zaczytany

Czytałem, czytam i czytać będę. Może więc to dobry pomysł, aby propagować to wspaniałe zajęcie i podzielić się z innymi opiniami na temat tego, co przeczytane...

"Mgła" Marcin Ciszewski

Mgła - Marcin Ciszewski

Czy to śnieg, czy to wiatr, upał lub inne niesprzyjające warunki pogodowe Marcin Ciszewski dalej pisze o komisarzu Tyszkiewiczu i jego ekipie. Czy i tym razem uda mu się rozbić układ i uniknąć konsekwencji politycznych? I to wszystko w zamglonej Warszawie, gdzie nie widać wyciągniętej przed siebie ręki? Zaraz się przekonamy.

 

Minęło 6 lat od pamiętnych Mistrzostw Europy w piłce nożnej w Polsce kiedy to Jakub udaremnił serie zamachów terrorystycznych. Od tego czasu nieco się pozmieniało. On sam został ojcem, jego najlepszy przyjaciel Krzeptowski dał się zaobrączkować przez koleżankę z pracy Jadwigę, układ polityczny też nieco się zmienił, ale bez większego wpływu na pracę policjantów. Jednak stara władza odchodzi i za dwa tygodnie musi oddać swoje stołki opozycji. Głowy na pewno się posypią a nowi włodarze ustawią swoich ludzi na pustych stanowiskach. I w takich okolicznościach obok Okęcia spada samolot rosyjskiego MSZ z ministrem na pokładzie .Wszyscy martwi a skandal międzynarodowy wisi na włosku, Dodatkowo ludzie Tyszkiewicza schwytali dwóch niedoszłych zamachowców Islamskich. Pojawiają się też demony z przeszłości jak wojskowe układy, albo stara znajoma Maria Potocka jak zwykle bardzo ponętna. Autor nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił trochę nieszczęść u głównych bohaterów. I tym sposobem Jakub ma wielki kryzys w małżeństwie, natomiast Krzeptowski, no cóż, sami się przekonacie. 

 

Mam tu spory problem z "Mgłą". Oczywiście kwestia związku tytułu z fabułą jest tu tylko iluzoryczna i byłem na to przygotowany. Ale w glisty dzień rozbijać samolot Rosjan? Pomysł odważny i kontrowersyjny. Jednak pomijając go znów mamy terrorystów i wewnętrzny układ polityczny i Jakuba pośrodku tego. To już było i to nawet nie tak dawno. W "Upale" wyszło to bardzo zgrabnie. Tutaj jakoś mi nie pasowało. To pierwsza książka z serii, która do mnie nie trafiła. I nie o tematykę chodzi ale o brak pomysłów na coś nowego .Zabieg z katastrofą lotniczą w mgle jest tanim chwytem i to niezależnie od orientacji politycznej.

 

"Mgła" mnie nie porwała. Nie wniosła nic nowego i odkrywczego do historii o Tyszkiewiczu. Czytałem siłą rozpędu bez większych emocji. Poprzednie tomy są stanowczo lepiej dopracowane i bardziej zajmujące.

"Modyfikowany węgiel" Richard Morgan

Modyfikowany węgiel  - Marek Pawelec, Richard K. Morgan

Coraz więcej dzisiaj ekranizacji ksiażek. Dochodzi do tego, że dopiero natykając się na jakiś serial czy film dowiaduję sie , że jego pierwowzorem była książka. W takim przypadku staram się poznać literacki pierwowzór. Skoro producenci uznali, że warto zainwestować pieniądze, to ja mogę zainwestować swój czas. Nie inaczej było i w tym przypadku. Netflix ogłosił, że wypuszcze srial "Modyfikowany węgiel" to ja uznałem, że przeczytam o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc do dzieła.

 

Takeshi Kovacs to najemnik który tutaj nazywany jest emisariuszem. Zostaje wezwany na Ziemię aby rozwiązać zagadkę zabójstwa jednego z bardziej wpływowych ludzi na świecie a dokładniej Laurensa Bancrofta. Policja szybko zamknęła sprawę uznając, że to było samobójstwo, ale sam Bancroft jest innego zdania. Kovacs nie m łatwego zadania tym bardziej, że jego powłoka ma też swoją historię.

