"Do światła" Andriej Diakow

Do światła - Diakow Andriej

Czytałem już wcześniej książki z serii Metro, a dokładniej dwie pierwsze: "Metro 2033" oraz "Metro 2034". Pomysł wydawał mi się bardzo dobry, przedstawiony świat wielce prawdopodobny a same książki bardzo solidne, aczkolwiek specjalnie mnie nie zachwyciły. Dlatego też, gdy dowiedziałem się, że inni autorzy podchwycili pomysł Glukhovsky'ego i zaczęli pisać książki osadzone w Uniwersum Metra 2033, uznałem, że to świetny pomysł. Bo przecież metro można spotkać w co większych miastach świata (Polska nie jest tu dobrym przykładem :P ) i dzięki temu, na pewno w metropoliach przeżyli ludzie i jakoś sobie muszą radzić. Widziałem więc już książki opisujace sytuacje w Petersburgu lub Wenecji, ale w moje ręce wpadła inna pozycja, a dokładniej "Do światła"

 

Akcja toczy się w metrze Pitera, czyli Petersburga. Jak widać, jest to jedno z bardziej lubianych miast pisarzy, ponieważ to już drugi autor opisujący tę kolejkę podziemną. Główny bohater to Gleb, młodzieniec będący sierotą, który wychował się na stacji Moskiewskiej.  Jego życie zmienia się, gdy pewnego dnia na stację przybywa stalker Taran. Po wykonaniu zadania ochrony stacji, chce on jak najszybciej odejsć swoja drogą, lecz władze naciskają go, aby wziął udział w szeroko zakrawanej ekspedycji na powierzchnię. Ostatecznie Taran zgadza się, pod warunkiem, że Gleb, który wpadł mu w oko będzie mu odtąd towarzyszył. Nie znamy do końca pobudek starlera do tej decyzji, lecz myślę, że uznał, że nastał czas na wyszkolenie następcy. Nasza para bohaterów dołącza więc do innych stalkerów i jednego kaznodziei oszołoma i wyruszają w stronę tajemniczego światła. Jakiego światłą się pytacie? Otóż zauważono okresowo pojawiające się rozbłyski, które swoje źródło mają zapewne w głębi miasta, bliżej Bałtyku. Władze nie mogą przymykać na to oka, ponieważ po pierwsze jest to szansa na spotkanie innych ludzi, spoza Metra, a po drugie mieszkańcy zaczynają już szemrać i rodzą się co i rusz bardziej abstrakcyjne plotki. Dlatego też opłacili śmietankę stalkerów, aby ci zbadali tajemnicze źródło światła i wrócili z raportem. A co zatem w tej grupie robi kaznodzieja? Od pewnego czasu coraz popularniejszy w metrze staje się kult Exodusa. Głównym założeniem tej sekty, jest to, że kiedyś przypłynie po wybranych Arka i zabierze ich na obszar nie objęty skażeniem oraz promieniowaniem, powstałym po wojnie atomowej. A ponieważ światło może pochodzić z tajemniczej Arki, to i przedstawiciel sekty powinien znaleźć się w zespole ekspedycyjnym.  

 

Czym różni się ta pozycja od innych ksiażek z uniwersum Metra 2033? Otóż większość fabuły toczy się... na powierzchni. Jest to miłą odmiana, od klaustrofobicznego wnętrza stacji i tuneli. Obserwujemy tu dużą różnorodność fauny i flory powstałej w wyniku wieloletniego promieniowania, i niektóre są na prawdę świetnie przemyślane. Lecz nie to jest największą zaletą "Do światła". Jak łatwo można się domyśleć, główny nacisk położony jest na relacje Taran - Gleb. Jak młodzieniec stopniowo zdobywa umiejętności pozwalające mu na przeżycie w nieprzyjaznym środowisku, oraz... zaufanie swojego opiekuna. Jednocześnie Taran trochę wbrew sobie i wizerunkowi, jakie umiejętnie kreował przez lata zaczyna odczuwać ojcowskie wręcz uczucia do młokosa. 

 

Cała ksiażka podzielona jest na niezbyt długie rozdziały, które umiejętnie wciągają i stopniują napięcie. Co czai się za rogiem, co zaraz potkają stalkerzy lub kto zginie następny. Nie będę bowiem ukrywał, że grupka licząca początkowo 10 osób stopniowo się zmniejsza. Różne są tego przyczyny i nie wszystkie należą do naturalnych. Na koniec, gdy bohaterowie osiągają w końcu cel, nie wszystko wydaje się już takie samo. No właśnie, zakończenie. Należą się dużo słowa pochwały dla autora za finał powieści. O ile bowiem większość ksiażki jest dosyć przewidywalna, to końcówka jest dosyć zaskakująca i nie tak oczywista, jak mogło by się wydawać.

 

"Do światła" Diakowa to solidna dawka fantastyki postapokaliptycznej, która nie nudzi, ale i nie zachwyca. Większość książki jest schematyczna, lecz mimo wszystko czyta się przyjemnie. Bardzo ciekawią mnie dalsze losy bohaterów, tym bardziej, że na dniach ukaże się trzecia i ostania część"Za horyzont" a drugi tom zbiera bardzo dobre oceny. Nie zostaje mi więc nic innego, jak rozpocząć kolejną przygodę z Metrem :)