zaczytany

Czytałem, czytam i czytać będę. Może więc to dobry pomysł, aby propagować to wspaniałe zajęcie i podzielić się z innymi opiniami na temat tego, co przeczytane...

"Grimm City. Wilk!" Jakub Ćwiek

Grimm City. Wilk! - Jakub Ćwiek

Kończę tą pozycją moje Pyrkonowe zakupy. Zakupy, które robiłem pod wpływem chwili, bardziej oczami niż rozumem i dobierane byle więcej, ob będzie promocja 3 za 1. Na ostatek zostały mi dwie ostatnie pozycje Ćwieka, którego lubię i doceniam za pomysłowość. Tym razem totalnie mnie zaskoczył. Jeżeli chcecie się dowiedzieć dlaczego, czytajcie dalej.

 

Ogladaliście stare gangsterskie filmy? Takie gdzie detektyw w obowiązkowym prochowcu i kapeluszu przemierza mroczne zaułki miasta, w którym zawsze pada a złoczyńcy wychylają z co drugiej bramy? Jeżeli tak to wiecie jak to będzie wygladało. Ćwiek zabiera nas do Grimm City, które żywcem wyjęte jest z filmów noir, gdzie kilka rodzin gangsterskich toczy ze sobą nieustającą wojnę, a policja niby coś robi, ale w sumie to chyba tylko udaje. I w tym mieście dochodzi do fali zbrodni, w wyniku której życie tracą taksówkarze. Niebezpieczeństwo jest bardzo realne, nic więc dziwnego, że jeden z przestraszonych kierowców prosi swojego współlokatora Alffiego, muzyka który łapie się każdej możliwej fuchy o zastępstwo. Niestety nasz grajek przez przyjecie tego zlecenia wplątuje się w dużo większe problemy, niż mu się wydaje. 

 

Jest mroczno. Jest depresyjnie, bo Grimm City w związku z rozwiniętym przemysłem wydobywczym pokryte jest ciągle sadzą i ciemną oleistą substancją. I jest całkowicie inaczej niż w innych ksiażkach Ćwieka. Jakiekolwiek nawiązania do fantastyki kończą się na nazwie miasta i jej legendzie założycielskiej. Popkultury też wiele nie zobaczymy. Coś wręcz niesłychanego dla tego autora. Humoru też niezbyt wiele, a gdy już się pojawia jest to raczej jakaś cięta riposta rzucona przez zaciśnięte usta albo słodko-gorzki dowcip. I w tym gęstym klimacie Alffie który stara się przeżyć. Początkowo myślałem, że jest on głównym bohaterem, lecz z czasem okazuje się, że dwaj gliniarze, niegdyś partnerzy przejmują tę rolę. Razem zmierzają ku rozwiązaniu spawy zabójstwa innego policjanta po drodze nie bojąc się robić posunięć, które są daleko od litery prawa. A gdy dochodzą do rozwiązania, okazuje się, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Więc trzeba kopać dalej. Pomoże w tym Alffie bo nie ma wyjścia ale i pomoże wścibska reporterka, szukająca świetnego tematu na artykuł. Wszyscy bohaterowie idealnie wpasowują się w zamysł autora i w świat nam przedstawiony. Akcja jest powolna i ciagnie się niczym smoła, ale to też nie jest wadą, ponieważ tak to powinno wygladać w noire. Dla miłośników takiego klimatu Ćwiek stworzył perełkę, ale...

 

"Przyznaj spodziewałeś się baśni.." widnieje na okładce. I owszem, spodziewałem się. Albo większego nawiązania .A tutaj jest kryminał ozdobiony kilkoma motywami bajowymi. Myślałem bardziej o czymś pokroju "Chłopców" a nie tak poważnej pozycji. I wiecie co? Ja nie lubię noir! To absolutnie nie mój klimat. I czytając "Grimm City.." zrozumiałem to z całą pewnością. A szkoda. Bo książka jest bardzo dobra w ramach tego gatunku oczywiście .Dlatego więc taka a nie inna ocena. Doceniam pracę autora i zbudowanie klimatu, ale to raczej nie dla mnie. Lecz jeżeli lubisz czarno-białe filmy i facatów w kapeluszach to nie wahaj się, to jest książka dal Ciebie!

"Upał" Marcin Ciszewski

Upał - Marcin Ciszewski

Jakiś czas temu miałem okazję zapoznać się z twórczością Pana Ciszewskiego. Zapowiedziałem wtedy, że chętnie bym poznał dalsze losy Jakuba Tyszkiewicza i Krzeptowskiego. Jakoś tak się złożyło, że okazja się nadarzyła o czym z chęcią zaraz Wam opowiem.

 

"Upał" swoją fabułę umiejscawia całkiem niedaleko bo w Warszawie. Tak jak poprzednia część pozwala nam na precyzyjne śledzenie wędrówek bohaterów, pod warunkiem oczywiście, że topografia stolicy nie jest nam obca. Nie miejsce jest jednak najwazniejsze, a czas. Tyszkiewicz bowiem stoi na czele specjalnie powołanej jednostki mającej na celu walkę i udaremnienie działalności terrorystycznej podczas EURO 2012, które miało miejsce w naszym kraju parę lat temu. Dwa dni przed bardzo ważnym meczem naszej reprezentacji na Stadionie Narodowym dochodzi do nieudanego zamachu samobójczego w samym centrum Warszawy. Jakub musi zrobić wszystko, żeby zapewnić bezpieczeństwo podczas tego spotkania, a więc wykryć i złapać ludzi za tym stojących. Nie pomaga ani lejący się z nieba ukrop, ani świadomość, że do meczu coraz bliżej...

 

Czy jest coś co wyróżnia tą książkę spośród innych? Na pewno tematyka, która była bardzo na czasie w momencie premiery (kwiecień 2012). Lepszej daty autor nie mógł chyba sobie wymyślić. Ale to było kilka lat temu. A co z dniem dzisiejszym? Otóż dzisiaj jest równie świeża ze względu na ryzyko zamachu. Jak zachowały by się nasze służby w takim przypadku? Jaka była by reakcja rządu i oczywiście samego społeczeństwa? To dobre pytania, na które autor zgrabnie odpowiada. Jeżeli zaś chodzi o całą resztę, to jest... poprawnie. Niczym więcej się "Upał" nie wyróżnia. Solidna powieść sensacyjna, z kilkoma zwrotami akcji i bohaterami, których zdażyliśmy już poznać. Troszkę tych bohaterów zabrakło jednak wg mnie, ponieważ skupiono się Tyszkiewiczu i Krzeptowskim a resztę potraktowano po macoszemu. Za to wprowadzono nową rudą intrygującą agentkę. Czy to dobrze? No dobrze, ale ja bym wolał dalsze rozwinięcie świeżego zwiazku z Jadwigą, albo kilka słów więcej o policyjnym informatyku. Autor dał posmakować cukierka, ale tylko polizać. Resztę zabrał i schował do torebki. Wszystko to jednak jest tylko czepialstwem, bo książkę czyta się dobrze i szybko. Typowa męska literatura, która jest wypełniona akcją, strzelaniną i testosteronem. Tylko tytuł mnie wkurzył. Bo o ile w "Mrozie" mieliśmy bardzo ważną rolę do odegrania jaką miała pogoda, to tutaj jest wciśnięta na siłę. Na siłę, bo małe zlodowacenie w poprzednim tomie było bardzo istotne i dla fabuły i dla czytelnika. Tutaj można skwitować wszystko zdaniem, że w Warszawie było gorąco. Upał na nic nie wpływał, ot po prostu nawiazanie do pierwszego tomu. Zostałem oszukany, ale bardzo się nie gniewam.

