"Bisy t.1" Stefan Darda

Czarny Wygon. Bisy - Stefan Darda

Chciałbym napisać, że powracamy do przeklętej wioski na Roztoczu, ale tak naprawdę to nigdy z niej nie wyszliśmy. Czytając bowiem po kolei cykl " Czarny Wygon", którego trzecią częścią są ""Bisy" nie odczuwa się w ogóle upływu czasu, tak jakby to byłą jedna nieprzerwana historia. Sprawdźmy więc jakie są dalsze losy naszych znajomych.

 

Tak jak w poprzedniej części, akcja powieści jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń ze "Starzyzny". Spotykamy Witka zaraz po tym, jak udało mu się uciec z przeklętej wioski. Jednak, jako że był mocno wtedy pijany, to nie pamięta jak  to się dokładnie odbyło. Nie jest też do końca pewien, czy podczas swojego exodusu nie postrzelił kogoś, gdyż karabin który zabrał ze sobą był bez kuli. Wlokąc się na kacu alkoholowym jak i moralnym w stronę cywilizacji spotyka miejscowego, który biorąc go za mordercę o mało nie wykonuje samosądu. Ciężko poobijany, jednak żywy Witek stara się dowiedzieć, co go ominęło przez ostatnie 2 lata. Jednego jest jednak pewien, że ma dość tej okolicy i najwyższy czas wracać do dobrze mu znanej Warszawy. Nawet, jeżeli przebłyski i podejrzenia o zabójstwie nie są tylko efektem alkoholowych oparów, co jest coraz bardziej prawdopodobne, to woli uciec i o wszystkim zapomnieć. Okazuje się jednak, że klątwa Starzyzny nie odpuszcza tak łatwo. Mroczna siła nie ogranicza się już do zapomnianej wioski i ma co do Witka zupełnie inne plany.

 

Pierwszy raz od bardzo dawna poczułem sie zaspokojony. Wiem, że to niemożliwe, ale wszystkie moje krytyczne uwagi do "Starzyzny" zostały "wysłuchane" i naprawione w tej części. Brak realnego zagrożenia znów nie stanowi problemu. Teraz nawet w realnym świecie Witkowi grozi moc nieczysta. Co więcej nie tylko jemu grozi niebezpieczeństwo ale i wszystkim jego bliskim. Ale czy to starczy? Ależ nie! Dorzućmy jeszcze przypadkowo spotkane osoby i będziemy mieli cały ogląd sytuacji. Beznadzieja, klątwa, fatum. Nazwijcie to jak chcecie, ale los głównego bohatera nie jest godny pozazdroszczenia.

Pisałem, że notatki w brulionie były bardziej na siłę wciśnięte i brakowało im spójności? Teraz dzięki rozwinięciu dziwnych snów otrzymujemy conocny wgląd do sytuacji przyjaciela naszego głównego bohatera. Pojawiające się zapiski są niepokojące i widać, że sprawiają dużo bólu Witkowi, jednak co noc wraca do nich, aby dowiedzieć się czy Adam jeszcze żyje. To na prawdę bardzo trafiony sposób przedstawienia sytuacji w równoległej rzeczywistości.

 

Kolejna sprawa to samo tempo akcji. Jest na prawdę bardzo szybkie. Nie ma tu dużo czasu na refleksje i zastanawianie się nad samym sobą. Witek ma 24 godziny na podjęcie decyzji od której będzie zależało czyjeś życie. Cokolwiek by nie wybrał i tak druga strona będzie pokrzywdzona. Całość dzieje się na przestrzeni dosłownie kilku dni. Nie mam pod ręką ksiażki, ale to będą chyba 3 lub maksymalnie 4. W porównaniu wiec do pierwszych dwóch części "Czarnego wygonu", gdzie wydarzenia rozgrywały sie na przestrzeni około dwóch lat każda, jest bardzo duże przyśpieszenie. Należy to poczytać jako duży krok ku dobremu, a nawet lepszemu. 

 

Ostatnia rzecz o której chciałem wspomnieć, to nowe rozwiązania. Hasło to rozumiem dwojako. Po pierwsze są to nowe postacie, które autor wprowadza do powieści. Dzięki nim ma większe pole manewru na polu kreacji świata. Wiąże się to nierozerwalnie z drugim aspektem, a mianowicie nowymi wątkami. Darda poszedł zupełnie w drugą strone niż to sobie wyobrażałem po "Starzyźnie". Co zabawniejsze główny bohater rozważał nawet przez chwilę, czy nie odwiedzić starych znajomych, a wiec podążyć rozpoczętym w poprzedniej części wątkiem, lecz ostatecznie uznał, że ważniejsze jest tu i teraz. Bardzo lubię gdy ktoś mnie tak zaskakuje.

 

"Bisy t.1" to naprawdę rewelacyjna książka. I to nie tylko jako literatura grozy(bo teraz mogę stanowczo uznać ja za takową) ale również jako powieść akcji lub sensacyjna. Autor wyciągnął wnioski z poprzedniej nieco słabszej publikacji i ze wzmożoną werwą zaserwował nam kawał dobrej rozrywki. Spotkałem się w kilku miejscach na porównanie Dardy do Kinga. Specjalnie nie odnosiłem sie do niego, lecz teraz, po zabiegach charakterystycznych dla tego drugiego (np wprowadzenie siebie i swojej książki do treści powieści) muszę przyznać, że nie jest to przesadzone .A jako miłośnik Kinga jest to spory komplement .Oby tak dalej!