"Litr ciekłego ołowiu" Andrzej Pilipiuk

Litr Ciekłego Ołowiu - Andrzej Pilipiuk

Kolejny zbiór opowiadań autora Wędrowycza trafił na moją półkę. A nie było to wcale takie pewne. Jak nigdy odczekałem nieco po premierze i poczytałem opinie na temat tego zbioru zanim dokonałem zakupu. Dlaczego? Szczegóły poniżej,

 

Powodem tak zachowawczego podejścia był poprzedni zbiór opowiadań, który wywołał u mnie niesmak. Postanowiłem więc, że jeżeli i tym razem ponad połowa treści będzie poświęcona postaci Roberta Storma, to tym razem sobie odpuszczę. Jak wynikło z moich ustaleń Pilipiuk zamieścił cztery opowiadania z detektywem archeologiem w roli głównej na osiem co daje równo połowę. Parę dni się zastanawiałem, ale ostatecznie dałem mu kolejną szansę.

 

 Zacznę od tej bardziej różnorodnej połowy tekstów. 

"Cienie" to tak na prawdę miniaturka na cześć Piłsudskiego. Wiele w niej nie ma treści, ale napawa optymizmem i wiarą w naszą ojczyznę.  7/10

 

"Hamak" to powrót do Łazienek Królewskich w okresie okupacji Niemiec i do niepokojącego doktora Apfelbauma, który studiował na uniwersytecie w Arkham. Tym razem jednak Niemcy uciekli a przyszli Rosjanie. Spokojnie, z nimi też sobie poradzimy. Utwór ciekawy, najbardziej mroczny spośród wszystkich zamieszczonych w zbiorze ale do pierwszej części nieco mu brakuje  8/10

 

"Harcerka" natomiast to wizja postapokaliptycznej Polski, która cofnęła się w rozwoju do poziomu Średniowiecza. Jednak przy przy sprzyjajacych wiatrach mozę uda się nadgonić straconą wiedzę. Między innymi pomóc w tym może wskrzeszona organizacji harcerska. Wizja ciekawa, ale co do fabuł to brak. Po prostu pretekst do przedstawienia swojej wizji przyszłości. A szkoda, bo potencjał tu jest. Wystarczyło by zmienić zakończenie na bardziej złowrogie, albo sugerujące intrygę i czekać aż fani poproszą o kontynuację. A tak dostajemy milusi happy end. Można i tak  6/10

 

"Złudzenie negacji" to opowiadanie najbardziej mnie interesujące, ponieważ traktuje o doktorze Skórzewskim. W tym wydaniu jest on na początku swojej służby medycznej i ma do czynienia z.... zombie na Lubelszczyźnie. Pomysł dosyć absurdalny ale da się przełknąć a przy okazji poduczyć nieco historii, ponieważ bunt ludności na Santo Domingo i polski w nim akcent nie jest zmyślony. Zakończenie nieco niemrawe, ale i tak było nieźle. 8/10

 

Pozostałe opowiadania, a wiec "Litr ciekłego ołowiu", "Plama", "Czuhajster" oraz "Sezam Czerwia" to już klasyczne teksty o Robercie Stormie. Dostał jakieś zlecenie, odnalazł dawno zapomniany przedmiot lub osobę przy okazji żałując, że to co stare odchodzi w niepamięć zastępowane tandetą. Jest sporo nostalgii(która, jak już pisałem niejednokrotnie wcześniej u tak młodego człowieka jest mało realna), trochę przygody i szczypta użalania się nad swoim życiem uczuciowym. Takie opowiadania z metra cięte, jedno podobne do drugiego. Jedyną zaletą jest zmiana podejścia autora co do zakończeń tych utworów. Poprzednio bywały nieraz całkowicie bezsensowne, albo uciętę w połowie. Tym razem można się nad nimi nawet chwilę zastanowić i wyciągnąć morał. To już postęp.

 

Generalnie opowiadania Pilipiuka to literatura bardzo prosta nadająca się do przeczytania podczas podróży autobusem, albo przy porannej kawie. Jeżeli wiele się nie spodziewacie, to i nie zawiedziecie się. Storm jak zwykle mnie rozczarowuje, ale jestem na niego uczulony od kilku tomów, więc to raczej przypadek beznadziejny. Na szczęście pozostałe opowiadania są całkiem, całkiem. Miłej lektury