Zaraz, zaraz. Co ja właśnie napisałem. Zabili Bancrofta a on się nie zgadza? Jak to możliwe? Otóż moi drodzy mamy 26 wiek, a postęp technologiczny pozwolił na uporanie się ze śmiercią. Ludzka osobowość jest zapisywana w specjalnym stosie korowym, który można przetransportować do kolejnego ciała po śmierci. Nie każdego na to stać, ale przy odpowiednich środkach można być praktycznie nieśmiertelnym. Dlatego właśnie Bancroft zleca śledztwo własnej śmierci, a Kovacs, którego ciało zostało zniszczone w poprzedniej misji dostał powłokę, która nie do końca mu odpowiada.

 

Pomijając kwestię technologiczną, to mamy tu do czynienia z bardzo zgrabną książką detektywistyczną. Nowe tropy, stopniowe odkrywanie poszlak i zgłębianie większej afery, która ma wpływ na całe społeczeństwo. Bardzo ładnie to się zazębiało i mile czytało, czy też w moim przypadku słuchało. Fakt trzeba zachować czujność, bo mamy tu sporo bohaterów i przy dłuższej rozłące z lekturą nazwiska mogą się mylić, ale generalnie to bardzo dobra książka. Nie wiem w którą stronę pójdzie ekranizacja serialowa, ale z chęcią się przekonam.

 

Jeżeli macie ochotę na ksiażke detektywistyczną osadzoną w klimatach Cyber Punka to zdecydowanie polecam. Jeżeli klimat jest wam obojętny to również powinno wam się spodobać. Odradzę tylko tym, którzy są uczuleni na scince fiction. W każdym innym wypadku warto się zapoznać z twórczością Pana Morgana

"Cienie tożsamości" Brandon Sanderson

Cienie Tożsamości - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

Allomanci, feruchemicy i broń palna. Tak jest wracamy do Elendel w okresie postępu przemysłowego a więc druga część przygód Waxa i Wayne'a. Pierwsza była w porządku ale nic ponad to, czy kolejna lepiej wkomponowała się w moje gusta? Zaraz się przekonacie.

 

Nie będę opowiadał o świecie przedstawionym w powieści, bo była by to powtórka. Ciekawych zapraszam do recenzji pierwszej części gdzie wszystko wytłumaczyłem. Co trzeba wiedzieć o tej części? Wax dostał specjalne uprawnienia konstabla, więc może łączyć obowiązki głowy rodu z bieganiem po mieście i łapaniem przestępców. Marasi również porzuciła karierę prawniczą, aby rozpocząć pracę w policji. A Wayne nadal jest niepoważnym głupcem, który kradnie co popadnie. Jednak co ważniejsze pojawiają się postacie znane z serii 'Z mgły zrodzony" co uważam za duży plus. Nasi bohaterowie muszą unieszkodliwić oszalałą Kandrę, która zbuntowała się przeciwko Harmonii. Jak tu schwytać niezniszczalna pradawną istotę, która w ciągu kilku minut jest w stanie zmienić swój wygląd i podszyć się pod dowolną osobę? Na pewno nie będzie to łatwe. 

 

"Cienie tożsamości" posiadają dwa wyraźne plusy, które mocno do mnie przemówiły. Po pierwsze to wspomniane wcześniej odwiedziny starych znajomych, a więc postaci znanych z poprzedniej serii. Może nie zdążyłem jeszcze zżyć się z nowymi bohaterami, ale wydaje mi się, że Sazed, TenSoon, Kelsier czy Vin mieli dużo więcej charakteru. Po drugie, dostaliśmy przedsmak czegoś większego. Nadal jest to prosta jednowątkowa historia (na 350 stronach wiele więcej zawrzeć nie można) ale dostajemy tu intrygę w bardziej globalnym wykonaniu. Sanderson świetnie pisze o epickich zagrożeniach i konfliktach i tutaj zaznacza, ze ma taki plan.

