"Pomnik Cesarzowej Achai tom 4" Andrzej Ziemiański

Pomnik Cesarzowej Achai - Tom IV - Andrzej Ziemiański

Czy można zastopować stale przyśpieszającą maszynerię, która wydawać by się mogło jest tuż, tuż u celu? Jest to zadanie ciężkie i nie każdy byłby w stanie to osiagnąć. Na nasze nieszczęście Andrzej Ziemiański dokonał tej trudnej sztuki. "Pomnik..." bardzo ładnie się rozwijał a tu nagle nie dosyć, że wrzucono luz, to jeszcze ostro dano po hamulcach. Jak to się stało? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale postaram się.

 

Przed przystąpieniem do tej recenzji przeczytałem sobie moje opinie na temat poprzedniej części. Byłam bardzo zadowolony, ponieważ akcja mimo tego, że powoli, to jednak uparcie szła naprzód. Z każdą stroną oczekiwało się rozwiązania zagadki i częściowo dostaliśmy to co chcieliśmy na koniec tomu. W tym przypadku sytuacja jest odwrotna. Zaczynamy jak u Hichcock'a, z wysokiego C. Mamy próbę zamachu stanu, który wyszedł lepiej, niż Rand mógł by się spodziewać.  Mamy szkolenie dwóch agentek, które mają przeniknąć na drugi kontynent. Mamy też pomysł na to, jak zdemaskować szpiega o którym się dowiadujemy całkiem wcześnie. A później wszystko nagle się zatrzymuje. Po emocjach i rozbudzonym apetycie dostajemy długie fragmenty dłużyzn i nicnierobienia. Skończyłem lekturę raptem wczoraj, lecz już dzisiaj nie jestem w stanie opowiedzieć co się działo w połowie. To smutne, lecz prawdziwe. Pod koniec natomiast otrzymujemy coś jeszcze gorszego. Znów jest przyśpieszenie akcji, lecz tak wymuszone, jakby za pisanie wziął się zupełnie kto inny. Nie jest to źle napisane lecz wg mnie bardzo naiwnie. Główni bohaterowie podejmują lekkomyślne decyzje, które pchają ich prosto w niebezpieczeństwa. A po trzech tomach śmiem twierdzić, że wiem jak powinni się zachować. Po grupowym dostaniu "małpiego rozumu" poznajemy nowych bohaterów, którzy o dziwo zachowują się jak wszechwiedzący. Nie zadają zbyt wiele pytań, nie są podejrzliwi a wręcz przeciwnie ufni jak cholera. Dzięki temu zarówno  Kai i Nuk oraz Tomaszewski w przeciągu kilku dosłownie dni zdobywają taki ogrom informacji, że każdy szpieg z radości by się chyba rozpękł normalnie. I to bez żadnego, podkreślę to ŻADNEGO problemu. Na obcym kontynencie. We wrogim państwie. Od prostych ludzi.

 

Rozumiecie o co mi chodzi? To wygląda, jakby autor chciał na siłę dać im te dane, ponieważ limit stron się kończy. A stron troszkę jest, bo ponad 750. I na deser ostatni mój zarzut. To nie jest ostatnia część. Znów przyjdzie nam czekać x czasu na niewiadomą. Nie spodziewałem się takiego obniżenia lotów po Ziemiańskim. Wydaje mi się, że mógłby to samo zawrzeć w przynajmniej o połowę mniejszej objętości. Jak na razie jest to największy mój zawód w tym roku