"Więcej krwi" Jo Nesbo

Więcej Krwi - Jo Nesbø

Czy więcej krwi oznacza też więcej treści oraz jakości? Z takim pytaniem zabierałem się do tej lektury. Pamiętając "Krew na śniegu" nie miałem zbyt dużych oczekiwań. I bardzo dobrze, jak się okazało.

 

Jon ucieka przed Rybakiem, którego oszukał. Gruba ryba norweskiego półświatka nie zapomina tak łatwo, dlatego należy ukryć się na prawdę dobrze, lub też daleko. Nasz bohater wybiera drugą opcję i wyjeżdża blisko koła podbiegunowego oraz granicy z Finlandią. Na tym "krańcu świata" znajduje ludzi, którzy zaczynaja coś dla niego znaczyć, przede wszystkim córka miejscowego kaznodziei. Czy jednak zaszycie się w takim odludzie gwarantuje mu bezpieczeństwo?

 

Po tym krótkim opisie możecie się spokojnie domyśleć całej fabuły. Jest ona banalnie prosta i przewidywalna. Były cyngiel ucieka, poznaje kobietę w której się zakochuje i chce ułożyć sobie z nią życie. W końcu jednak przeszłość go odnajduje i musi się z nią skonfrontować. Motyw tak oklepany, że aż śmieszny. Czy jest zatem coś, co odróżnia tę książkę od setek podobnych? Otóż jest. Brak możliwości zaklasyfikowania do jakiegoś konkretnego gatunku. "Więcej krwi" na pierwszy rzut oka wydaje sie być kryminałem. Z czasem jednak odnajdujemy tu elementy powieści obyczajowej a nawet romansu. Niestety każdy z powyższych styli jest tutaj zbyt płytki, aby można go było w pełni zaakceptować. Otrzymaliśmy więc produkt miałki, przeciętny i bezpłciowy.

 

W wielu miejscach pojawiały się informacje, że czytam kontynuację "Krwi na śniegu". Zastanawiałem się nad tym całą lekturę i doszedłem, że wspomnienie jednej postaci (Rybaka) to stanowczo za mało. Nic innego nie łączy tych dwóch pozycji, więc wydaje się, że zostałem wprowadzony w błąd zabiegiem marketingowym. Jest to jednak bardzo dziwny zabieg, ponieważ zazwyczaj porównuje się książkę do jakiejś bardziej znanej lub lepiej ocenianej. Tutaj obydwie trzymają ten sam, równy poziom. Szkoda, że jest on wyraźnie poniżej oczekiwań