"Zbieracz Burz" t.1 Maja Lidia Kossakowska

Zbieracz Burz, t. 1  - Maja Lidia Kossakowska


Kontynuacja dobrze znanego "Siewcy Wiatru" 
Daimon Frey dostaję nową misję od Pana. Pana, który opuścił przecież swoje Królestwo. Tym razem ma.... zniszczyć Ziemię. 
No właśnie, mocny początek nam zgotowała Kossakowska od początku. I nie ma się czemu dziwić, bo przecież w Siewcy, dowiedzieliśmy się, że Pan opuścił swe owieczki, więc trzeba było wymyślić coś równie ciekawego. 
Mówiąc w skrócie, wszystko się popieprzyło w tej książce. Układy padają, koalicje się chwieją i co najgorsze przyjaźnie się rozpadają. Nie jest to zbyt optymistyczne, ale wprowadza dużo dramatyzmu. Na szczęście pojawiają się nowi(i zapomniani też) bohaterowie. Mnie osobiście najbardziej do serca przypadły dzieje Asmodeusza, ale to raczej prywatna fascynacja Zgniłym Chłopcem. Świetnie tez ukazana jest postawa Archaniołów, którzy nie cofają się nawet przed maczaniem lotek w Czarnej Magii(genialny opis rytuału czarnomagicznego) aby utrzymać wszystko w kupie. Język jest taki, do jakiego przyzwyczaiła nas Kossakowska: konkretny, dosadny i z wieloma zabawnymi odniesieniami do Biblii. Jednak wyraźnie widać, że odpuściła sobie przekleństwa. Jednym się to może spodobać, a mnie osobiście podobało się, jak czasem anioł "rzucił mięsem". 
Tak naprawdę, po pierwszym tomie czuję spory niedosyt, bo akcja została przerwana w krytycznym momencie. Przecież można było poczekać jeszcze z rok, może dwa i wydać Zbieracza w jednym tomie, a nie się rozdrabniać. Ale biznes, to biznes. 
Polecam serdecznie nie tylko fanom angelfantasy