Niestety książka nie ustrzegła się wad. Przede wszystkim brak konsekwencji. Wątek z wujem Waxa, który knuł coś większego został porzucony. Nadal nie wiem dlaczego porywał młode kobiety w poprzednim tomie. Liczyłem na coś pokroju szeroko zakrojonego programu eugenicznego aby wyhodować super allomantę czy coś w tym stylu a nie dostałem nic. Nawet jeżeli zostanie to wyjaśnione w ostatnim tomie to i tak będę czuł niesmak związany z porzuceniem tematu. Idąc tym tropem, mam nadzieję, że autor nie porzuci wątku zbuntowanej Kendry w ostatniej części.

 

"Cienie tożsamości" to wyraźnie lepsza część przygód Wayna i Waxa. Nadal nie jest to rozbudowana wielowątkowa powieść z przedstawieniem niezwykłego świata i magii, lecz nie spodziewałem się wiele więcej w tak niedużej powieści. Zauważalny jest postęp w kreowaniu globalnego zagrożenia, który mam nadzieję swoją kumulację osiągnie w ostatniej części. NIe zostaje mi nic innego jak sięgnąć po tom trzeci.

"Głębia. Napór" Marcin Podlewski

Głębia. Napór - Marcin Podlewski

Im dalej w las, tym więcej drzew. W tym przypadku im dalej zagłębiam się w twórczość Pana Podlewskiego, tym robi się ona ciekawsza. To mój trzeci już skok w Głębię i każdy kolejny jest coraz lepszy. Jeżeli macie więc ochotę to zapraszam na krótki rekonesans po Wypalonej Galaktyce.

 

Po dłuższym namyślę uznałem, że nie będę streszczał fabuły. Jest ot bezcelowe, ponieważ nowym czytelnikom nic to nie da bez znajomości poprzednich tomów, natomiast miłośnicy serii tylko by się wkurzyli za zdradzanie istotnych szczegółów. Dlatego napiszę o zmianie w narracji, która jest dosyć istotna. Nie ma juz przeskakiwania z jednych bohaterów do drugich. Tym razem autor postawił na całe historię. Dlatego wpierw mamy fragment książki z załogą Wstażki i Jaredem( moja ulubiona część) a dopiero po wyczerpaniu tego tematu wracamy do innych bohaterów. Wracamy, ponieważ poznajemy tą samą linię czasową z perspektywy kolejnych postaci, stopniowo odkrywając kolejne szczegóły wydarzeń. I to się sprawdza. Nie licząc jednego fragmentu  mówiącego o militarnych poczynaniach Floty Galaktycznej to wszystko mi tu pasowało. Postacie zdążyłem poznać i polubić więc z przyjemnością odkrywałem ich kolejne poczynania. Szkoda mi było, gdy dwie osoby rozstały się z tym światem (ups! miałem nie zdradzać. Ale nie powiem kto i kiedy) ale rozumiem, że tak rozbudowany świat trzeba było nieco  odchudzić. Oby autor nie poszedł tylko w ślady Martina :) 

 

To jest na prawdę bardzo dobra Space Opera. Rozbudowane postacie, liczne wątki, zaskakujące zwroty akcji i przyjemność lektury. To cechy charakterystyczne dla tej lektury. Zostałem ostatecznie przekonany do całej serii, która co zaskakujące z tomu na tom jest coraz lepsza. Całe szczęście, że autor skończył już czwarty tom i gdzieś w okolicy wakacji otrzymam zwieńczenie tej historii. Zastanawia mnie tylko jak można pić migdałowe whiskey...

"Głębia. Powrót" Marcin Podlewski

Glebia Powrót - Marcin Podlewski

Na Tych, którzy Odeszli! Chyba trzeba zmienić  to powiedzonko, ponieważ, Ci, którzy odeszli, powrócili. Zaglądamy dzisiaj do kapitana Myrtona Grunwalda i jego wiernej załogi Wstążki, czyli podejście do Space Opery numer 2.

