"Straż Nocna" Terry Pratchet

Straż nocna - Terry Pratchett

Lubicie Vimesa? Ja bardzo, dlatego postanowiłem zajrzeć do niego z wizytą w Ankh-Morpork. I nie uwierzycie jakie było moje zaskoczenie (pozytywne oczywiście) gdy okazało się, że tym razem Pratchett zaserwował mi podwójną dawkę ulubionego komendanta :) Jak to mozliwe? Już śpieszę z wyjaśnieniem.

 

"Straż nocna" to kolejna, siódma już część cyklu o Straży Miejskiej. Przez ten czas bardzo wiele się zmieniło zarówno w strukturach tej jednostki, w mieście jak i w życiu prywatnym Sama Vimesa. Od bystrego, lecz nazbyt często sięgającego po butelkę komendanta po szanowanego, wpływowego i bogatego diuka, który częściej bywa na uroczystych przyjęciach niż na patrolu. Co więcej Sam dorobił się też kochającej i rozumiejącej go żony (istny skarb w jego przypadku) a teraz czeka na powiększenie się rodziny. Jak więc widzicie jego życie się ustatkowało i można powiedzieć, że wyszedł na prostą. Patrząc z boku wydaje się być szcześliwy. Czy jednak sam Vimes myśli tak samo? Może to kryzys wieku średniego, a może strach przed ostateczną stabilizacją, którą będzie potomek, lecz nasz komendant tęskni za dawnym życiem. Brak mu ekscytacji, pościgów i bezpośredniego zagrożenia, którego miejsce zajęły salonowe intrygi i spiski. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że rzuciłby wszystko w cholerę i wrócił na Mroki. Po prostu czuje pewną nostalgię, czy też tęsknotę za tym, co już nie wróci. Ale czy ma rację? W zwariowanym mieście, jakim jest Ankh-Morpork niczego nie możesz być pewny.

Podczas drogi na uroczystą galę nadarza się okazja schwytania niebezpiecznego zabójcy, który upodobał sobie strażników. Sam długo się nie zastanawia i w galowym stroju (czyli pozłacany pancerz, pióropusz i uchowajcie Bogowie, ale rajtuzy) rusza w pościg po miejskich dachach. Na szczycie biblioteki czarodziejów, gdy już ma już dokonać aresztowania zaskakuje ich burza i jak można się domyśleć nie będzie to nic dobrego. Skumulowana magiczna energie zawarta w księgach w połączeniu z piorunem powodują spontaniczny przeskok w ... czasie. Vimes budzi się w swoim mieście, lecz kilkadziesiąt lat wcześniej. Mimo początkowego szoku, nie może jednak zbyt długo pozostawać w zaskoczeniu. Przecież pościg ciągle trwa...

 

"Straż Nocna" jest rozszerzeniem historii dobrze nam znanych bohaterów o młode lata. Nie chodzi mi o lata dzieciństwa, lecz okres, gdy dopiero wchodzili w dorosłe życie. Poznamy młodego Sama, który ledwo co zaczął zbierać policyjne szlify. Będzie sierżant Colon, który dopiero co się ożenił. Rozwiąże się zagadka kim był Reg zanim się reanimował i został zombie oraz co chyba najlepsze dowiemy się skąd w Straży wziął sie Nobs. Wszystkie te zagadki i ciekawostki zainteresuja oczywiście najbardziej fanów Pratchetta a w szczególności serii o Straży Miejskiej. Czy zatem laik nie powinien siegać po tą pozycję bez zapoznania się z kilkoma wcześniejszymi tomami? Absolutnie nie. Książki ze Świata Dysku posiadają ten niezwykły urok, że można je czytać na wyrywki a i tak będą świetną lekturą. Oczywiście umknie nam garść szczegółów i powiązań, ale nie wpłynie tow większości na negatywny odbiór.

 

Co więcej? Każda książka Pratchetta traktuje o czymś więcej niż tylko o prostej historii bohaterów. NIe inaczej jest i tutaj. "Straż Nocna"  oprócz motywu podróży w czasie i próby nie zmienienia własnej przyszłości( jak w Efekcie Motyla) oferuje nam rzut oka na rewolucję. Dlaczego ludzie sie buntują i wychodzą na ulicę. O co walczą i czy jest w tym sens. Ludność Ankh-Morpork zaczęła budować barykady by się bronić przed zagrożeniem z zewnatrz. Lecz wybudowanie dostatecznie dużej zapory sprawiłoby, że nie ma już "zewnątrz" jest tylko "wewnątrz". I w tym środku nie jest tak różowo jak myśleli, co doprowadza do kolejnych barykad. W taki oto sposób otrzymujemy niekończące się podziały władzy i wpadamy w kwadraturę koła. "Straż Nocna" nie jest pochwałą rewolucji. W moim odczuciu wytyka jej najważniejsze błędy i przekonuje do innego sposobu rozwiązywania problemów. Nie zawsze siłowych

 

"Straż Nocna" to kolejny przykład na dobrą przygodową historię, okraszoną charakterystycznym humorem oraz zmuszającą nas do trochę głębszych przemyśleń. Może i nie jest to tak głęboka pozycja jak "Na glinianych nogach" lub wcześniejsze pozycje ale i tak doskonale oddaje styl nieżyjącego już sir Terry'ego Pratchetta. Jak zwykle polecam i zachęcam do własnego zdania