"Okaleczone oko" Brent Weeks

Okaleczone oko - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Siłą rozpędu łyknąłem właśnie trzecią część najnowszej serii Weeksa. Siedzę teraz i zastanawiam się, skąd wytrzasnać kolejną książkę. Ale dopóki jej nie skombinuję mogę podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat tej ostatniej. Wszak wiadomo, że świeże odczucia są najcenniejsze.

 

Fabuła trochę mi się zaczyna mieszać, ale jest to naturalne, gdy czyta się jedną część cyklu po drugim. Dodatkowo zastawiam się ile można zdradzić z wydarzeń nie psując przy tym Wam odbioru i nie powtarzając się zbytnio w stosunku do poprzednich pozycji. Zacznę więc od krótkiego nakreślenia sytuacji dla niewtajemniczonych.

Znajdujemy się w świecie, w którym magia zależna jest od światła i możliwości "krzesania" kolorów. Zazwyczaj krzesiciele są w stanie wytwarzać pojedyncze kolory lub sąsiadujące ze soba, lecz nie jest to zasada. Najpotężniejszym "magiem" jest Pryzmat Gavin, który może wytwarzać każdy znany kolor i to bez ograniczeń. Dba on on zachowanie równowagi w świecie i jest najwyższym kapłanem. Wybucha jednak powstanie, które przeradza się w wojnę przeciwko Gavinowi oraz całej organizacji Chromerii, która sprawuje władzę, Pryzmat w międzyczasie dowiaduje się, że ma bękarta Kipa i postanawia go uznać co nie podoba się większości wysoko postawionym arystokratom. 

 

To tyle jeżeli chodzi o wstęp. Czego możecie się spodziewać w "Okaleczonym oku"? Na pewno nastawcie się na rozdrobnienie akcji. Gavin zostaje na łasce Artylerzysty i stara się od niego uwolnić, Kip wyrusza w samotna wędrówkę, aby wrócić do Chromerii, Karris z zakazem krzesania dostaje zlecenie od Bieli a Teia infiltruje dalej Zakon Złamanego Oka. Do gry o władzę wkracza też bardzo poważny zawodnik jakim jest dziadek Kipa. Generalnie dzieje się sporo i na wielu frontach ,wiec czasem miałem problem ze skupieniem się na którymś bohaterze. Jeżeli ktoś nastawił się na opisy perypetii Gavina to się zawiedzie. Jest go stanowczo najmniej spośród wymienionych przeze mnie bohaterów. Akcja skupia się na Kipie, Tei oraz Karris. Nie ma też prawie w ogóle Księcia Barw. jest ot chyba potraktowane zimowym okresem , podczas którego działania wojenne nie są przeprowadzane, albo są w dużo mniejszym stopniu.

 

Akcja w książce jest dosyć chaotyczna. Początkowo mamy więcej o oślepiającym nożu, żeby nastepnie zniknął zupełnie z kręgu zainteresowań autora. Część bohaterów i wątków też zostaje potraktowana po macoszemu, ale rozumiem, że nie każdemu można poświęcić tyle samo uwagi. I tak mamy do przeczytania ponad 900 stron, więc z kogoś trzeba było zrezygnować. Pojawiają się wątki romantyczne, ale nie oszukujmy się, Kip jest 15 latkiem więc gdy się nie szkoli to o czym ma myśleć. Najlepiej wg mnie wypadł wątek z Zakazanymi Czarnymi Kartami. Po pierwsze są one ciekawym wstępem do czegoś większego, a po drugie wiem, że są wzorowane na grze Magic the Gathering czym już autor zaskarbił sobie moją sympatię. Cała książka wydaje się trochę przegadana, lub te rozcieńczona, ponieważ nie ma tak zwartej i wartkiej akcji jak wczesniej. Może jest to wina braku bitwy, która w poprzednich częściach byla ważnym momentem w fabule. A może to tylko cisza przed burzą. Weeks pootwierał sporo nowych wątków, których nie raczył nam czytelnikom wyjaśnić. Dał do polizania loda o nieznanym smaku, ale na resztę każe czekać. Sprytne, ale trochę irytujące.

 

Mam nadzieję, że czwarta część wynagrodzi mi to z nawiązka, ponieważ wydawało mi się, że całe "Okaleczone oko" (btw kto to tak przetłumaczył? ) jest tylko wstępem przed czymś dużo poważniejszym. Trzecia część cyklu, która jest wstępem? Tak, wiem dziwne, ale takie odniosłem wrażenie. Może bardziej łącznik niż wstęp ale wiecie o co mi chodzi. Jest dobrze, ale może być dużo lepiej.