 

"Upał" to solidna dawka emocji i męskiej literatury. Tematyka i umiejscowienie akcji jest bez wątpienia dużą zaletą. Jednak porzucenie rozwinięcia poprzednich postaci kosztem nowych podobało mi się juz o wiele mniej. ALe ogólnie plusy rekompensują minusy, więc ocena będzie taka, jak w "Mrozie". Autor trzyma poziom, może kolejnym tomem nieco go podniesie

"Necrosis. Przebudzenie" Jacek Piekara

Necrosis. Przebudzenie - Damian Kucharski, Jacek Piekara

Większość książek Pana Piekary znam i nawet mi się podobają. Jednak co jakiś czas przeglądając fora internetowe i czytając komentarze jego fanów przewija się pytanie o kontynuację "Necrosis" Raz, drugi, trzeci .W końcu zrodziło się to pytanie podsycone ciekawością, czym jest ta tajemnicza pozycja? Poszedłem do sklepu, zakupiłem i już wiem. Jeżeli Wy też chcecie wiedzieć, czytajcie dalej.

 

Akcja "Necrosis"osadzona jest w świecie, w którym kilkaset lat temu toczono krwawą wojnę z czarownikami/nekromentami. Szalę zwycięstwa przeważyli Inkwizytorzy, którzy po zwycięstwie zniknęli i słuch po nich zaginął. Czarownicy jednak zostali pokonani, spaleni, zakopani i zapomniani. Jednak po wiekach stare zło zaczyna powstawać i upominać się o świat, który nie spodziewa się ich obecności. Cała książka składa się z pięciu krótszych i dłuższych nowel, opowiadających o powrocie do życia poszczególnych czarowników. Nie ma sensu omawiać ich poszczególnie, ponieważ ich trzon jest taki sam. Ktoś znalazł kości, albo jaskinię, następnie skuszony obietnicami władzy, bogactwa lub cielesnych przyjemności pomaga umarłemu powrócić do życia.

 

Na uwagę zasługują jedynie dwa opowiadania. Jedno w którym arystokrata mimo wielkich pokus stara sie przeciwstawić mrocznej kusicielce, oraz ostatnie, gdzie mamy złodziejkę nimfomankę, która zmuszana jest intensywnością swojej żądzy do oddawania się pierwszemu lepszemu co jakieś 2 dni. I o ile ten pierwszy przykład wniósł nieco świeżości do schematycznych opowiadań, to sexmaniaczka sprawiła, że czytało się z lekkim zażenowaniem. Może jakbym miał znów 13-14 lat to mocniej bym w to wsiąkł (ba, nawet na pewno!) ale na chwilę obecną było to dla mnie niesmaczne. 

Nie jestem pewien co chciał autor osiągnąć publikując "Necrosis". Jest to wstęp do czegoś ciekawszego, to na pewno. I w tej kwestii rozumiem pytania fanów, kiedy kontynuacja. Bo kontynuacja musi być na pewno ciekawsza. Tutaj, po przeczytaniu pierwszych dwóch opowiadań byłem zaciekawiony. Po trzecim zacząłem czuć obawę, żę czytam znowu to samo. Po piątym cieszyłem się, że to już koniec, bo ile razy można czytać tą samą fabułę? Całą ksiażkę można było skrócić do 20-30 stron wstępu przed właściwą powieścią i w takiej formie była by dużo bardziej przystępna.

 

"Necrosis. Przebudzenie" to zbiór identycznych opowiadań. Przeczytaj jedno, a będziesz wiedział jak wyglądają wszystkie. Jest to rozwleczony wstęp do ciekawszej książki, która jeszcze nie powstała. Mam nadzieję jednak, że powstanie i wynagrodzi mi zawód, którego doświadczyłem.

"Okaleczone oko" Brent Weeks

Okaleczone oko - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Siłą rozpędu łyknąłem właśnie trzecią część najnowszej serii Weeksa. Siedzę teraz i zastanawiam się, skąd wytrzasnać kolejną książkę. Ale dopóki jej nie skombinuję mogę podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat tej ostatniej. Wszak wiadomo, że świeże odczucia są najcenniejsze.

 

Fabuła trochę mi się zaczyna mieszać, ale jest to naturalne, gdy czyta się jedną część cyklu po drugim. Dodatkowo zastawiam się ile można zdradzić z wydarzeń nie psując przy tym Wam odbioru i nie powtarzając się zbytnio w stosunku do poprzednich pozycji. Zacznę więc od krótkiego nakreślenia sytuacji dla niewtajemniczonych.

Znajdujemy się w świecie, w którym magia zależna jest od światła i możliwości "krzesania" kolorów. Zazwyczaj krzesiciele są w stanie wytwarzać pojedyncze kolory lub sąsiadujące ze soba, lecz nie jest to zasada. Najpotężniejszym "magiem" jest Pryzmat Gavin, który może wytwarzać każdy znany kolor i to bez ograniczeń. Dba on on zachowanie równowagi w świecie i jest najwyższym kapłanem. Wybucha jednak powstanie, które przeradza się w wojnę przeciwko Gavinowi oraz całej organizacji Chromerii, która sprawuje władzę, Pryzmat w międzyczasie dowiaduje się, że ma bękarta Kipa i postanawia go uznać co nie podoba się większości wysoko postawionym arystokratom. 

 

To tyle jeżeli chodzi o wstęp. Czego możecie się spodziewać w "Okaleczonym oku"? Na pewno nastawcie się na rozdrobnienie akcji. Gavin zostaje na łasce Artylerzysty i stara się od niego uwolnić, Kip wyrusza w samotna wędrówkę, aby wrócić do Chromerii, Karris z zakazem krzesania dostaje zlecenie od Bieli a Teia infiltruje dalej Zakon Złamanego Oka. Do gry o władzę wkracza też bardzo poważny zawodnik jakim jest dziadek Kipa. Generalnie dzieje się sporo i na wielu frontach ,wiec czasem miałem problem ze skupieniem się na którymś bohaterze. Jeżeli ktoś nastawił się na opisy perypetii Gavina to się zawiedzie. Jest go stanowczo najmniej spośród wymienionych przeze mnie bohaterów. Akcja skupia się na Kipie, Tei oraz Karris. Nie ma też prawie w ogóle Księcia Barw. jest ot chyba potraktowane zimowym okresem , podczas którego działania wojenne nie są przeprowadzane, albo są w dużo mniejszym stopniu.

