"Solomon Kane. Okrutne przygody" Roberd E. Howard

Solomon Kane. Okrutne przygody - Robert Ervin Howard

Każdy słyszał o Conanie z Cymmeri. Albo z kart książki albo z ekranu TV gdzie niemiecko brzmiący Arni prężył muskuły i machał wielkim scyzorykiem. Mało jednak kto wie, że jednym z pierwszych postaci literackich ojca Conana był Solomon Kane. I to od niego właśnie postanowiłem rozpocząć przygodę z twórczością Roberta Howarda.

 

Solomon Kane to purytanin. Co to oznacza? Wg wikipedii jest to członek kościoła anglikańskiego usilnie walczący z wszelkimi pozostałościami po katolicyzmie na Wyspach. Jednak z tej definicji zgadza się tylko jedno. Nasz bohater definitywnie jest Anglikiem. Trzeba wiec odrzucić religijne pochodzenie tego słowa (chociaż niewątpiliwie Solomon jest człowiekiem głęboko wierzącym) i przyjąć potoczne znaczenie, a więc osobę skrajnie przestrzegającą zasad moralnych. I biorąc to za punkt wyjścia możemy rozpocząć nasze spotkanie z Panem Kane'em. Mało wiadomo o jego przeszłości, lecz poznajemy go jako wysokiego, żylastego podróżnika ubierającego się na czarno bez celu i domu, który jest świetnym szermierzem i obrońcą uciśnionych. Tak wiem, że to brzmi jak oklepany frazes, lub opis rycerza w lśniącej zbroi  ale biorąc pod uwagę definicje purytanina wszystko się zgadza. I człowiek ten wędruje po całym świecie wymierzając sprawiedliwość  i borykajac się nie tylko z nikczemnikami ale i z siłami nieczystymi. Wyjątkowo natomiast ciągnie go do dzikiej Afryki, gdzie prastara magia łączy się z wierzeniami plemiennymi oraz z wysłannikami cywilizacji białego człowieka. 

 

Solomona Kane to przedstawiciel typowej prozy przygodowo-awanturniczej. Jest wróg, jest ofiara i jest sprawiedliwość którą trzeba wymierzyć. Dodajmy do tego dzikie kraje i egzotyczne scenerię i mamy jako tako ogląd na sytuację. Co więc wyróżnia te opowiadania od innych podobnych? Po pierwsze są to jedne z pionierskich, które spotkały się z dużą aprobatą ze strony większej rzeszy czytelników. No na tej postaci Howard zbudował podwaliny do nieśmiertelnego Conana, którym zajmę się w przyszłości. Po drugie i to chyba ważniejsze, łądunek energetyczny jaki autor jest w stanie przekazać czytelnikowi na przestrzeni zaledwie kilku stron. Byłem w szoku, gdy na niespełna 3 stronach główny bohater spotkał umierającą dziewczynę, dowiedział się kto ją zaatakował a następnie poprzysiągł zemstę i zadośćuczynienie. W opowiadaniach tych ciągle coś się dzieje i nie ma czasu na dłuższe opisy czy jakieś przestoje. Kogo dżambo i do przodu! I to się nazywa powieść przygodowa.

 

"Solom Kane. Okrutne przygody" to zbiór wszystkich, nawet tych niedokończonych opowiadań i wierszy z tym bohaterem. Wydanie jest świetne, sam juz nie pamiętam kiedy ostatnim razem czytałem tak bogato ilustrowaną książkę. Myślę, że każdy miłośnik literatury przygodowej powinien po nią sięgnać