"Starzyzna" Stefan Darda

Czarny Wygon. Starzyzna - Stefan Darda

Będąc na fali pierwszej części z marszu wziąłem sie za "Starzyznę". Prawdę mówiąc nie zrobiłem sobie nawet dnia przerwy, tak bardzo chciałem się dowiedzieć jakie będą dalsze losy bohaterów ze "Słonecznej Doliny". Jak się okazało, nie zawsze warto być tak zachłannym.

 

"Starzyzna" rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie jej poprzedniczka się kończy. Nie ma żadnej przerwy w trakcie której mogły by się zdarzyć nieznane nam historie ani zawiązać nowe wątki. Jest Wielki Piątek i Rafał przygotowuje się do powrotu do przeklętej wioski, aby spróbować uratować swoją małą córkę Paulinkę. Jednocześnie Witek, postanawia wyręczyć go w tej samobójczej misji, lecz zaczyna mieć co do tego pewne wątpliwości. Summa summarum trafia on jednak do Starzyzny, gdzie rozgrywa się główna akcja powieści. Poznaje tam znanych mu tylko z opowieści Rafała mieszkańców i przekonuje do swojego planu, który może im przynieść odkupienie. Razem muszą stawić czoło IM z przeklętym księdzem na czele. Tym bardziej, że wiele się zmieniło po wyjeździe Rafała.

 

Od razu muszę zaznaczyć, że "Starzyzna" nie jest tak dobra jak pierwsza część. Najwidoczniej klątwa kontynuacji jest cały czas aktywna. Nie ma tu tak wartkiej akcji, do jakiej przyzwyczaił mnie autor poprzednio. Po tym jak Witek dostaje się do wioski, historia bardzo podupada na tempie. Dzięki znalezieniu bezpiecznego  schronienia, nasi bohaterowie nie muszą się już obawiać przeklętych. Żyją sobie obok i nikt nikomu nie może wyrządzić krzywdy, jeżeli tylko zachowa się elementarne środki bezpieczeństwa. Dochodzi do tego, że w pewnym momencie czułem się jak podczas seansu "Zombieland", gdzie pierwotnie straszne i śmiercionośne potwory stają się elementem krajobrazu i są powszechne jak zwierzątka domowe. Tu po prostu zabrakło grozy. A szkoda, ponieważ na okładce jak byk jest napisane "Powieść grozy". 

 

Kolejna sprawa, to narracja. Autor starał sie zachować dwutorowy sposób opowiedzenia historii znany z pierwszej części. Przypomnę, że tam Witek był narratorem teraźniejszy, natomiast brulion Rafała dawał nam wgląd w jego przeżycia, które wydarzyły sie wcześniej. W "Starzyźnie" również pojawiają się różnorakie zapiski, lecz nie są one jednorodne. Część to brakujące fragmenty historii Rafała natomiast resztę pisał na bieżąco Witek. W pewnym momencie otrzymujemy więc jednego narratora, który opisuje nam wydarzenia teraźniejsze i te przeszłe. Po co więc to dzielić na dwie formy? Nie trafił do mnie tym razem ten sposób. Zachowałbym w formie notatek tylko niewielką cześć, a resztę ujednolicił. 

 

Wielkim plusem jest natomiast poznanie tajemnicy Starzyzny. Tak moi mili, dowiecie się dlaczego ta wioska została zapomniana przez Boga i ludzi. Jest to chyba najjaśniejsza (bo najmroczniejsza) część "Starzyzny". Historia księdza Dobrowolskiego  jest bardzo zajmująca i nosi w sobie znamiona Chaosu(kto zna Warhammera ten nie będzie zawiedziony). Jest jeszcze kilka kwestii, które nie do końca rozumiem, lecz wstrzymam sie z ich oceną do przeczytania całości. Pozstały mi bowiem jeszcze dwie części "Bisów", za które nie omieszkam się wziąć w najbliższym czasie.

 

Podsumowując "Starzyzna" nie zachwyca. Tym bardziej, że jej poprzedniczka była na prawdę dobra i spodziewałem się przynajmniej tego samego poziomu. Pozostało jednak tak wiele wątków i możliwych rozwinięć, że może trzeba ją potraktować jako wstęp do czegoś większego i lepszego. Taką mam nadzieję. I z tą nadzieją zagłębiam się w dalszą lekturę.