 

Akcja w książce jest dosyć chaotyczna. Początkowo mamy więcej o oślepiającym nożu, żeby nastepnie zniknął zupełnie z kręgu zainteresowań autora. Część bohaterów i wątków też zostaje potraktowana po macoszemu, ale rozumiem, że nie każdemu można poświęcić tyle samo uwagi. I tak mamy do przeczytania ponad 900 stron, więc z kogoś trzeba było zrezygnować. Pojawiają się wątki romantyczne, ale nie oszukujmy się, Kip jest 15 latkiem więc gdy się nie szkoli to o czym ma myśleć. Najlepiej wg mnie wypadł wątek z Zakazanymi Czarnymi Kartami. Po pierwsze są one ciekawym wstępem do czegoś większego, a po drugie wiem, że są wzorowane na grze Magic the Gathering czym już autor zaskarbił sobie moją sympatię. Cała książka wydaje się trochę przegadana, lub te rozcieńczona, ponieważ nie ma tak zwartej i wartkiej akcji jak wczesniej. Może jest to wina braku bitwy, która w poprzednich częściach byla ważnym momentem w fabule. A może to tylko cisza przed burzą. Weeks pootwierał sporo nowych wątków, których nie raczył nam czytelnikom wyjaśnić. Dał do polizania loda o nieznanym smaku, ale na resztę każe czekać. Sprytne, ale trochę irytujące.

 

Mam nadzieję, że czwarta część wynagrodzi mi to z nawiązka, ponieważ wydawało mi się, że całe "Okaleczone oko" (btw kto to tak przetłumaczył? ) jest tylko wstępem przed czymś dużo poważniejszym. Trzecia część cyklu, która jest wstępem? Tak, wiem dziwne, ale takie odniosłem wrażenie. Może bardziej łącznik niż wstęp ale wiecie o co mi chodzi. Jest dobrze, ale może być dużo lepiej. 

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick

Poradnik pozytywnego myślenia - Joanna Dziubińska, Maria Borzobohata-Sawicka, Matthew Quick

Czasem trzeba wziąć na warsztat coś lekkiego. Coś, co nie będzie się wiązało z sci-fi, fantastyką, magią, horrorem czy też kryminałem. Tym razem, postanowiłem, że mój wybór padnie na coś o czym absolutnie nie słyszałem. No dobra wiem tylko tyle, że był film, którego i tak nie miałem ochoty oglądać, ale poza tym nic. Z takim czystym podejściem, bez żadnych oczekiwań i wymagań podszedłem do lektury. I wiecie co? Było fajnie.

 

Pat jakiś czas temu trafił do "złego miejsca". Przed sobą nie jest w stanie tego przyznać, ale my wiemy, że to szpital psychiatryczny. Nie jest tam szczęśliwy, ale szczęśliwie dla niego mama postanowiła przekonać lekarza, że może kontynuować terapię w domowych pieleszach. Tym sposobem nasz bohater trafia na łono społeczeństwa. Wszystko co robi Pat jest podporządkowane próbie przekonania swojej żony do zakończenia "rozłąki" jak to nazywa. Dlatego więc staje się maniakiem ćwiczeń i biegania, czyta książki, które kiedyś Nikki mu polecała i co najważniejsze stara się być miłym dla innych a nie stawiać na swoim. I oczywiście wierzy w szczęśliwe zakończenia. Cokolwiek by się nie stało, on zawsze jest pozytywnie nastawiony do życia. To wręcz przerażające na dłuższą metę. Podczas swojego nowego życia spotyka dziewczynę z sąsiedztwa, Tiffany, która jakiś czas temu straciła męża i się zagubiła. To spotkanie odmienia ich obydwoje. 

 

Czy nie wydaje się wam to nieco naiwne? Dwójka ludzi po przejściach odnajduje siebie i dzięki temu maja szansę wrócić do normalności. To bardzo oklepany sposób na połączenie głównych bohaterów. Tak i ja myślę, ale mimo tego jest coś pogodnego i świeżego w tej książce. Może to, że Pat często swoim pozytywnym nastawieniem prowokuje zabawne sytuacje, albo to ,że on wcale nie patrzy na inne kobiety. To Tiffany musi się dwoić i troić, żeby go  zainteresować. Poza tym bardzo ważny i ciekawy jest wątek rodziców głównego bohatera, a dokładnie jego ojca. Facet, którego nastrój uzależniony jest od wyników ulubionej drużyny footbolu amerykańskiego. Dopóki wygrywają jest super. Gdy zaczyna się zła passa rodzina przestaje istnieć. Ot ciekawy związek ze sportem.

 

"Poradnik pozytywnego myślenia" to miły w odbiorze przerywnik miedzy czymś poważniejszym. Miły zarówno w czytaniu, jak i w słuchaniu, bo w moim przypadku do ucha szeptał mi Zbigniew Zamachowski, który świetnie sprawdził się w tej roli. Chyba poszukam wiecej audiobooków w jego wykonaniu. Jeżeli chcecie się trochę pośmiać a trochę zadumać to jest to idealna pozycja. Jeżeli szukacie czegoś poważniejszego, to tutaj nie szukajcie.

"Oślepiający nóż" Brent Weeks

Oślepiający nóż  - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Przeczytałem pierwszą część i z marszu rozpocząłem kontynuację. Nie było  czasu na zastanowienie się i chwilę refleksji. Powiem wiecej, w momencie gdy to piszę, jestem już w połowie tomu numer 3. Dawno tak taśmowo nie czytałem. Możecie się więc domyśleć, że książka przypadła mi do gustu. Pytanie tylko dlaczego?

 

Krótki rzut oka na fabułę. Bo bitwie o Garriston pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze ponad 50 tysięcy uchodźców, którym trzeba znaleźć nowy dom. Po drugie armia Księcia Barw, który zapewne się przegrupuje i zacznie marsz na stolice. Po trzecie i najważniejsze co ma zrobić Gavin, Pryzmat który trzyma wszystko w ryzach, gdy odkrywa, że przestaje widzieć poszczególne kolory? Oznacza to jego powolną śmierć i prawdopodobnie wojnę domową. Gavin stara się ogarnać wszystko przed nadejściem końca. Nie wspomniałem oczywiście jeszcze o byłej narzeczonej, która poznała jego sekret, o samym sekrecie zamkniętym pod ziemią, który mógłby rozwiązać jego problemy i o bękarcie Kipie, który jest pyskaty ale i zdolny. Sporo tego. I bardzo dobrze.

 

Śmiem przypuszczać, że "Oślepiajacy nóż" jest lepszy od swojej poprzedniczki. Dzieje się tak dlatego, że Kip trafia do szkoły. Jest to chyba najstarszy zabieg literacki majacy na celu wyjaśnienie działania obecnego świata, ale działa. Weźcie młodego, niedoświadczonego bohatera, który jest rządny wiedzy i wrzućcie go do szkoły. Nauczyciele i koledzy wytłumaczą mu (a przy okazji i czytelnikowi) mechanizmy rządzące światem i wyjaśnią podstawy magii. Zrobią dokłądnie to, czego brakowało w pierwszym tomie, który był nieco chaotyczny w przedstawianiu obrazu świata. A przy okazji lepiej poznasz dzieciaka i jego towarzyszy. Harry Potter, Trylogia Czarnego maga a nawet Wiedźmin. Wszędzie tam czytanie o edukacji sprawia niesamowitą radość z odkrywania tego, co nieznane i co pozwala lepiej nam zrozumieć postępowanie bohaterów. Tak więc edukacja Kipa jest tu bardzo szczegółowo zarysowana i przyćmiewa nieco postać Pryzmata. Nie przeszkadzało mi to jednak i sprawiło, że ksiażkę czytałem o wiele szybciej. Zakończenie natomiast sprawiło, że z automatu sięgnąłem po tom trzeci. Inaczej się nie dało, uwierzcie mi.

