momencie ich losy się splatają. Nie jest to spotkanie ani miłe, ani przyjemne dla obydwu, tym bardziej, że  pomiędzy nimi staje dziewczyna. Dodajmy do tego sporo krwawych bitew, kilka zwyczajów berserków oraz nieustające próby przechytrzenia się nawzajem nordyckich Bogów. Po zamieszaniu otrzymamy całkiem dobrze zapowiadającą się epicką historię o Wikingach, która.... nie wypaliła.

 

Czemu coś poszło nie tak? Wg mnie głównym winowajcą jest tu język. Autor umieścił akcję powieści w okresie największej aktywności łupieskiej. Był to zapewne VIII-IX wiek, ponieważ wspomniany jest tam Karol Wielki. Chcąc być chyba bardziej wiarygodnym, autor od początku operuje określeniami archaicznymi, znanymi nam bardziej z Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Atoli, azaliż, zaiste i inne tego rodzaju słowa są tu na porządku dziennym. Problem w tym, że brakuje w tym konsekwencji. Zaraz obok archaizmów pojawiają się określenia z dzisiejszej mowy potocznej. Taka mieszanka jest bardzo trudna do czytania. Gdy już się nastawiłem na podniosły i patetyczny styl, nagle zostałem sprowadzony na ziemię stwierdzeniem takim jak "Przed jaskinią lezało okazałe ludzkie gówno". To nie żart, to dosłowny cytat. Albo piszemy potocznie, albo podniośle. Taki misz-masz wyszedł tragicznie. Oczywiście może być to wina tłumacza, lecz nie będę wnikał.

 

Drugi zarzut, to duża dziura w akcji, gdzieś w 3/4 powieści. Braci poznajemy jak byli niemowlakami, później przewijają się jakieś ważniejsze wydarzenia z dzieciństwa, które miały istotne znaczenie dla ich rozowoju aż dochodzimy do wieku dorosłego, a więc ok. 16 lat. Od tego momentu śledzimy ich losy na bieżąco. Nie rozumiem więc, czemu we wspomnianym powyżej momencie dostajemy dwumiesięczną dziurę, podczas której obydwaj wędrowali na północ. Tak po prostu nagle okazuje się, że podróż opisywana przez dwie strony w rzeczywistości zajęła im przynajmniej 8 tygodni. To było bardzo rozczarowujące.

 

"Synowie Boga" to powieść, która chciała by aspirować do miana sagi. Na chęciach jednak się skończyło. Sam pomysł jest bardzo dobry, tego nie mogę odmówić autorowi. Lubię klimaty Nordyckie, tym bardziej, jeżeli przewija się tam Loki i Odyn. Jednak wykonanie było po prostu słabe. Za dobre chęci dałem 2,5/5 ale to stanowczo za mało