 

Historia nieco się rozwinęła, jednak najważniejsze wydarzenie opisałem już we wstępie. W pewnym momencie wszyscy muszą zacząć współpracować aby stawić czoło nowemu/staremu wrogowi. Nasze 3 główne linie narracyjne również się łączą, przede wszystkim książe Nat oraz genohakerka Kirke Bloom. Autor wprowadza też kilka nowych postaci, które mile rozszerzają istniejący świat. Streszczanie fabuły jest tutaj niezwykle trudne. Po pierwsze, nie znając pierwszej części nic wam to nie da, po drugie co bym nie zdradził będzie traktowane jako spoiler, który prawdopodobnie już popełniłem w drugim zdaniu tej recenzji. Dlatego powstrzymam się od większych wtrąceń fabularnych. Napiszę tylko, że stosunkowo mało mamy tu do czynienia z wydawać by się mogło głównym bohaterem, a więc Myrtonem a akcent położony został na innych.

 

Im dłużej poznajesz bohaterów, tym bardziej się z nimi zżywasz. Jest to prawda mająca mająca tutaj swoje przełożenie. W pierwszym tomie nie mogłem do końca byłem przekonany co do ich kreacji, ale jak się okazało potrzebowałem dodatkowych kilkuset stron. Na ten moment mogę powiedzieć, że znam głównych bohaterów i z zainteresowaniem śledzę ich dalsze losy. A więc zostałem wciągnięty przez space operę :) Nie wiem na ile tomów autor przewidział tą serię, ale mam wrażenie, jeszcze przed przeczytaniem trzeciego tomu, że tom pierwszy to wstęp. Tom drugi rozwinięcie natomiast finał otrzymam w kolejnym tomie. 

 

"Głębia. Powrót" to bardzo udane rozwinięcie pierwszej części. Solidne i warte przeczytania, jeżeli nie byliście do końca przekonani po pierwszym tomie. Jeżeli "skokowiec" przypadł Wam do gustu, to ta pozycja staje się wręcz obowiązkowa

"Stop prawa" Brandon Sanderson

Stop prawa - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

Wracamy do świata znanego z trylogii "Z mgły zrodzonego". Autor chciał pokazać czytelnikom, że świat fantasy nie jest statyczny i może ewoluować. Byłem ciekaw jak mu to wyszło, więc wziąłem się do lektury.

 

Jeżeli pamiętacie co się stało ze światem w finale poprzedniej trylogii i byliście ciekawi jak to się potoczyło, to macie taką możliwość. Akcja ma miejsce około 300 lat później i świat wyraźnie się zmienił. Najlepszym porównaniem jest końcówka XIX wieku, gdzie zaczyna się rewolucja przemysłowa, a broń palna jest na porządku dziennym. Główny bohater to Waxillium, szlachetnie urodzony facet, który nie mógł wytrzymać w stolicy, więc wyruszył w dzikie regiony świata, aby stać się tam stróżem prawa. Po jakimś jednak czasie musi wracać i zająć się interesami rodziny, co oznacza odłożenie rewolwerów do pudła i przypomnienie sobie jak obracać się wśród elit. Jednak gdy coraz śmielej zaczyna sobie poczynać pewien gang złodziei Wax zmobilizowany przez Wayna swojego partnera, który niespodziewanie go odwiedza postanawia się temu przyjrzeć. 

 