 

"Oślepiajacy nóż" w pełni pokazuje możliwości pisarskie Pana Weeksa, oraz potencjał w świecie który stworzył. Jest to jedna z lepszych ksiażek, które przeczytałem w tym roku i zmusiła mnie do wygospodarowania miejsca na półce dla nowego autora. Polecam i Wam zapoznać się z serią. 

"Pragnienie" Jo Nesbo

Pragnienie - Jo Nesbo

Harry Hole powraca. Harry Hole powraca!! Aaaaa!!! Tak się mniej więcej czułem, gdy dowiedziałem się o kontynuacji cyklu mojego chyba ulubionego śledczego. Chwilę później jednak przyszło pamiętanie i obawa. Czy po serii przecietnych powieści autor jest w stanie wrócić do świetnego pisania? Czy odkurzenie zamkniętej serii mu w tym pomoże? Im dłużej nad tym myślałem, tym więcej miałem wątpliwości. Nie zostało mi nic innego jak poczekać i za pomocą lektury rozwiącać wszelkie niewiadome.

 

Fabularnie znajdujemy Harrego w łóżku. Trzeźwego.  Z kobietą, którą kocha. I zatrudnionego w zawodzie, który daje mu duża satysfakcję. Co więc zmusza go do uganiania się za seryjnym zabójcą? Bo to , że będzie się uganiał, i że będzie zabójca nie rodzi żadnych wątpliwości. Prawdziwą okazuje się stara prawda, że im więcej posiadamy tym więcej możemy stracić. Wystarczyły z trzy słówka komendanta policji i rzucone niedbale aluzje, żeby Hole w trosce o najbliższych wrócił do policyjnej roboty. Niezbyt pomysłowe, ale wiarygodne i działające. A za kim będzię węszył po Oslo? Tu odpowiem enigmatycznie. Za starym znajomym, który znalazł nową rozrywkę. Wystarczającą podpowiedzią w jaki sposób traktował ofiary niech będzie okładka. 

 

Tyle o fabule. Teraz czas powiedzieć kilak słów na temat odczuć. Czy chciałem powrotu Harrego Hole? Pierwsza instynktowna odpowiedź brzmiała by tak .Ale po chwili zastanowienia, nasuwa mi się pytanie: po co? Seria była juz obszerna i wyeksploatowana. Autor nawet dwa razy ja kończył "wskrzeszając" głównego bohatera. Czy zostało coś jeszcze, co mogło by mnie porwać i zaciekawić? Otóż niewiele. Harry oczywiście elektryzuje i przyciąga. Ale ile on jeszcze może znieść, aby jego życie nie zakrawało na parodię. Czułem, że "Pragnienie" było napisane trochę na siłę. Oczywiście mamy wyciągniętego z przeszłości czarnego typa, który nieźle wszystko tłumaczy, ale ile jeszcze takich furtek można sobie zostawić. Zakończenie jest otwarte i może sugerować dalsze części. Czemu nie, ale ja bym proponował wprowadzić nowych bohaterów, a Harrego odstawić na bok, jako mentora.

Ale odbiegłem nieco od samej oceny książki. Nie można jej zarzucić żadnych powazniejszych wad. To bardzo solidny kryminał, w którym autor długo trzyma czytelnika w niepewności. Czy rozwiązanie jest bardzo zaskakujące? Nie aż tak bardzo jak na to liczyłem. Generalnie po lekturze kilkunastu ksiażek Nesbo zacząłem wyczuwać gdzie autor ukrywa delikatne wskazówki. Może to nauczenie się stylu autora,  a może moje wyszkolenie.

 

"Pragnienie" jest bardzo solidną pozycją kryminalną. Ma ciekawego bohatera, zaskakujące zakończenie i kilka wątków pobocznych. Wszystko jest bardzo dobrze skrojone i okraszone lekkością warsztatu Nesbo. Jednak nic ponad to. Jako wskrzeszenie serii o Harrym i porównując do innych książek z serii wypada zaledwie ok. Gdybym brał tą powieść w oderwaniu od znanych mi już utworów zapewne podobała by mi się dużo bardziej. Tak więc fani Nesbo i tak przeczytają, lecz polecam nie oczekiwać na efekt wow!

"Czarny Pryzmat" Brent Weeks

Czarny Pryzmat - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Przyznam się bez bicia, poszedłem w ciemno w tą serię. Czytałem wcześniej Trylogie Cienia tego autora i gdy miałem okazję, to od razu kupiłem kolejny cykl nie patrząc nawet o czym będzie opowiadał. Rzadko zdarza mi się coś takiego, ale autor mnie po prostu przekonał. Teraz przyszedł czas na rozliczenie...

 

Weeks przenosi nas do świata w którym obowiązuje ciekawy system magii. Osoby obdarzone odpowiednia zdolnością są w stanie "krzesać" a więc wytwarzać specyficzną substancję zwaną luksynem. Zależnie od koloru, ma on różne właściwości, lecz generalnie jest bardzo uniwersalny. Istnieją jednak dwa ważne ograniczenia. Po pierwsze większość krzesicieli potrafi wytworzyć tylko jeden kolor, no czasem 2 albo 3. A po drugie, po wykrzesaniu zbyt wielkiej ilości można zwariować. I w takim świecie poznajemy Lorda Pryzmata, Gavina, który jest w stanie wytworzyć każdy kolor. Stara się on spełniać jak najlepiej powierzony mu czas, lecz ma kilka sekretów i wstydliwą przeszłość. Jednym z tych sekretów, jest grubaskowaty, 15-letni Kip, będący jego bękartem. Obydwaj dowiadują się o swoim istnieniu w dosyć mało sprzyjających okolicznościach, gdyz zapowiada się na wybuch rebelii. Obydwaj mają w niej do odegrania bardzo istotną rolę.

 

Miałem trudne wejście w tą lekturę. Po pierwsze dlatego, że autor wiele nie wyjaśnia z realiów które nam serwuje. Sam system magiczny jest wyjaśniany powoli i jeszcze wiele jest do odkrycia, czy też dopowiedzenia. Ale da się do tego przyzwyczaić. Inna kwestią jest sam pomysł oparcia czarów na kolorach. Ja już ten pomysł widziałem w książce Sandersona "Siewca wojny". nie wiem który autor wpadł na to pierwszy, ale na pierwszy rzut oka wydają się podobne. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenie. Po dokładniejszej analizie widać  wiele różnic. najwidoczniej obydwaj Panowie zafascynowali się kolorami w tym samym czasie. Ciekawy zbieg okoliczności.

