"Upadek Hyperiona" Dan Simmons

Upadek Hyperiona (Hyperion, #2) - Dan Simmons

Nie podobała mi się ta książka. Już od początku coś szło nie tak i skutecznie mnie odrzucała. Po przeczytaniu pierwszej części chciałem więcej, a nawet WIĘCEJ a dostałem mniej. Teraz pewnie spojrzycie na ocenę i zadacie sobie pytanie "O czym on gada? Przecież ocenił bardzo wysoko. Może się pomylił i mu palec na myszce się omsknął w kluczowym momencie?" Otóż nic się nie omsknęło. Jeżeli chcecie się dowiedzieć skąd taka rozbieżność to zapraszam do dalszej lektury.

 

Jak już wspomniałem we wstępie, zakończenie "Hyperiona" było niewystarczające i tylko pobudzało czytelnika do dalszej lektury. W "Upadku..." mamy spowolnienie akcji, przeniesienie jej na nowe obszary i przedstawienie nowych bohaterów. Samo w sobie nie jest złe, ponieważ każda powieść musi budować tempo i napięcie. Lecz czytając jedną cześć po drugiej zostawiamy naszych pielgrzymów trzymających się za ręce i zmierzających właśnie do Grobowców Czasu, w których czeka na nich przeznaczenie a więc Chyżwar. Po otwarciu kolejnego tomu natomiast nasi bohaterowie schodzą na drugi plan i  ich dalsze przygody są bardzo skąpo wydzielane. I to mnie doprowadzało do wściekłości. Z czasem jednak doceniłem ten zabieg i stopniowo dałem się wciągnąć w sieć intryg, które trzymały w napięciu aż do końca.

 

Skąd takie dawkowanie informacji? Otóż głównym bohaterem "Upaku Hyperiona" jest Sewern, będący zrekonstruowaną osobowością Johna Keatsa osadzoną w ciele cybryda, a więc androida. Jest on jakby bliźniaczą świadomością innego cybryda znanego z pierwszej cześci, który straciwszy ciało zgrał swoje jestectwo na dysk wszczepiony w mózg swojej kochanki, która jest jedną z pielgrzymów. Dzięki temu podobieństwu, czy też jedności jest on w stanie postrzegać świat oczami Brawne oraz przeszukiwać jej pamięć, aby zrekonstruować ostatnie wydarzenia mające miejsce w Grobowcach Czasu. Ograniczeniem jest jednak to, że wgląd ten ma tylko i wyłącznie podczas snu. Dlatego też informacje o pielgrzymce otrzymujemy stopniowo, po uprzednim opisie dnia z życia Sewerna. A życie jego staje się ciekawe od momentu w którym zostaje doradcą Meiny Gladstone, a wiec przewodniczącej Senatu Hegemonii. W obliczu inwazji Intruzów na ludzkość informacje z powierzchni Hyperiona zyskują bardzo na wartości, dlatego nasz główny bohater staje się nieoceniony. Z czasem okazuje się, że jest i trzecia strona konfliktu, która okazuje się kluczowa w dalszym rozwoju wypadków.

 

"Upadek Hyperiona" jest z początku dosyć chaotyczny. Przeplatające się informacje ze sztabu generalnego, przeszłości Sewerna, aktualnej sytuacji militarnej oraz z Grobowców Czasu potrafią odstraszyć. Tym bardziej, że pielgrzymi rozdzielają się i każdy z nich na swój indywidualny sposób doświadcza konfrontacji z Chyżwarem. Ułatwieniem więc są na pewno krótkie streszczenia każdej z historii przez nich opowiedzianych w poprzednim tomie. Tak, można przeczytać "Upadek Hyperiona" bez znajomości "Hyperiona", lecz wg mnie jest się w ten sposób pozbawionym jednej z najlepszych powieści sci-fi. Ja osobiście te streszczenia pomijałem, ponieważ wciąż mam je mocno wyryte w pamięci. Z czasem jednak chaos zaczyna nabierać konkretnych kształtów i wyłania się z niego okrutna prawda o ludzkości. O naszym dążeniu do podporządkowywania sobie całego świata i maksymalnym ułatwianiu sobie życia. Okazuje się, że przyszłość wcale nie musi być taka różowa, natomiast naród konformistów i Władców Galaktyki bardzo zgrabnie ukręcił sobie powróz, na którym zaraz zadynda. Jest to również opowieść o relacji stwórcy i jego dzieła i to na wielu płaszczyznach. Czy stworzenie samo może stać się stwórcą i prześcignąć swego kreatora? Czy jest to naturalna kolej rzeczy, czy też ślepe dążenie do coraz większej władzy i w końcu do boskości? I czy boskość ta jest nam pisana czy też będzie początkiem upadku? Jest wiele pytań a nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi.

 

"Upadek Hyperiona" to świetna kontynuacja. Mimo problemów na początku lektury uważam, że warto się z nią zapoznać, gdyż jest bardzo wartościowa. Porusza niby te same wartości co "Hyperion" lecz z innej strony i udarzając w inne struny. Co ciekawe, widać dokładnie, że jest tak przemyślana aby być wstępem do dalszej historii. Dlatego też czeka na mnie "Endymion".