"Piter" Szymun Wroczek

Piter - Wroczek Szymun

Po przeczytaniu "Do światła" oraz "W ciemność" zapałałem szczególną sympatią do metra w Petersburgu, ponieważ tam właśnie toczy się akcja powyższych książek. Okazało się jednak, że to nie Diakow wymyślił ta lokację, lecz Szymun Wroczek. Naturalną koleją rzeczy wydawało mi się więc sięgnięcie po pozycję, w której po raz pierwszy opisano życie w petersburskim metrze.

 

"Piter" opowiada o najemniku, czy też jak on bardziej woli diggerze Iwanie. Poznajemy go na dzień przed wielkim świętem, otóż Wania się żeni. Postanawia więc sprezentować swojej wybrance serca Tanii prezent ślubny. A jaki prezent może dać digger(który wg autora jest tu synonimem stalkera)? Oczywiście chodzi o jakiś cenny drobiazg, po który trzeba się udać do zapomnianego przez ludzi, zasypanego tunelu, gdzie można spotkać zmutowane stwory. Ot dzień jak co dzień dla Iwana. Ale po powrocie okazuje się, że coś się zmieniło. Podczas jego snu na stację przedarła się grupa spiskowców i ukradłą największy skarb. Zniknął agregat diesla, który zapewniał ludziom elektryczność. Jeszcze parę rodzin akumulatory wytrzymają, a później witaj ciemności. Rośliny zwiędną, zwierzęta nie będą miały co jeść i też padną. Powoli nastąpi degeneracja i śmierć stacji. Dlatego też Iwan staje na czele oddziału, który ma za zadanie odzyskać skradziony agregat. Tania i ślub muszą poczekać, teraz ważniejsze jest wytropienie złodziei.

 

Podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, że znam ten motyw. On na wojnie, gdzie groźniejsza jest zdrada niż nieprzyjaciele, a ona czeka cierpliwie w domu na jego powrót. Po głównej bitwie trudniejszy i dużo dłuższy okazuje się powrót na stację macierzystą, gdzie wiele się zmieniło od czasu jego wyjazdu. Czy wam też na myśl nasuwa się Odys? Wprawdzie zamiast morza mamy tu głównie tunele(chociaż statek też się pojawia) to reszta jest prawie identyczna. Nawet syreny się znajdą :)  Dzięki temu całość akcji była bardzo przewidywalna. Prawdę mówiąc nie musiałem czytać, żeby wiedzieć co się zaraz stanie. Zdrady, śmierć kamratów, pomoc osób trzecich... Wszystko widoczne jak na dłoni. A do tego arcywróg, którego pochodzenie nie do końca można naukowo wytłumaczyć. To już przechyliło szalę.

 

"Piter" jest dla mnie książką mocno przeciętną. Niestety nie zaoferowała mi wiele rozrywki ani nowych przeżyć. Bohaterowie nie przemówili do mnie szczególnie, no może oprócz drugoplanowego Uberfurhera, który był całkiem sympatycznym faszystą :) Doceniam tylko pomysł na różne frakcje żyjące w petersburskim metrze, które stały się podstawą do powieści Diakowa. Reszta była jak tunele metra: długie, szare i bez wyrazu. Polecam tylko maniakom uniwersum