"Gwiezdny pył" Neil Gaiman

Gwiezdny pył - Gaiman Neil

"Ups I did it again" jak swego czasu dobrze zapowiadająca się pop gwiazdka. I tak samo jak ona, obiecywałem sobie, że to był ostatni raz i więcej się nie powtórzy. Nie byłem w stanie wytrwać jednak w tym postanowieniu i moja silna wola poległa leżąc i kwicząc. O co chodzi? Otóż miałem postanowienie, że będę wracał do wcześniej już przeczytanych książek. Dlaczego, spytacie? Przecież do wartościowych pozycji warto wracać i za każdym razem tekst odbiera się trochę inaczej. Przytaczając słowa innego blogera z Booklikes (wybacz mi anonimowy użytkowniku, lecz nie pamiętam twojego nicku) za każdym razem czytamy inną książkę. Prawda to, nie zaprzeczę. Lecz widząc ogrom nieprzeczytanych pozycji na mojej półce i dodatkowo przeglądając zapowiedzi kolejnych zaczynam się obawiać, że może mi życia nie starczyć. Jeżeli dojdzie do tego chroniczny brak czasu, oczy już nie te co w liceum i koniec ery studiów wraz z nudnymi wykładami, to groźba ta wcale nie wydaje się tak bardzo przesadzona. Dlatego więc z bólem serca powiedziałem sobie "Nie". A chwilę temu przewróciłem ostatnią stronicę "Gwiezdnego pyłu", który stał się wyjątkiem.

 

Czemu akurat "Gwiezdny pył"? O ile nie oglądam ekranizacji przeczytanych książek, to tutaj następuje kolejny wyjątek(mnożą się skubane). Neil Gaiman był współproducentem oraz współscenarzystą, dlatego też uznałem, że warto rzucić okiem. Było to już ładne parę lat temu, lecz do dzisiaj lubię czasem wrócić do tej ekranizacji. Dlaczego? Otóż ogólny zarys fabuły jest taki sam, lecz wiele wątków pobocznych istotnie różni się od pierwowzoru książkowego. Tajemnica tkwi w tym, że są ono równie dobre o ile nie lepsze od tych książkowych. Wyczułem w tym bardzo duży wpływ Gaimana i chciałbym, aby w innych ekranizacjach również swoje trzy grosze wtrącał autor. Tak więc obejrzałem w ostatnich dniach "Gwiezdny pył" i z bananem na twarzy automatycznie sięgnąłem po książkę. Działo się to praktycznie bez udziału mojej woli, taki wyuczony automatyzm. Muszę się  wam przyznać, że nie był to mój pierwszy raz. Identyczna sytuacja powtarzała się już wielokrotnie zawsze po obejrzeniu tego filmu. Nie jest to konfrontacja ksiażka-film lecz wysłuchanie tej samej opowieści przez dwóch różnych bajarzy, gdzie każdy ma swój indywidualny styl lecz treść jest ta sama. Tak więc oddajmy głos jednemu z tych bajarzy...

 

"Gwiezdny pył" jest to baśń dla dorosłych o dojrzewaniu, miłości, przygodach oraz odpowiedzialności. Akcja rozpoczyna się w angielskim miasteczku Mur, leżącym na granicy Krainy Magii oraz naszego świata. Główny bohater, młody człowiek o imieniu Tristan jest a jednocześnie nie jest typowym przedstawicielem 18 latka. Jest, ponieważ targają nim uczucia i hormony oraz na każdym kroku wychodzi jego nieśmiałość, nieporadność oraz skłonność do popełniania gaf. Nie jest, ponieważ nie należy w 100% do naszego świata, o czym tylko on nie wiem. W każdym razie szaleńczo zakochany w lokalnej piękności i łamaczce serc Viktorii, zgadza się uczynić wszystko, żeby zdobyć jej pocałunek, miłość i rękę. Nie zauważa nic dziwnego w tym, że dziewczyna traktuje go z wyniosłością i ostatecznie wysyła po gwiazdę, której upadek wspólnie obserwowali. Mówiąc w skrócie, Tristan udaje się do Krainy Magii aby przynieść dziewczynie gwiazdkę z nieba :D Dzięki uprzejmości oraz pomocy osób trzecich dociera na miejsce upadku dosyć szybko i tu czeka na niego zaskoczenie. Gwiazda bowiem nie jest kawałkiem metalu czy też zimną skałą, która spadłą z kosmosu. Jest kobietą. Delikatnie irytującą, trochę zarozumiałą i mocno wkurzoną kobietą. I cóż ma zrobić nasz młody bohater z tym fantem? Droga powrotna jest długa, Gwiazda zadania nie ma zamiaru ułatwiać a dodatkowo okazuje się, że inne persony też są nią zainteresowane. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak to się skończyło, zapraszam serdecznie do lektury.

 

Książkę tę można spokojnie połknąć jednego wieczora, ponieważ liczy sobie zaledwie 200 stron. Zapewniam jednak, że na długo pozostanie w waszej pamięci i jeszcze nie raz będziecie do niej wracać, tak jak i ja to robię :)