"Stalowe szczury. Błoto" Michał Gołkowski

Błoto - Michał Gołkowski

Coś się ostatnio zrobiło głośniej o tym autorze. Sam kojarzę go z książek w klimacie post-apo oraz surwiwal i z tłumaczeń rosyjskich pisarzy w tym samy nurcie. Gdzieś się minąłem z nim na prelekcji o przeżyciu w świecie po zagładzie atomowej gdy przemykał w masce OP1 typu słonik. Ale to tyle. A tu się okazało, że oprócz klasycznego dla siebie gatunku, romansuje też z innymi. I tym oto sposobem trafiłem na "Stalowe szczury".

 

Mamy Pierwszą Wojnę Światową, ale taką nie do końca naszą. Coś poszło nie tak, i mamy już rok 1921 a wojna trwa w najlepsze. Problem jest taki, że wszyscy się okopali i trwają w wyniszczającej potyczce pozycyjnej, która nie urządza żadnej ze stron. Naszymi bohaterami są skazańcy i zbrodniarze wcieleni do jednostki karnej dowodzonej przez "kaprala" Reinhardta. Wstawiłem tam cudzysłów, ponieważ jest to stopień oficjalny lecz fałszywy. W rzeczywistości wszyscy w oddziale tytułują go kapitanem. Tak jest, dobrze wam sie wydaje, wojna jest tu opisana z niemieckiej strony. Kapitan nasz ma błyskotliwe i zaskakujące pomysły, których nie boi się wprowadzać w życie. Jego podkomendni natomiast to zbiór niesamowicie barwnych bandziorów. Mamy nożownika, miłośnika pirotechniki, wielkiego chłopa, który lubuje się w jeszcze większych spluwach i piromana. To tylko śmietanka tej zbieraniny. Łączy ich przywiązanie do kapitana i bezwarunkowe posłuszeństwo. Ich oddanie zostaje jednak wystawione na próbę, gdy Reinhardt postanawia przebic się przez front i zajść Francuzów od tyłu.

 

Jest to pierwsza książka Gołkowskiego jaką czytałem, więc nie wiem, czy barwne opisy są charakterystyczne dla jego twórczości. Jednak przyznać muszę, że idąc w parze z niezwykłym realizmem opisywanych scen robią niesamowite wrażenie. Wręcz widziałem te flaki wylewające sięz rozprutych szrapnelami brzuchów lub trzaskajace pod podbitymi buciorami czaszki poległych. Brutalne? Owszem jest ostro. I od razu zaznaczam, że nie jest to literatura przeznaczona dla młodszych czytelników. Przytoczone przeze mnie opisy powtarzają się dosyć często a dodatkowo jak przystało na prozę militarną przekleństwa też lataja dosyć nisko. Nie są one jednak przesadzone a wręcz dodają całości pewną dozę humoru. Czytajac bowiem dialogi żołnierzy nie sposób się czasem nie uśmiechnąć pod nosem, nawet mimowolnie. Jest to przykład jak punktowo rzucone przekleństwo może rozluźnić atmosferę. 

 

"Stalowe szczury. Błoto" to jedno z większych zaskoczeń literackich w tym roku. Teraz nie zostało mi nic innego, jak znaleźć kolejna część a następnie złapać się za najnowszą książkę Gołkowskiego. Polecam serdecznie nie tylko fanom militarii