"Hubal" Jacek Komuda

Hubal - Jacek Komuda

Czy z Rzeczpospolitej Szlacheckiej można płynnie przeskoczyć w okres Drugiej Wojny Światowej i z równie wielkim zacięciem opowiadać o Ojczyźnie, Honorze i walce? Komuda właśnie mi udowodnił, że można. Mój ulubiony piewca XVI wiecznej Polski postanowił zmierzyć się z legendą majora Dobrzańskiego, a więc tytułowego Hubala.

 

Jeżeli uważaliście na lekcjach historii, to na pewno pseudonim ten nie jest wam obcy. Dla innych krótkie przypomnienie.Major Hubal był dowódcą oddziału ułanów, którzy nie złożyli broni podczas kampanii wrześniowej, ale kryjąc się po lasach i wsiach uprzykrzali życie Niemcom. Był to najdłużej walczący oddział Wojska Polskiego, który prowadził walkę podjazdową aż do wiosny 1940 roku. Tyle odnośnie powtórki. Teraz o samej książce.

 

Jeżeli jesteście znawcami historii nic was tu nie zaskoczy. Wydarzenia, bitwy, manewry, postacie. Wszystko to było już udokumentowane i spisane przez badaczy Drugiej Wojny Światowej. CO w takim razie powinno skłonić Was do lektury? Major Hubal, jako człowiek, a nie legenda. To, że walczył, aż do końca i jak zapowiadał wielokrotnie "broni nie złożę, mundury nie zdejmę" wiemy. Ale, że na podobieństwo szlachciców z dawnej Polski był amatorem dobrego trunku, pięknych kobiet i hulanki jakoś na lekcjach nam pominięto. Miał też swoje ludzkie rozterki, jak wydawanie wyroków śmierci, martwienie się o ludzi w oddziale czy też o zaopatrzenie. Jeżeli chcecie poznać majora z tej strony, to zaprszam. W przeciwnym, książka nie będzie oferowała zbyt wiele. Pełno w niej bowiem opisów zarówno przemarszy, negocjacji jak i oczywiście podjazdów, lecz nie są one tak zajmujące jak główna postać. Komuda zresztą nie musiał się zbytnio oddalać od swojej ukochanej epoki szlacheckiej. Główni oficerowie to postacie jako żywo wyciągnięte z tamtej epoki. Zarówno w kwestii fantazji jak i godności. No i oczywiście miłości do koni. Koń bowiem jest tu postacią równie ważną jak Henryk Dobrzański, a pod koniec, kto wie, czy nie ważniejszą nawet. Postawiony jest bowiem jako symbol naszego kraju, który najlepiej czuje się bez uzdy i siodła, natomiast z wiatrem w rozwianej grzywie.

 

Podsumowując. Jeżeli macie ochotę na lekturę historyczno-patriotyczną to jest to zdecydowanie pozycja godna polecenia. W innym przypadku nie oferuje zbyt porywającej formy ani warsztatu literackiego. Za klimat i Ojczyznę daję pół gwiazdki więcej