"Komornik" Michał Gołkowski

Komornik - Michał Gołkowski

Oj jak ja chciałem przeczytać tą książkę! Na prawdę. Nawet się z siostrą pokłóciłem o to kto ją kupi. Ostatecznie przegrałem spór i zmuszony byłem odczekać swoje. Gdy w końcu dostałem ksiażkę w ręcę, coś mi nie pasowało. Dopiero później zorientowałem się, że zabrakło mi entuzjazmu ze strony siostry. Z czasem zrozumiałem dlaczego,

 

Bohaterem powieści jest Ezekiel VII, który zatrudniony jest na usługach Nieba jako Komornik aby zarządzać masą upadłościową, zlikwidować środki trwałe oraz upłynnić aktywa. Cóż oznacza ten prawniczy bełkot z którym możemy zapoznać się na tyle książki? A nic innego, niż to, że mamy do czynienia z najemnikiem, lub też najemnym mordercą. Ezekiel otrzymuje zlecenia, likwiduje grzeszników a później otrzymuje za to wynagrodzenie. Czasem kogoś pozna, czasem się dozbroi, a czasem dostanie ciężki wpierdziel, ale bez obawy. Jako Komornik jest praktycznie niezniszczalny. Potrafi bardzo szybko się regenerować, strzelić "kinetyka" lub postawić barierę ochronną a w przypadku zbyt poważnych obrażeń po prostu odrodzi się w miejscu podpisania kontraktu. Chodząca maszynka wypełniająca zlecenia. Tylko, że maszynka ta nie jest pozbawiona ani uczuć, ani sumienia i często i gęsto otwarcie krytykuje swojego zleceniodawcę, a więc anioła Azraela w dosyć niewybredny sposób.

 

Sam pomysł świata obiecywał bardzo wiele. Również prolog należy uznać, za jeden z jaśniejszych fragmentów powieści. NIestety okazało się, że był to tylko wabik na fanów Aniołów i Końca Świata. Jeżęli spodziewaliście się czegoś zbliżonego do prozy Kossakowskiej, to będziecie zawiedzeni. Podstawowe założenia są spójne, ale im bardziej w szczegóły starał się wchodzić autor, tym bardziej się pogrążał.

Nastał Armagedon i do dokłądnie taki, jak opisany w Apokalipsie. Bardzo dobrze. Ale okazało się, że zastępy niebieskie nie były przygotowane na to, że ludzkość tak mocno się rozpleni i nie są w stanie nas wszystkich wybić. To już zaczynało robić się podejrzane. A w momencie, gdy Gołkowski tłumaczy nam, że Wysłannicy niebiescy są tak uduchowieni i niewinni, że wystarczy im przez drzwi powiedzieć, że nie ma cię w domu a oni uwierzą i odejdą albo, że ich znajomosć świata skończyła się wraz z zakończeniem przez św. Jana pisania Apokalipsy, więc nie przewidzieli innych środków lokomocji niż własne nogi, dziei czemu możesz uciec przed nimi.... na rowerze to już zaczynałem się śmiać. Problem w tym, że autor się nie śmiał. On tak na serio pisał. Więcej jeszcze było takich smaczków ,ale chyba Wam oszczędzę.

Gdyby jeszcze poprzeć to wszystko dogłębną znajomością demono- i angelologii, to bym to przełknął. Ale w powieści znaleźć można jeszcze sfinksa, mantykorę, zombie i coś na podobieństwo potwora Frankensteina. To już mi się absolutnie kupy nie trzymało więc doczytałem do końca bez żadnych wymagań.

 

"Komornik" jest odwrotnością tego,  czego się spodziewałem. Zamiast powieści osadzonej głęboko w świecie biblijnej Apokalipsy, dostałem historię najemnika, który wędruje po pustkowiu podczas zachodu słońca i stara sie uniknąć tępych aniołów rozpłatając przy tym swoje cele i tracąc całe hektolitry krwi. Płytkie to było