"Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn

Zaginiona dziewczyna - Gillian Flynn

Kontynuując podróż po ekranizacjach doszedłem do "Zaginionej dziewczyny". Filmu nie widziałem, lecz nie ukrywam, że miałem na niego sporą ochotę. Biorąc się za ksiażkę natomiast nastawiłem się na sensację/kryminał. Jakież było moje zdumienie pod koniec lektury, gdy okazało się, że dostałem o wiele więcej

 

Mamy młode małżeństwo, Nicka i Ammy. Młode stażem, ponieważ obydwoje są już po czterdziestce. Jednak w tym roku wypada ich piąta rocznica ślubu. Wszystko miało przebiegać tak jak co roku, a więc po pracy Nick rozpocznie zabawę w poszukiwanie skarbów. Ammy ukrywa w okolicy wskazówki, które mają związek z ostatnim rokiem ich życia i powinny doprowadzić męża do ostatniej "bazy" gdzie czekać będzie prezent rocznicowy. Piąta rocznica jest nazywana drewnianą, a więc coś związanego z drewnem. Taka romantyczna małżeńska zabawa powtarzana rokrocznie. Jednak tym razem jest inaczej. Nick odkrywa, że jego żona zniknęła a w domu znajduje ślady walki. Po zawiadomieniu policji rozpoczynają się poszukiwania oraz śledztwo. Wraz z upływem czasu wypływają jednak coraz to nowe dowody potwierdzające pewien stereotyp w tego rodzaju sprawach: winny jest zawsze mąż. 

 

Książka ma dwutorową narrację. Z jednej strony mamy relacje Nicka, który na bieżąco przeżywa zaginięcie żony i od czasu do czasu wspomina ich wspólne życie od momentu spotkania się. Z drugiej natomiast znajduje się dziennik Ammy, który diametralnie różni się od wersji jej męża.  Słuchaliście kiedyś relacji dwóch zwaśnionych osób na ten sam temat? Wydarzenie jest to samo, lecz podejście, motywy i sam przebieg akcji zupełnie inny. I dokładnie coś takiego otrzymujemy w "Zaginionej dziewczynie". Już po kilkunastu stronach czytelnik zasypany jest dwiema wersjami małżeństwa. Co ważne, w żadnej z nich nie jest ono idealne, lecz w każdym przypadku winny temu jest kto inny.

Przesłuchałem kilka godzin audiobooka i postawiłem własną teorię. Byłem ciekaw, czy autorka rozwiąże te sprzeczności w podobny sposób jak ja bym to zrobił. Gdzieś w połowie lektury zostałem totalnie zaskoczony i mój pomysł rozpadł się jak domek z kart. Wszystkie moje domysły i oczekiwanie były totalnie chybione. I wiecie co? Spodobało mi się to. Lubię być zaskakiwany i manipulowany podczas lektury, gdyż dzieki temu czuję, że cały czas czeka na mnie ksiażka inna niż wszystkie inne.

 

Nie zdradzę jakie jest rozwiązanie tego zaginięcia, ponieważ byłby to chyba największy spoiler w historii. Napiszę jednak, że happy endu cieżko sie tu dopatrzeć. Ogólnie po lekturze dotarło do mnie, że nie jest to zwykła powieść sensacyjno-kryminalna. Jest to studium trudnego, wręcz toksycznego związku który wyniszcza się od wewnątrz. Mimo tego jest tam miejsce na miłość. Nienawidzą się, lecz żyć bez siebie nie mogą. Całkiem życiowe, nie uważacie?