"Nie wymachuj mi tym gnatem" Kyril Bonfiglioli

Nie wymachuj mi tym gnatem. Bezwstyny Mortdecai. Część 1 - Kyril Bonfiglioli

Chcecie usłyszeć historię zblazowanego brytyjskiego arystokraty, który został wplątany w serię kradzieży dzieł sztuki, morderstw, szantaży i romansów wbrew woli? Proszę bardzo. Zastrzegam jednak, że nie będąc Anglikiem lub nie znając się na ichniej literaturze i kulturze połowa książki będzie niezrozumiała oraz wypełniona nic wam nie mówiącymi odniesieniami i porównaniami. Ja Anglikiem nie jestem, dlatego oceniłem tylko tę połowe, którą zrozumiałem :)

 

Charlie Mortdecai jak już wspomniałem jest dobrze usytuowanym  marszandem, który lubi sobie pofolgować. Przy stole, przy kieliszku czy też w łóżku(chociaż wg niego łóżko nie nadaje absolutnie do miłości) jest to nieistotne. Otrzymuje on od swego dawnego kolegi ze studiów, a obecnie agenta brytyjskiego propozycję nie do odrzucenia. Wiąże się to z podłym szantażem oraz oczywiście dziełami sztuki. W ten sposób Charlie znajduje się na celowniku wielu nieprzyjemnych ludzi. Pełen angielskiej flegmy oraz wraz z pomocą swego niezwykle lojalnego służącego/ochroniarza Jokie'ego Mordtecai stara się ujść z głową na karku a przy okazji może i zyskać co nieco.

 

Nie będę ukrywał, że po pozycję tą sięgnąłem po obejrzeniu filmu "Bezwstydny Mortdecai" z Johnny Depp'em. Juz po kilkunastu stronach byłem przekonany, że jest to tylko luźna adaptacja, a nie wierna ekranizacja. Nasz literacki bohater nie jest bowiem tak nieporadny i "ciapowaty" jak jego filmowa kreacja. Owszem pełen jest wyniosłości i arystokracji, lecz gdy przyjdzie co do czego potrafi się odwinąć i dać w dziób. Ważne jest również to, że Charlie przychylniej patrzy na męskie pośladki, niz kobiece wdzięki. Jest to bardzo widoczne podczas nieco wymuszonego kontaktu z jedną z dam. Jeśli więc chodzi o postać , to otrzymujemy zblazowanego, pulchnego, rozpieszczonego marchanda alkoholika, który kantuje i przez większość książki ucieka. Przed czym? Przed czym się da. Akcja bowiem bardzo tu kuleje. Pojedyncze pościgi i strzelaniny przeplatane są przydługimi opisami i wtrętami autora odnośnie literatury, sztuki i kultury(to te, których przeciętny czytelnik za grosz nie zrozumie). Muszę przyznać, że czasem nie wiedziałem co się działo i jakimi pobudkami kierował się główny bohater podczas podejmowania swoich działań. Po prostu kilkukrotnie się zgubiłem w fabule. Nie jestem pewien, czy jest to wina autora, czy też sam byłem zbyt świeżo po seansie filmowym. Fakt faktem, fabuła nie jest tu zachwycajaca. 

Również język Mortdecai'a pełen jest dla mnie sprzeczności .Z jednej strony wyważony, barwny i wytworny. Z drugiej natomiast czasem rzuca rynsztokowym mięsem, lub też bardzo prostackimi porównaniami. Może miało to dodać mu kolorytu. Jeżeli tam, to wygląda to jak próba podkolorowania pawia. Nadmiar barw bowiem grozi oczopląsem i nudnościami.

 

Nie mogę wyjść z przekonania, że autor pomimo zaprzeczeń na początku opisywał tu samego siebie. Zajrzyjcie w jego biografię i sami się przekonacie, jak wiele tam zbieżności. Przypadek? Nie sądzę. A opisując samego siebie faktycznie można wpaść w pułapkę zbytniego eksploatowania postaci kosztem fabuły. Tak więc "Nie wymachuj mi tym gnatem" nie jest pozycją wybitną. Zasługuje co najwyżej na miano przeciętnej. Jeżeli jesteś wielbicielem kultury angielskiej lub samego autora to śmiało. W innym przypadku ekranizacja będzie dużo bardziej przystępna w odbiorze