"Czarny Pryzmat" Brent Weeks

Czarny Pryzmat - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Przyznam się bez bicia, poszedłem w ciemno w tą serię. Czytałem wcześniej Trylogie Cienia tego autora i gdy miałem okazję, to od razu kupiłem kolejny cykl nie patrząc nawet o czym będzie opowiadał. Rzadko zdarza mi się coś takiego, ale autor mnie po prostu przekonał. Teraz przyszedł czas na rozliczenie...

 

Weeks przenosi nas do świata w którym obowiązuje ciekawy system magii. Osoby obdarzone odpowiednia zdolnością są w stanie "krzesać" a więc wytwarzać specyficzną substancję zwaną luksynem. Zależnie od koloru, ma on różne właściwości, lecz generalnie jest bardzo uniwersalny. Istnieją jednak dwa ważne ograniczenia. Po pierwsze większość krzesicieli potrafi wytworzyć tylko jeden kolor, no czasem 2 albo 3. A po drugie, po wykrzesaniu zbyt wielkiej ilości można zwariować. I w takim świecie poznajemy Lorda Pryzmata, Gavina, który jest w stanie wytworzyć każdy kolor. Stara się on spełniać jak najlepiej powierzony mu czas, lecz ma kilka sekretów i wstydliwą przeszłość. Jednym z tych sekretów, jest grubaskowaty, 15-letni Kip, będący jego bękartem. Obydwaj dowiadują się o swoim istnieniu w dosyć mało sprzyjających okolicznościach, gdyz zapowiada się na wybuch rebelii. Obydwaj mają w niej do odegrania bardzo istotną rolę.

 

Miałem trudne wejście w tą lekturę. Po pierwsze dlatego, że autor wiele nie wyjaśnia z realiów które nam serwuje. Sam system magiczny jest wyjaśniany powoli i jeszcze wiele jest do odkrycia, czy też dopowiedzenia. Ale da się do tego przyzwyczaić. Inna kwestią jest sam pomysł oparcia czarów na kolorach. Ja już ten pomysł widziałem w książce Sandersona "Siewca wojny". nie wiem który autor wpadł na to pierwszy, ale na pierwszy rzut oka wydają się podobne. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenie. Po dokładniejszej analizie widać  wiele różnic. najwidoczniej obydwaj Panowie zafascynowali się kolorami w tym samym czasie. Ciekawy zbieg okoliczności.

A cóż można powiedzieć o samej fabule, oprócz magii? Pierwsze 1/3 troche zbyt chaotyczna, lecz później następuje bardzo ciekawy twist fabularny. A następnie kolejny. i o d tego momentu nie wypuściłem już ksiażki z rąk, aż jej nie skończyłem. Zarówno postacie Pryzmata jaki Kip'a bardzo przypadły mi do gustu. Szczególną sympatię budził ten drugi. Doskonale wiem, że taki był zamysł autora, ale poddałem się mu bez oporów. Widać lekkość pisania u Weeks'a i swobodę w kreowaniu zarówno ciekawych postaci, jak i ich przygód. Oby tak dalej, proszę Pana, bo kolejne tomy juz czekają na mnie :)

 

"Czarny pryzmat" to bardzo dobrze zapowiadający się poczatek serii. Oryginalny, intrygujacy i wciagajacy. Mam wielką nadzieję, że kolejne tomy będą trzymały jego poziom. Jedynym problemem moze być tylko brak miejsca na półce. Trzeba zainwestować w nowy regał...