"Życie PI" Yann Martel

Życie Pi - Yann Martel, Zbigniew Batko

Czy można niezwykłą historię opisać w sposób niebywale... nudny? Po raz kolejny okazało się, że jest to możliwe i wcale nie trzeba się wysilać. O Pi słyszałem tyle, co w zwiastunach filmowych, czyli widziałem młodego Hindusa w szalupie ratunkowej z tygrysem. Całość okazała się trochę głębsza, lecz i tak trudna w odbiorze.

 

Pi poznajemy gdy chodzi do podstawówki. Żyje w cieniu swego starszego brata, który jest uzdolnionym sportowcem oraz cierpi z powodu przezwisk wymyślanych przez kolegów. Jako syn właściciela zoo od dziecka miał styczność ze zwierzętami i znał dokładnie ich zwyczaje. Rodziców zaczął zadziwiać w okresie dojrzewania, gdy postanowił pogłębić swoją wiedzę religijną. Dokładniej mówiąc postanowił zostać muzułmaninem, chrześcijaninem i hindusem... jednocześnie. Doprowadziło to do wielu ciekawych nieporozumień i spięć, lecz ostatecznie udawało mu się to pogodzić. W  wieku 16 lat rodzina postanowiła sprzedać zoo i przeprowadzić się do Kanady. w tym celu załadowali się na statek i ... tu zaczyna się prawdziwa historia. Podczas burzy Pi ląduje w szalupie wraz ze wspomnianym juz wcześniej tygrysem, zebrą, hiena oraz zebrą. Jak udało mu się przeżyć na morzu ponad 200 dni w tej menażerii? Poczytajcie.

 

Pomysł jest ciekawy, chwytliwy i intrygujący. Jednak wykonanie bardzo słabe. Bardzo mi się nie podobał sposób narracji. Autor rozwlekał opisy, powtarzał się wielokrotnie, przedłużał. To było po prostu nudne. Dosyć juz miałem wymieniania poszczególnych zwierząt i ich zwyczajów, albo każdego znajomego Pi z klasy z imienia i nazwiska. Często czułem się jakbym czytał podręcznik do zoologii. Lub teologii skoro juz o tym mowa. Ponieważ podczas rozważań religijnych(które stanowia ciekawszą część tej książki) również nie obyło się bez rozwlekłych genealogii bóstw oraz ich relacji z ludźmi i nie tylko. Doszło do tego, że będąc w połowie zastanawiałem sie sobie nie odpuścić. Z czasem jednak przywykłem i udało mi się dobrnąć do końca. Nie chciałbym jednak przechodzić przez to po raz wtóry.

Kolejny zarzut to lektor. Ponieważ zapoznałem się z tą pozycją za pośrednictwem audiobooka skazany byłem na interpretację i intonację osoby czytajacej. Zazwyczaj staram się nie oceniać tych osób, ponieważ ważniejsza dla mnie jest treść niż forma jej podania, lecz dzisiaj zrobie wyjatek. Lektor operował głosem w sposób bardzo drażniący. Podnosił go nieraz w momentach zbędnych i sprawiał wrażenie nadmiernej ekscytacji. Egzaltacja jest tu chyba najbardziej pasującym określeniem. Nie dosyć więc, że treść była nudna to jeszcze lektor irytujący i męczący. Tak, mocno się namęczyłem aby dokończyć "Życie Pi". Jednak dzięki tej wytrwałości dotarłem do zakończenia, które na nowo rzuciło światło na całą historię. We wstępie autor zaznaczył, że powieść ta sprawi, że czytelnik uwierzy w Boga. Wg mnie jest to przesada, aczkolwiek warto chyba dobrnąć do końca. Dlatego też podniosłem ogólną ocenę o pół gwiazdki.

 

"Życie Pi" to monotonna i źle napisana historia ciekawego Hindusa. Jedynie zakończenie jest tu intrygujące, lecz jeżeli zechcecie dla niego zapoznać się z tą pozycją to proszę was, odpuśćcie sobie audiobooka. Czytacie i słuchacie na własną odpowiedzialność.