"Legendy polskie" antologia

Legendy polskie - Łukasz Orbitowski, Radek Rak, Wegner Robert M., Elżbieta Cherezińska, Jakub Małecki, Rafał Kosik

Oglądaliście "Smoka"? Taki króciutki filmik Bagińskiego opowiadający na nowo legendę o Smoku Wawelskim. Ja obejrzałem i byłem zachwycony. Dwa tygodnie później zobaczyłem "Twardowky'ego" tegoż samego reżysera. Szczęka mi tak gruchnęła o podłogę, że sąsiad z dołu aż się przestraszył. Pogrzebałem, poczytałem o całej akcji i chwilę później miałem już na dysku pdf ze starymi/nowymi legendami. Tak być musiało. Nawet, jeżeli napocząłem zupełnie inną książkę dzień wcześniej.

 

Otrzymujemy zbiór sześciu opowiadań, gdzie każde inspirowane jest inną polską legendą. Dostajemy odświeżone wersje wspomnianego już wcześniej Twardowkiego i Smoka Wawelskiego a oprócz tego Bazyliszka, Kwiat Paproci, Śpiących Rycerzy oraz Żywą Wodę. Każde opowiadanie ma swój klimat i trochę inną formę, lecz trudno nie zauważyć, że większość z nich oscyluje w gatunku sci-fi. Jest to jakieś rozwiązanie, no bo jak inaczej opowiedzieć choćby historię gościa, który wylądował na Księżycu? 

Jak to wygląda fabularnie? O ile w przypadku Twardowskiego i Żywej Wody zbyt wiele nie można było zmienić względem oryginałów, to w pozostałych tekstach mamy naprawdę dużą różnorodność. Spotkacie kadetów Szkoły Paziów w alternatywnej historii Polski, przeżyjecie pierwszą miłość z Głupim Jasiem, który potrafi rozmawiać ze zwierzętami, skonstruujecie pierwsze SI, które za zadania będzie miało powstrzymać rosyjskiego najemnika oraz zbadacie wnętrze Giewontu, gdzie czeka specjalna jednostka bojowa. Nie ma co narzekać, jest faktycznie różnorodnie.

 

Któż się podjął zadania napisania tych opowiadań? Mamy tu do czynienia wyłącznie z polskimi autorami. Niektóre nazwiska słyszałem i czytałem (Kosik oraz Orbitowski), inne natomiast pierwszy raz na oczy widziałem(Małecki, Cherezińska, Rak i Wegner). I chwała Bogu. Dzięki temu nie byłem nastawiony na znane persony, lecz na treść. I tu zaskoczenie. Znani mi autorzy wypadli wg mnie najsłabiej z całej ekipy. Opowiadanie pana Kosika było mało wciągające i przegadane, chociaż dało się wyciągnąć morał, że gdyby nie nasze pijanstwo, to uniknęlibyśmy wielu nieszczęść narodowych. Natomiast koncepcja stylistyczna opowiadania Orbitowskiego nie podeszła mi ani trochę. Tekstowy zapis videobloga prowadzonego przez dwunastolatka mogła by być jeszcze do przełknięcia. I pewnie bym przełknął, gdyby nie niesamowity natłok nowomowy, zapożyczeń angielskich oraz szczypty gwary śląskiej. Coś jak korpomowa ale w wykonaniu smarkacza proszącego co chwilę o łapki w górę. W obliczu takiego wyzwania opowiadanie stanęło mi w gardle. W końcu poszło dalej, ale trzeba było popić. Do pozostałych opowiadań nie mam większych zastrzeżeń, a wręcz gorąco polecam, szczególnie "Milczenie owcy" oraz "Spójrz mi w oczy". Perełki.

 

Cudze chwalicie, swojego nie znacie. Stare to powiedzenie ale ciągle aktualne. Nie mamy się czego wstydzić i należy być dumnymi z takich legend. A o takich literackich pomysłach i wykonaniu powinniśmy głośno mówić i polecać znajomym. Ja polecam.