"Cylinder van Troffa" Janusz Zajdel

Cylinder van Troffa - Janusz Andrzej Zajdel

Polskiego s-f ciag dalszy. Po udanej lekturze "Limes inferior" od razu chwyciłem za kolejną pozycję tegoż samego autora. W planach mam jeszcze dwie powieści, ale zobaczymy na ile czas i chęci pozwolą. W końcu głupio tak nie znać jednego z głównych rodzimych pisarzy sci-fi.

 

Jeżęli fantastyka naukowa, to przydałby się kosmos, podróże międzyplanetarne i poszukiwania obcych cywilizacji. Czemu nie, proszę bardzo. W "Cylindrze..." trzon fabuły stanowi historia pewnego bezimiennego kosmonauty, który wraz z resztą załogi wraca po długiej wyprawie do odległego układu planetarnego na Ziemię. A dokładniej na Księżyc, bo tam ich przekierował system lądowania. W związku z awarią napędu podczas drogi powrotnej statek kosmiczny nie był w stanie osiagnąć pełnej prędkości.  W związku z tym, zamiast trwającej łącznie 50 lat ekspedycji kosmonauci nasi trafiają na orbitę macierzystej planety po blisko 250 latach. Jak się okazało ta różnica w czasie byłą bardzo znacząca. Ludzkość przeniosła się w tym czasie do osiedli na Księżycu, gdyż w wyniku nieudanych eksperymentów genetycznych jej materiał genetyczny został skażony. Żyją sobie teraz po jasnej stronie czekając, aż biologiczne zagrożenie minie, aby powrócić i znowu zaludnić planetę. Nie wszyscy jednak wierzą w taką wersje historii. Istnieją ugrupowania posiadające dowody, że życie na powierzchni Ziemi nie jest w żaden sposób zagrożone i można wracać choćby i w tej chwili. Kosmonauci nasi za wszelką cenę chcą się przekonac kto ma rację.

 

Książkę podzielić można na dwie części. Pierwsza to powrót do naszego układu słonecznego i akcja dziejąca się w osiedlu na Księżycu. Poznajemy tam kilka wersji historii ludzkości i zapoznajemy się bliżej z postaciami bohaterów. Druga część dzieje się już na Ziemi. Nie będzie to niespodzianką, gdy zdradzę, że naszemu głównemu bohaterowi udaje się tam dostać i przekonać się na własnej skórze która wersja była prawdziwa. Zastaje tam zupełnie inny obraz niż się spodziewał i musi na bieżąco skorygować swoje plany. Powrót bowiem na Ziemię wiąże się z jego prywatnymi zamiarami, których nie zdradził kompanom i które dopiero w tym momencie pozdnajemy.

 

"Cylinder van Troffa" ukazuje nam znów przykrą wizję przyszłości ludzkości. Degradacja środowiska naturalnego i próby udoskonalania swojego genomu doprowadzają w końcu do upadku całej rasy. Do tego dochodzace próby podziałów społecznych na tych lepszych i gorszych oraz wartych zachowania dla puli genów. Smutne to, ale po krótkim zastanowieniu sie wcale nie takie niemożliwe. Można powiedzieć, że już teraz zaczynamy wędrówkę w tą stronę. Pytanie tylko ile czasu nam ona zajmie