A cóż można powiedzieć o samej fabule, oprócz magii? Pierwsze 1/3 troche zbyt chaotyczna, lecz później następuje bardzo ciekawy twist fabularny. A następnie kolejny. i o d tego momentu nie wypuściłem już ksiażki z rąk, aż jej nie skończyłem. Zarówno postacie Pryzmata jaki Kip'a bardzo przypadły mi do gustu. Szczególną sympatię budził ten drugi. Doskonale wiem, że taki był zamysł autora, ale poddałem się mu bez oporów. Widać lekkość pisania u Weeks'a i swobodę w kreowaniu zarówno ciekawych postaci, jak i ich przygód. Oby tak dalej, proszę Pana, bo kolejne tomy juz czekają na mnie :)

 

"Czarny pryzmat" to bardzo dobrze zapowiadający się poczatek serii. Oryginalny, intrygujacy i wciagajacy. Mam wielką nadzieję, że kolejne tomy będą trzymały jego poziom. Jedynym problemem moze być tylko brak miejsca na półce. Trzeba zainwestować w nowy regał...

"Epidemia" Robin Cook

Epidemia - Robin Cook

Pamiętacie Dustina Hoffmana, który biegał po całych Stanach poszukując tajemniczą małpkę, która rozsiewała dookoła ebolę? Tak jest, ja też oczywiście oglądałem ten hicior z lat 90-tych. No to teraz przyszła pora na zapoznanie się z pierwowzorem.

 

Przede wszystkim nie będzie Dustina. Głównym bohaterem jest młoda lekarka CKE Marissa Blumenthal, która dostaje swoją pierwszą samodzielną sprawę. Jak się okazuje jest to niezwykle zjadliwy wirus eboli. To jednak nie koniec. Kolejne epidemie wybuchaja w różnych miastach i Marissa zaczyna dostrzegać pewien wzorzec łączący je ze sobą. Jak się okazuje, nie jest to na rękę pewnym wysoko postawionym oficjelom. Młoda lekarka nie wiedząc komu może zaufać rozpoczyna śledztwo na własną rękę, na szali kładąc nie tylko swoją karierę, ale jak się okazuje z czasem i życie.

 

Scenariusz dosyć dobrze znany. Wszystko jest ok do momentu, gdy nie zjawi się ktoś nowy/młody i nie zacznie ambitnie wtykać nos tam, gdzie nie powinien. Podejrzewam, że powstały setki jeśli nie tysiące książek i filmów z tym motywem. Nie jest to zarzut, ponieważ niejednokrotnie już okazywało się, że znane i wydawać by się mogło oklepane schematy są receptą na poczytność.Zarzutem jest wg mnie przewidywalność. Czytając rozdział po rozdziale bezbłędnie przewidywałem kto jest dobry, kto jest zły i jakie będa zwroty akcji. Byłem tak bezbłędny, że zacząłem podejrzewać, że ja już tę książkę czytałem. Przeszukałem wszelkie swoje zapiski czytelnicze i nie znalazłem ani wzmianki o "Epidemii". Mimo tego, cały czas aż do połowy powieści odczuwałem nieprzyjemne deja vu i prorocze wizje. Najwidoczniej rozpocząłem lekturę ileś lat temu, lecz porzuciłem ją w trakcie uznając, że mam lepsze ksiażki w kolejce. Ale, nawet jeżeli jest to prawda, to wszelkie zabiegi autora były niezwykle czytelne. Przykład? Główna bohaterka obiera sobie owoce na śniadanie. W tym celu używa niedużego nożyka z drewniana rękojeścią i ładnym zdobieniem. Oczywistym się staje, że po takim zaakcentowaniu przedmiotu najprawdopodobniej użyje go do obrony przed napastnikami. I takie przykłady się mnożą, niestety.

 

Kolejny zarzut, to niestety kreacja głównej bohaterki. Marissa Blumenthal jest irytującą młodą damą. Irytuje w kontaktach z mężczyznami. Bo spotyka się z jednym, który jest szarmancki i elegant, ale mało pociągający bo starszy, flirtuje z drugim, z którym może pogadać od serca i są dużo bardziej pokrewnymi duszami, lecz nie jest tak zamożny i stylowy co poprzedni, co jednak nie przeszkadza jej wykorzystywać biedaka na każdym kroku co chwilę prosząc o przysługi które sprowadzają na niego problemy. Żeby było ciekawiej jest też oczywiście trzeci, który jest i przystojny i atrakcyjny i w ogóle ochy i achy, ale jak przychodzi co do czego to Marissa podwija ogon i ucieka żałując tego okrutnie. Kobieto weź się zdecyduj! Chciało by sie zakrzyknąć podczas czytania jej rozterek sercowych. Ten wątek obchodził mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, przede wszystkim z powodu tego niezdecydowania. Ale, jakby tego było mało, Pani doktor jest chyba w czepku urodzona. Zawsze jakoś się wymykała, przemykała ,przekradała i uciekała, nawet jak dochodziło do bezpośredniej konfrontacji z typami spod ciemnej gwiazdy. To wręcz niesamowite było. Zawsze jakoś jej się udawało. Fantastyka w czystej postaci. 

 

Te wady niemal przesłoniły mi pozytywny odbiór książki. Ciekawy był pomysł na rozsiewanie zarazy, jednak przy drugiej epidemii było juz wiadomo jakie szpitale są celem. Śledztwo też było przeprowadzone w pomysłowy sposób i należy pochwalić bohaterkę za jej nieustępliwość w dążeniu do nieznanego (czytaj za ciekawość). Lecz to chyba tyle. Stanowczo bardziej wolałem film, który był tylko inspirowany powieścią. Może jeszcze kiedyś się skuszę na tego autora, ale trochę wody musi upłynąć

"Mróz" Marcin Ciszewski

Mróz - Marcin Ciszewski

Pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Mamy połowę kwietnia, a tu deszcz, grad i śnieg. I nocne przymrozki nawet. Tragedia. Ale my tu narzekamy, a może ktoś ma gorzej? Może ktoś się musi zmierzyć z małą Epoką Lodowcową i to w samym centrum Warszawy? A w dodatku udaremnić zamach stanu. Tiaa. Patrząc na to z tej perspektywy to wcale nie mamy tak źle, prawda?

 

Jakub Tyszkiewicz jest nadkomisarzem w stołecznej komendzie. Właśnie utworzono specjalny wydział, którym dowodzi majacy zająć się sprawą zabójstwa pewnego nikomu nieznanego meteorologa Wicherka (sic!). Sprawa jest podejrzana, tym bardziej, że do pomocy dostają śledczego z Krakowa. Jak można się domyślić, nie jest to zwykłe śledztwo. Jeżeli dorzucimy do tego serię zamachów na ważne persony w kraju zaczyna się robić nieciekawie. Tym bardziej, że temperatura za oknem niepokojąco spada. Ok, jest grudzień, zbliżają się Święta, ale -20? A nie, poczekaj -20 to było godzinę temu. Teraz mamy -30* i nadal spada. Coś tu jest bardzo nie halo i Tyszkiewicz zostaje zmuszony się tym zająć.

