"Łowcy głów" Jo Nesbo

Łowcy głów - Jo Nesbø

Do Nesbo mam słabość. A mówiąc dokładniej do jego najbardziej znanego bohatera literackiego jakim jest Harry Hole. Dlatego też, mimo zakończenia serii nadal sięgam po inne teksty tegoż autora. "Łowcy głów" to druga taka pozycja po "Synie". I cóż mogę powiedzieć? Głowy ani innej części ciała raczej nie urywa...

 

Roger Brown to tytułowy headhunter, który szczyci się tym, że żaden z zaproponowanych przez niego kandydatów na stanowisko nie został odrzucony. Ma piękną żonę, duży dom oraz drogi samochód. Ma też pewną tajemnicę. Mianowicie nie stać go na to wszystko. Dlatego też poza pracą  zajmuje się kradzieżami dzieł sztuki, głównie swoich rekomendowanych. Pewnego dnia jednak od jego polecenia zależeć będzie dużo więcej niż zazwyczaj. Roger staje się centralną personą w grze o duże pieniądze oraz wpływy międzynarodowe. W rozgrywce tej zginie nie jedna osoba, Brown natomiast musi postarać się ugrać jak najwięcej, poczynając od własnego życia.

 

Już pisząc powyższy akapit nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest on żywcem wyjęty z noty przesłanej od wydawcy. Zapewniam Was jednak, że są to tylko i wyłącznie moje słowa. Inaczej po prostu nie da się przedstawić fabuły "Łowców głów". Jest to bowiem ksiażka sensacyjna, która nie wyróżnia się wiele od całego zastępu sobie podobnych. Dlaczego tak piszę? Otóż główny bohater, który nie jest mimo wszystko nikim wyjątkowym zostaje postawiony w sytuacjach, w których niejeden komandos miałby problemy z przeżyciem. Przykład? Proszę bardzo. Bez mrugnięcia okiem był w stanie zastrzelić kobietę, która go zdradziła a wcześniej nurkował w szambie lub też rozpłatał współpasażera w celu uwolnienia się. Nie są to czynności, które byłby w stanie wykonać przeciętny zjadacz chleba. Albo byłby, ale na prawdę bardzo mocno zmotywowany. Najprawdopodobniej jednak wpadłby w panikę. Tego nasz bohater prawie w ogóle nie doświadcza. Wyrachowany, opanowany i trzeźwo kalkulujący. Gdyby nie miłość do swojej żony mielibyśmy przepiękny obrazek socjopaty. Głównym moim zarzutem jest więc zbyt mały realizm.

Drugim jest natomiast płytkość Rogera. Jako łowca głów absolutnie mnie nie interesował. Jego praca była mało interesująca i gdyby nie to szambo (dosłowne i przenośne) w które wpadł nie chciałbym się z nim więcej spotkać.Okrutne to, lecz prawdziwe. 

 

Nesbo przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu twórczości. Dlatego też takim rozczarowaniem byli dla mnie "Łowcy głów". Książka pisana jakby od niechcenia z nieprawdopodobnie cwanym głównym bohaterem. Przykro mi ale tego nie kupuję. Gdybym nie znał wcześniejszych dzieł autora dałbym 3. Ale ponieważ znam, to kara musi być