"Cienie tożsamości" Brandon Sanderson

Cienie Tożsamości - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

Allomanci, feruchemicy i broń palna. Tak jest wracamy do Elendel w okresie postępu przemysłowego a więc druga część przygód Waxa i Wayne'a. Pierwsza była w porządku ale nic ponad to, czy kolejna lepiej wkomponowała się w moje gusta? Zaraz się przekonacie.

 

Nie będę opowiadał o świecie przedstawionym w powieści, bo była by to powtórka. Ciekawych zapraszam do recenzji pierwszej części gdzie wszystko wytłumaczyłem. Co trzeba wiedzieć o tej części? Wax dostał specjalne uprawnienia konstabla, więc może łączyć obowiązki głowy rodu z bieganiem po mieście i łapaniem przestępców. Marasi również porzuciła karierę prawniczą, aby rozpocząć pracę w policji. A Wayne nadal jest niepoważnym głupcem, który kradnie co popadnie. Jednak co ważniejsze pojawiają się postacie znane z serii 'Z mgły zrodzony" co uważam za duży plus. Nasi bohaterowie muszą unieszkodliwić oszalałą Kandrę, która zbuntowała się przeciwko Harmonii. Jak tu schwytać niezniszczalna pradawną istotę, która w ciągu kilku minut jest w stanie zmienić swój wygląd i podszyć się pod dowolną osobę? Na pewno nie będzie to łatwe. 

 

"Cienie tożsamości" posiadają dwa wyraźne plusy, które mocno do mnie przemówiły. Po pierwsze to wspomniane wcześniej odwiedziny starych znajomych, a więc postaci znanych z poprzedniej serii. Może nie zdążyłem jeszcze zżyć się z nowymi bohaterami, ale wydaje mi się, że Sazed, TenSoon, Kelsier czy Vin mieli dużo więcej charakteru. Po drugie, dostaliśmy przedsmak czegoś większego. Nadal jest to prosta jednowątkowa historia (na 350 stronach wiele więcej zawrzeć nie można) ale dostajemy tu intrygę w bardziej globalnym wykonaniu. Sanderson świetnie pisze o epickich zagrożeniach i konfliktach i tutaj zaznacza, ze ma taki plan.

Niestety książka nie ustrzegła się wad. Przede wszystkim brak konsekwencji. Wątek z wujem Waxa, który knuł coś większego został porzucony. Nadal nie wiem dlaczego porywał młode kobiety w poprzednim tomie. Liczyłem na coś pokroju szeroko zakrojonego programu eugenicznego aby wyhodować super allomantę czy coś w tym stylu a nie dostałem nic. Nawet jeżeli zostanie to wyjaśnione w ostatnim tomie to i tak będę czuł niesmak związany z porzuceniem tematu. Idąc tym tropem, mam nadzieję, że autor nie porzuci wątku zbuntowanej Kendry w ostatniej części.

 

"Cienie tożsamości" to wyraźnie lepsza część przygód Wayna i Waxa. Nadal nie jest to rozbudowana wielowątkowa powieść z przedstawieniem niezwykłego świata i magii, lecz nie spodziewałem się wiele więcej w tak niedużej powieści. Zauważalny jest postęp w kreowaniu globalnego zagrożenia, który mam nadzieję swoją kumulację osiągnie w ostatniej części. NIe zostaje mi nic innego jak sięgnąć po tom trzeci.