 

Na początku pragnę zaznaczyć: Tyszkiewicz nie jest super komandosem, który w stylu Rambo wpadnie w środek przeciwników i dzięki nieskończonej amunicji wykosi wszystkich. To nie ten gatunek literacki. Kuba jest dobrym gliną z kilkoma niespodziankami w życiorysie, który troszczy się o swoją żonę i najbliższych. Dzięki temu łątwiej zrozumieć jego motywacje i postępowania. Autor w bardzo przystępny sposób opisał jego życie prywatne, dzięki czemu można się było utożsamić z głównym bohaterem. Mamy więc glinę, który odpowiednio zmotywowany podejmuje się rozwiązania sprawy kilku zabójstw prawdopodobnie ze sobą powiązanych majacych na celu destabilizację państwa. W jakim celu i kto za tym stoi? To już doczytacie sami. Dodatkowo mamy kilka ciekawych zwrotów akcji, kilka niespodzianek, fajnie nakreślone postacie drugoplanowe stanowiące zespół Jakuba oraz coraz gorszą pogodę, która istotnie utrudnia wszystkim życie. Scenariusz dosyć znany(może oprócz tej pogody) i oklepany, lecz działa bardzo dobrze. Po raz kolejny potwierdza się powiedzenie, żę sprawdzone działa najlepiej. Czy jest więc coś co wyróżnia tę pozycję spośród całej masy innych podobnych kryminałów/thrillerów? Męski target. Opisywania działania służb policyjnych oraz jednostek specjalnych jest raczej literaturą męską i do takiej grupy odbiorców jest skierowana. Nie oznacza to, że płeć piękna niczego tu nie znajdzie, lecz zdecydowanie książkę polecałbym facetom.

 

"Mróz" jest solidnym przedstawicielem męskiej lteratury na pograniczu kryminału i thrillera. Jeżeli czytaliście kiedyś prozę Pani Kozak, to bez problemów polubicie i Pana Ciszewskiego.

"Studnia wstąpienia" Brandon Sanderson

Studnia wstąpienia - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

Miałem poczekać do urodzin. Ale gdy delikatnie uszkodzona książka spojrzała nam mnie z półki outletu kusząc połową ceny nie zostało mi nic innego, niż rozpocząć lekture kilka miesięcy wcześniej. No i teraz mam zgryz. Bo za szybko się skończyła, oczywiście :)

 

Sanderson to dla mnie największe odkrycie ostatniego czasu. Gość pisze niesamowicie i nawet nieco ckliwe momenty, albo motywy które powtarza w kilku swoich ksiażkach nie są w stanie tego  zepsuć. Czego spodziewać się po 'Studni wstąpienia"? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z kontynuacją "Z mgły zrodzonego" w odstępie dwuletnim. Znaczy to, że bohaterowie mieli pewien czas aby oswoić się z nową sytuacją w świecie. W wyniku zakończenia poprzedniego tomu i obaleniu Ostatniego Imperatora władzę przejął młody Elend i postanowił wprowadzić swoje nowatorskie i całkowicie teoretyczne pomysły rządzenia w życie. Wyszło mu to w taki sposób, że ościenni dowódcy postanowili zawłaszczyć sobie dawną stolicę. Stoi wiec teraz przed dylematem jak uchronić miasto i jego mieszkańców przed rozlewem krwi. Vin natomiast stała się cenną kartą przetargową, która szachuje poczynania agresorów. W międzyczasie natomiast coraz mocniej czuje przyciąganie  w bliżej nie określonym kierunku oraz fascynuje ją historia poprzedniego imperatora. W przeszłości bowiem kryje sie odpowiedź na wiele obecnych pytań.

 

Sanderson przecudnie kreuje światy wraz z nowatorskimi systemami magicznymi. To już wiedziałem wcześniej po kilku jego poprzednich książkach. Teraz natomiast dorzucił do tego długo planowe strategie rozwoju fabuły. Po pierwszym tomie byłem zachwycony, lecz kila rzeczy nie dawało mi spokoju. Teraz już wiem , że autor umieścił te zajawki celowo, aby później rozwinąć temat.To nie było tak, że napisałem powieść i można na tym zakończyć. O nie, tu kryje się cała historia rozplanowana już od pierwszych stron pierwszej części. Za całokształt należy Sandersona bardzo pochwalić. Teraz również zostawił kilka furtek, które mam nadzieję otworzyć w kontynuacji. Jedyny minus, o którym już wspomniałem, to trochę zbyt ckliwy wątek miłosny głównych bohaterów. Ale przy takim zwrocie akcji na zakończeniu, ta mała niedogodność odchodzi w zapomnienie bardzo szybko.

 

'Studnia wstąpienia" jest książką świetną. Już teraz wiem, że autor wpada do mojego absolutnego TOPu pisarzy i pewnie zagości tam na długo. Fakt, że byłem w stanie zarywać nocki aby doczytać jeszcze kilak stron, co nie zdarzyło mi się już od dawna niech będzie wystarczającym wyznacznikiem jakości tej prozy. Miodzio. Brać i czytać!

"Mroczna Wieża" Komiks

Zdrada - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth Bitwa o Jericho Hill - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth Upadek Gilead - Peter David, Stephen King, Richard Ianove, Robin Furth Narodziny rewolwerowca - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth Długa droga do domu - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth

Tak, jestem fanem Kinga. jego twórczość co jedno z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkało w czytelniczym życiu. Problem jest taki, że z czasem zapoznałem się ze wszystkimi jego dziełami. Może więc wyjść poza ramy czytelnicze i rzucić okiem na powieści graficzne, czyli komiksy. Potencjał jest ogromny. Dzisiaj na rozkład trafia pięć pierwszych tomów. 

 

Postanowiłem ocenić wszystkie tomy zbiorczo, ponieważ historia w nich zawarta to jeden ciąg zdarzeń i trudno oraz nienaturalnie było by to rozdzielać. Jedynym wyjątkiem może być pierwsza część, a więc "Narodziny rewolwerowca". Skąd ten wyjatek? Otóż w pierwszym tomie otrzymuje historię, którą już znamy. Tzn znamy, jeżeli czytaliśmy "Czarnoksiężnik i kryształ", a więc czwartą część cyklu Mroczna Wieża. Jest to swoiste wprowadzenie w świat oraz historię Rolanda. Lecz nawet znając tą historię z chęcią przerzucałem kolejne strony. Odświeżyłem swoją pamięć i mogłem ze spokojem sięgnąć po kolejne części. A o czym opowiadają? Zastanawiam się jak to opowiedzieć, aby nie zdradzić zbyt wiele. Powiedzmy, że są to losy Rolanda, młodego rewolwerowca od momentu zdobycia prawa do noszenia broni, do chwili gdy poznajemy go na łamach cyklu literackiego. Takie jest założenie, ale jak się to rozwinie nie jestem w stanie przewidzieć.

