"Młot na czarownice" Jakub Sprenger i Henryk Kraemer

Młot na czarownice - Heinrich Kramer, Jacob Sprenger

Książka-legenda. Nie wypada chyba napisać inaczej. O  Młocie usłyszałem podczas pierwszej fascynacji inkwizycją, czyli po lekturze "Sługi bożego" Piekary. Od tego momentu zawsze chciałem to przeczytać. No i w końcu się udało :)

 

Jak można przeczytać we wstępie, na poczatku polowania na czarownice oskarżenia leciały na prawo i lewo. W zwiazku z tym i wieloma samosądami panował ogólnoeuropejski chaos w kwestii rozpoznawania oraz sądzenia czarownic. Aby to ukrócić, wspomniani autorzy, nota bena dominikanie i inkwizytorzy postanowili zebrać wszystkie dane i je usystematyzować. Tak oto powstał "Młot na czarownice". Składa się on z trzech części. W pierwszej autorzy szeroko rozpisują się nad szkodami, chorobami i klątwami jakie na ludzkość zsyłać mogą czarownice, czarownicy no i oczywiście szatan. Część druga to metody jakimi bogobojny człowiek może chronić się przed tym całym diabelskim pomiotem. W części trzeciej znajdują się ponoć szczegółowe zapiski odnoszące się do procesu przesłuchiwania czarownic oraz postępowania z takowymi. Jest więc to idealny podręcznik dla kogoś, kto czarownicę rozpoznał i nie wie teraz co z nią zrobić. Dlaczego napisałem "ponoć" dwa zdania wcześniej? Otóż "Młot na czarownice" dostępny na polskim rynku od czasu średniowiecza zawiera tylko dwie pierwsze części. Pewnie słusznie uznano, że dla świeckiego przeciętnego chrześcijanina wystarczy wiedza jak rozpoznać czarcie uroki i w razie możliwości się przed nimi chronić. W przeciwnym razie liczba osądzonych kobiet znacząco by wzrosła.

 

Całość oprócz wspomnianych trzech części podzielona jest na całkiem zgrabne i niedługie rozdziały. Uczeni mężowie z wprawą wypunktowują najważniejsze rzeczy aby później ochoczo przejść do licznych przykładów z życia wziętych. Tak na prawdę, to na treść tego dzieła głównie skłądają się te zasłyszane czy też udokumentowane historie. Treść ich jest bardzo różnorodna. Od prostych przypowieści ku przestrodze, przez dziwne przypadki, które dzisiaj wywołują tylko uśmiech politowania dla ludzkiej głupoty, aż do kilku na prawdę zabawnych incydentów, jak diabeł, który potrafił obić księdza w wychodku. Dla każdego coś się znajdzie.

 

Należy pamiętać jednak, że nie jest to dzieło fabularne. W zamyśle miał to być podręcznik dla inkwizytorow(głównie). Kto się spodziewał czegoś innego będzie zawiedziony. Sam wpadłem w taką pułapkę i po kilkudziesięciu ekspresowych pierwszych stronach zaciąłem się. Dopiero zmiana podejścia z rozrywkowego na edukacyjny pozwoliła mi z równą satysfakcją jak na początku dokończyć lekturę.

 

"Młot na czarownice" mimo, że nie kompletny czytałem z dużym zainteresowaniem. Brakowało mi co prawda najważniejszej, czyli trzeciej części ale i tak momentami bardzo dobrze się bawiłem. Do chwili w której zorientowałem się, że autorzy wszystko pisali jak najbardziej serio. I że książka ta pomogła w osądzeniu i uśmierceniu kilkudziesięciu o ile nie kilkuset tysięcy kobiet. O tego momentu nie było mi już do śmiechu