Świat się zmienił ale i system magii nieco ewoluował. Nie ma już ścisłego podziału na allomantów i feruchemików. Po odnowieniu świata możliwym się stało mieszanie tych mocy. Tym sposobem i Wax i Wayne posiadają obydwie z tych mocy, co daje bardzo duże możliwości. Główny bohater jest w stanie zarówno odpychać metale jak i zmieniać swój ciężar. Wayne natomiast ma przyśpieszoną regenerację połączoną z możliwością tworzenie wokół siebie bańki zwolnionego czasu. Jak widzicie połączenia robią się bardzo różnorodne, ale i nieco zbyt wymyśle wg mnie. Manipulacja czasem jest już bardzo potęzna, a zapoznając się z dopiskami na końcu książki można zauważyć jeszcze więcej dziwnych umiejętności. Nie wiem, czy nie idzie to w stronę zbytniej komplikacji. Sama historia jest bardzo poprawna ale dla mnie zbyt mało rozbudowana. Może po prostu przyzwyczaiłem się do poprzednich ksiażek Sandersona które były obszerniejsze. "Stop prawa" liczy sobie raptem 300 stron, co patrząc na poprzednie książki ( ok 800) jest skromne. Podobnie ma się rzecz ze światem. Tutaj mamy do czynienia z jednym lokalnym problemem, który ma jakieś potencjalne rozwinięcie pojawiające się na koniec książki. Nie dowiedziałem się niczego więcej o świecie i nie czułem zagrożenia "globalnego", którym charakteryzuje się proza Sandersona. Może będzie to rozwinęte w kolejnych tomach. Poczekamy, poczytamy.

 

"Stop prawa" to bardzo solidna lektura pozwalająca na obserwację zmiany świata na przestrzeni kilkuset lat. Jest to ciekawy zabieg, szczególnie dla fanów serii, jednak dla mnie to trochę za mało abym w pełni oddał się lekturze. Ciekaw jestem rozwinięcia tej historii lecz na ten moment wolę pierwszą trylogię

"Głębia. Skokowiec" Marcin Podlewski

Glebia Skokowiec - Marcin Podlewski

Na przestrzeni ostatnich kilku lat czytałem starsze i klasyczne Sci-fi, aby nie być ignorantem gdy mówiłem, że nie lubie tego gatunku literackiego. Ca zaskakujące, okazało się, że te klasyczne już utwory bardzo przypadły mi do gustu. Dlatego więc postanowiłem przełamać się i dać szansę obecnemu nurtowi. Wziąłem się po pierwsze za współczesne sci-fi a po drugie za rodzime. Tym oto sposobem padło na "Głębię". Jeżeli chcecie się dowiedzieć, czy ten eksperyment miał sens, czytajcie dalej.

 

Akcja powieści ma miejsce w odległej przyszłości, gdzie nie ma już Ziemi, a ludzkość poprzenosiła się na inne planety w innych układach słonecznych. Miejsce też miały dwie barzo poważne wojny. Pierwsza z Obcymi, a następna z Maszynami. W konsekwencji tego ponad 90% Galaktyki zostało "wypalone" a więc nie zdatne do zamieszkania. Na tym marnym procencie światów zamieszkują ludzie tworząc różne ugrupowania. Największym i najważniejszym z nich jest Zjednoczenie. Znajdą się również fanatyczni wyznawcy Maszyn, wielbiciele Obcych, Ksiestwa Graniczne i jeszcze kilka innych odłamów. Wewnątrz tego świata osadzeni są nasi bohaterowie, których można podzielić na 3 grupy.

Pierwsza i najważniejsza to kapitan Myrton Grunwald wraz z nowo skompletowaną załogą, na nowym statku (tytułowym Skokowcu) zwanym Wstążką, który ma ciekawą historię. Ich wzajemne poznawanie się ,a raczej zapoznawanie czytelnika z ich przeszłością jest osia tej książki. Jakby na tym poprzestać to już by wystarczyło, ale mamy jeszcze kilka bonusów.

Natrium Ybessen Gatlark to książe jednego z Księstw Granicznych dotknięty nie do końca wytłumaczoną chorobą zwaną Psychofizją. Wyrusza on na rejs na rozpadającym sie starym niszczycielu Płomieniu i najwidoczniej ma swoje ukryte cele z nim związane.

Ostatnia i najmniejsza grupa to Kirke Bloom, czyli uzdolniona hakerka, która z nieznanych nam powodów musi uciekać z jednej z planet. Jej losy mają najmniejszy udział w powieści.

Jak można się domyśleć losy tych wszystkich bohaterów w pewnym monecie się splotą ze sobą, a impulsem do tego będzie tajemniczy ładunek przejęty przez Wstążkę.