 

Oceniając samą fabułę jest niesamowicie. Powrót do Świata Pośredniego po kilku latach nadal wywołuje u mnie masę emocji. Dialogi są cudowne a narrator w bardzo udany sposób oddaje charakterystyczny styl Kinga. Poznajemy perypetie młodego Rolanda, gdy jeszcze jest beztroskim młodzieńcem ,a później stopniowo popada w rozpacz i uczucie bezsilności spowodowane kolejnymi wydarzeniami. Jest to świetna szansa na powolną analizę przypadku głównego bohatera. oraz lepsze zrozumienie motywów jego postępowania. Dodatkowo możemy zagłębić się w ten świat nie tylko za sprawą naszej wyobraźni, ale i świetnych rysunków. No w końcu to komiks! Lecz ten, kto spodziewa się kreski znanej z kaczora Donalda niech od razu stąd wyjdzie. Rysunki są dojrzałe i zdecydowanie dal pełnoletnich czytelników. Co najważniejsze jednak odpowiadają moim wyobrażeniom, które miałem podczas wcześniejszej lektury "Mrocznej wieży". Chyba nic więcej nie trzeba

 

"Cykl Mroczna wieża" w wydaniu komiksowym to punkt obowiązkowy dla każdego fana cyklu oraz Kinga. Może być też doskonałym wstępem dla nowych czytelników, jednak z zastrzeżeniem, że pierwszy zeszyt będzie zdradzał praktycznie całą fabułę 4 tomu powieści, więc trzeba się z tym liczyć. Tak czy siak polecam serdecznie i ide szukać kolejnych części :)

"Konan destylator" Andrzej Pilipiuk

Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk

Są tacy autorzy, których czyta się z sentymentu, ponieważ to przy ich książkach rozpoczynało się przygodę z literaturą inną, niż ta obowiązkowa w szkole. Nie będzie chyba niespodzianką, jeżeli napiszę, że Pilipiuk zalicza się do tej grupy. Śledząc przygody starego bimbrownika zarywałem nocki i z podkrążonymi oczami szedłem na lekcje. Teraz pora sięgnąć po kolejną po kilku latach przerwy odsłonę jego przygód i porównać z dziecięcymi wspomnieniami.

 

"Konan destylator" jak przystało na książki gdzie głównym bohaterem jest Jakub Wędrowycz jest zbiorem opowiadań. I to już jest pierwszy plus. Pamiętam bowiem, jak kilkukrotnie Pilipiuk starał się rozkręcić opowiadania do rozmiaru minipowieści i nie było to dobre. Tak więc zaserwowano nam kilkanaście opowiadań o tematyce przeróżnej. Mamy zagadkę długowieczności Semena, wlelką bitwę martwych Bardaków i Wędrowyczów, policyjną codzienność Birskiego i Rowickiego, obiekt szalonych eksperymentów krzyżowania gatunków, pojedynek z ninja i wiele, wiele innych. 

 

Każdy wie jak wyglądają zbiory opowiadań. Bardzo rzadko się zdarza, że wszystkie trzymają równy poziom. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Niektóre mają bardzo ciekawe rozwinięcie i zaskakujące zaskoczenie, inne natomiast wyglądają jak pisane na kolanie. Pamiętam, że Pilipiuk powiedział kiedyś, że te najbardziej abstrakcyjne pomysły wykorzystuje do opowiadań o Jakubie. Da się to zauważyć, ponieważ niektóre są delikatnym rozwinięciem jakiegoś potocznego stwierdzenia. Słyszeliście kiedyś, że budzik ma tak przenikliwy dźwięk, że umarłego postawił by na nogi? Albo, że kapitaliści, a szczególnie Żydzi to krwiopijcy? No to już wiecie czego można się spodziewać. Plusem jest stronienie od polityki. Prawdopodobnie było by trochę zabawniej, ale po kilkunastu latach czytelnik nie wiedział by o co chodziło autorowi.

 

Krótką formę czyta się przyjemnie i szybko. Lekkie, w większości nie wymuszone żarty też trafiły w moje gusta. Podczas lektury jednak nie odczuwałem takiej satysfakcji jak podczas pierwszych części czytanych w gimnazjum. Wtedy byłem w stanie parskać śmiechem co kilak stron wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Teraz uśmiecham się pod nosem z rzadka tylko wydobywając z siebie rechot. Czy to wina autora? Może trochę. W końcu ile można pisać o tym samym? Pomysły, szczególnie te dobre z czasem się kończą. Ale z drugiej strony ja jako czytelnik też trochę dojrzałem. Zmieniły mi się gusta i poczucie humoru. Dodając jedno do drugiego otrzymujemy książkę niezłą, aczkolwiek niepowalającą. Jednak podchodząc do niej z zamiarem lekkiej rozrywki na pewno się nie zawiedziecie. 

"Podwójna cisza" Marii Jungstedt

Podwójna cisza - Magdalena Landowska, Mari Jungstedt

Jak się kończy przeczytanie losowej książki z półki? A tym, że poznajemy nowego autora, o którym nic się nie słyszało i można spokojnie bez żadnych uprzedzeń ani oczekiwań ocenić jego twórczość. Tak właśnie postąpiłem z tym kryminałem, który był dla mnie absolutnie nieznanym. Chcecie się dowiedzieć co wynikło z tego spotkania? Zapraszam do lektury.

 

"Podwójna cisza" to ostatni tom opowiadający o detektywie Knutasie(nie będę ukrywał, za pierwszym razem przeczytałem to troszkę inaczej). No i klops, pomyslałem. Pierwsza styczność i od razu ostatnia książka. Tak to jest jak się bierze z półki co popadnie. Akcja toczy się na szwedzkiej wyspie Gotlandii, gdzie na wakacje wybrała się grupa zaprzyjaźnionych małżeństw, które zawsze spędzają razem urlopy. Po kilku przyjemnych dniach dochodzi do zaginięcia jednego z mężczyzn. Niestety najgorsze obawy się potwierdzają po kilkunastu godzianach policja znajduje jego ciało. Na wyspie nie było wtedy zbyt wiele osób, więc podejrzani są praktycznie wszyscy. Rozpoczyna się śledztwo.

 

Tak w skrócie przedstawia się zarys fabularny. I sam sposób jej przedstawienia, płynność, zwroty akcji oraz warsztat pisarski autorki są bardzo przyjemne w odbiorze. Zastosowała tutaj znany zabieg polegający na maksymalnym skracaniu rozdziałów, przez co od razu chce się przeczyta jeszcze te kilka stron. Więc jakby rozpatrywać "Podwójną ciszę" tylko pod tym względem, byłą by to bardzo dobra propozycja dla lubiących kryminały. Niestety, oprócz samego śledztwa czytelnik chciałby poznać osoby je prowadzące. I tutaj już wyraźnie coś nie zadziałało. Przede wszystkim detektyw Knutas, który wg okładki jest tu głównym bohaterem praktycznie nie istnieje. Dowiadujemy się o nim kilku zdań, a następnie jest odsunięty na bok całej akcji, aby pod koniec wyskoczyć jak królik z kapelusza i rozwiązać sprawę. W sumie to nawet nie on ja rozwiązał, bo zabójca sam grzecznie się wyspowiadał ze wszystkiego bez żadnego nacisku. Nierealne. A czego się dowiadujemy o całym Knutasie? Że jest przepracowany i coś zaczyna się psuć w jego małżeństwie. Koniec. Kropka. No i może jeszcze to, że nie wie jak odnosić się do partnerki z pracy, która zdradziła mu swój życiowy sekret. Nic więcej. Żadnych głębszych problemów ani dylematów. Więcej czasu autorka poświęciła wspomnianej partnerce, która pod nieobecnosć Knutasa prowadziła śledztwo. Ale w tym przypadku też jest posucha. Całą książkę chciała by polecieć do Sztokholmu spotkać się z kimś, ale nie ma czasu. Bida z nędzą.

 

"Podwójna cisza" jest bardzo nierówną pozycją. Z jednej strony sam wątek kryminalny, śledztwa i zbrodni jest bardzo dobry, lecz przybliżenie głównych bohaterów potraktowane zostało po macoszemu. Może wynika to z tego, że jest to podobno ostatni tom serii(ale nie odniosłem takiego wrażenia podczas lektury) i komisarza poznać można było wcześniej. Tak czy inaczej ogólna ocena oscyluje w okolicy przeciętniaka. Może kiedyś złapię wcześniejsze tomy, ale raczej mnie nie ciągnie

"Przygody Sherlocka Holmesa" Sir Arthur Conan Doyle

Przygody Sherlocka Holmesa (Sherlock Holmes #3) -  Arthur Conan Doyle, Ewa Łozińska-Małkiewicz

Po roku przerwy wracam do przygód najsłynniejszego detektywa wszech czasów. Po pierwszych dwóch powieściach przyszedł czas na zbiór opowiadań. Czy warto sięgać po tą pozycję? Czy w dzisiejszych czasach przygody Sherlocka są dalej aktualne? Czy facet, który ma na imię Conan i tytuł szlachecki mógłby napisać coś kiepskiego? Przekonacie się już za chwilę.

 

Jak już wspomniałem tym razem zostajemy uraczeni dwunastoma opowiadaniami detektywistycznymi. Jedne traktują o poważnych zbrodniach, inne natomiast opowiadają o prostych, trywialnych wręcz zagadkach, z którymi ludzie przychodzą do Sherlocka. I to on jak można się domyśleć jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Dzięki umiejętnościom dedukcji, oraz obserwacji rozwiąże każdą sprawę, chociaż z biegiem czasu widać, że jest coraz bardziej znudzony. Poziom poszczególnych opowiadań jest bardzo zróżnicowany. Są takie, które trzymają w napięciu do końca, ale bywają i prościutkie, których rozwiązania można sie domyśleć juz po kilku stronach. Jak w każdym zbiorze opowiadań bardzo trudno utrzymać ten sam, wysoki poziom. Jednak, pomimo niedociągnięć fabularnych w kilku przypadkach, nadal czytało mi się to bardzo przyjemnie. Dlaczego? Otóż nie ważne były najczęściej okoliczności popełnienia przestępstwa(lub przewinienia) lecz sposób w jaki Sherlock dojdzie do rozwiązania. Proces odtworzenia wydarzeń, oraz umiejętność obserwacji są tu najbardziej wciągającym elementem zbioru opowiadań. Niektórych może drażnić maniera Holmesa, gdy po kilku zdaniach swojego klienta oznajmia, że zna rozwiązanie, ale z nikim się nim nie podzieli. Owszem, jest to wkurzające. Mnie jednak najbardziej bolała długość opowiadań. Ledwo się wkręciłem, to już sprawa została rozwiązana. Widocznie dużo bardziej pasują mi powieści i inne dłuższe fory literackie, gdzie mam czas na blizsze poznanie bohaterów, oraz na zagłębienie się w fabułę. Tak było zarówno w 'Studium w szkarłacie" jak i w "Znaku czterech". Tutaj musiałem potraktować ten zbiór, jako mały przerywnik na wolną chwilę. Albo w przerwie w pracy, albo jedno opowiadanko przed snem. na więcej jednorazowo nie miałem ochoty, wiedząc, że i tak długo nie potrwa. To chyba jedyny mój zarzut.

 

"Przygody Sherlocka Holmesa" to doskonała lektura gdy macie niecałą godzinkę wolnego czasu. W przerwie na lunch albo przed snem. Krótkie, wartkie opowiadania tak na jeden raz. Na dłuższe posiedzenie się nie nadaje, ale w swojej kategorii polecam serdecznie

"Księga dżungli" Rudyard Kipling

Księga dżungli - Rudyard Kipling

Na starość podobno się dziecinnieje. Może to dlatego, a może po prostu chciałem zasięgnąć do źródeł jednej z ciekawszym bajek z dzieciństwa. Motywy nie są tu najważniejsze, ale faktem sie stało, że sięgnąłem po literaturę dziecięcą. I zaraz się dowiecie, co o niej sądzę.

 

Po pierwsze, jeżeli sądzicie tak jak i ja, że w książce "Księga dżungli" dostaniecie przygody Mowgliego, hinduskiego chłopca wychowanego przez wilki z dala od ludzi to macie rację.... ale tylko w niewielkim stopniu. Okazuje się bowiem, że oprócz wspomnianego przed chwilą bohatera, w pozycji tej znalazło się również miejsce dla białej foki, która szuka wyspy z dala od siedlisk ludzkich, mangusty Rikki- Tikki-Tavim dzielnie strzegącej ludzi przed knowaniami kobr królewskich, słonia Kala Naga, który zaprowadził zaprzyjaźnionego chłopca na spotkanie starych słoni oraz całej masy innych zwierząt, które służyły w armii hinduskiej. Nazwa książki jest jak widać mylna i miejcie to na uwadze.

 

Nie będę streszczał każdego opowiadania, bo w przypadku tak krótkiej formy literackiej nie zostało by już wiele do domysłu. Zamiast tego zasygnalizuje Wam tylko, czego się możecie spodziewać. Przede wszystkim wszyscy zwierzęcy bohaterowie są spersonifikowani. Każdy jest w stanie się porozumieć oraz odczuwa całą gamę uczuć przypisanych człowiekowi. Nie jest to niczym zaskakującym, ponieważ "Księga dżungli" jako propozycja dla dzieci poprzez ten zabieg najlepiej trafia do odbiorców. Dzięki temu również, dzieciaki mogą poznać zależności w świecie przyrody. Jej prawa są okrutne, ale sprawiedliwe. Jest zemsta, zawiść i współzawodnictwo, ale brutalność nie jest tolerowana. Co więcej stosunki ludzie-zwierzęta też nie należą do najprostszych. W opowieści o białej foce jesteśmy przedstawieni jako agresorzy i zabójcy, ale już w armii hinduskiej współpracujemy razem i to całkiem sprawnie. Nie ma tylko jednego punktu widzenia, każda relacja ma kilka płaszczyzn i autor bardzo wyraźnie to ukazał.

 

Czy "Księga dżungli" jest lekturą wartą polecenia? Oczywiście. Ale przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Dorosły czytelnik znajdzie dużo lepszych pozycji na długie wieczory. Lecz gdy dorobię się własnych pociech bez wątpienia będzie to jedna z obowiązkowych książeczek przy łóżku. Miłą, prosta a jednocześnie przekazująca zależności między ludźmi i zwierzętami. i te pozytywne, i te okrutne lecz prawdziwe.

Teraz czytam

Wilcze Leże
Andrzej Pilipiuk
Czarem i smokiem. Pogodnik trzeciej kategorii. Tom 1
Romuald Pawlak