 

Bardzo niewiele brakowało, abym w ogóle tej książki nie skończył. A to dlatego, ponieważ pierwsza jej część zawiera wszystko to czego w sci-fi nie lubię. Całe mnóstwo technologicznego bełkotu (dla mnie bełkot, możliwe, że dla innych to zrozumiałe treści) który zalewał mnie z każdej strony bez nawet odrobiny wyjaśnienia. Dodatkowo mamy jeszcze koncepcję podróży międzygalaktycznej, która jest żywcem zaczerpnięta z jednego z opowiadań Kinga. Wszystko było przeciwko tej ksiażce.

 

Autor wrzuca nas na głęboką wodę i albo przełkniemy ten zabieg zanurzenia w nowej rzeczywistości, albo utoniemy. Ja w ostatniej chwili przed zadławieniem się chwyciłem jeszcze jeden haust wytrwałości i dzięki temu przeżyłem. Serio, baaardzo dawno nie miałem książki z tak dużym progiem wejścia. Wcześniej był to chyba "Czarny ocean" Dukaja, ale tam nagroda była zupełnie inna. Inna, ponieważ Dukaj dał mi wtedy książkę głęboką i otwierającą moje postrzeganie świata na zupełnie inne spektrum.

A co mi zaoferowała "Głębia"? Telenowelę. Trzeba bowiem jasno sobie powiedzieć, że jest to Space Opera. Tak jak niegdyś zasiadało się do Bonanzy lub innych filmów opowiadających o odkrywcach dzikich krain, tak teraz autor zaprasza nas na eksplorację nieznanych  lub zapomnianych części galaktyki. Takie historie potrafią się ciągnąć bardzo długo pod jednym warunkiem. Bohaterowie zyskają naszą sympatię. Bo to wokół nich trzeba zbudować przygody i ich perypetie są motorem napędowym całej serii. Do tej pory kontakt ze Space Operą miałem przy okazji serialu Firefly. Tzn chciałbym aby serial ten stał się Space Operą, bo po nakręceniu pierwszego sezonu został niesprawiedliwie anulowany (Damn you FOX!!). I wiecei, co? Bardzo mi się spodobał. A co za tym idzie z automatu zacząłem porównywać go z lekturą. I to porównanie wyszło całkiem nieźle, ponieważ bohaterowie "Głębi" są bardzo interesujący. Może dlatego, żę mają bardzo różnorodne charaktery, a może dlatego, ze ledwo co ich poznaliśmy. Pierwszy tom bowiem pozwala nam tylko liznąć ich przeszłość nie mówiąc już o bieżących wydarzeniach. Dlatego też tragicznym początku uznałem, że przy najbliższej okazji sięgnę po drugą cześć, aby zweryfikować swoje przypuszczenia.

 

"Głębia" jest powieścią z gatunki Space Opera i tak trzeba ją oceniać. NIe jest to proste, ponieważ dopiero co poznajemy jej trzon, a wiec bohaterów. Mimo niezwykle trudnego dla mnie początku lektury udało się wciagnąć w tą historię. Może jest to za duże słowo, bardziej zainteresować. TO zainteresowanie sprawiło, że z czystej ciekawości przeczytam kolejny tom. To chyba niezła rekomendacja, co nie?

"Krwawe zwierciadło" Brent Weeks

Krwawe zwierciadło - Brent Weeks

Po krótkiej przerwie wracamy do świata, gdzie rządzą kolory. Jedno z moich literackich odkryć tego roku, czyli seria "Czarny pryzmat" ma już czwarty tom. Nie ma wymówek, trzeba było przysiąść i czytać, tym bardziej, że okres świąteczny sprzyjał lekturze.

 

I na dzień dobry mam zgryz jak tu przedstawić zarys fabuły dla kogoś, kto nawet pierwszego tomu nie tknął a jednocześnie fanowi, który zastanawia się czy sięgnąć po najnowszą część (żarcik, fan się nie zastanawia, bierze w ciemno). Jak wytłumaczę dokładnie nowemu, to zdradzę zbyt dużo doświadczonemu. Jeżeli natomiast powstrzymam się od spoilerów, to czytelniczy neofita pojęcia nie będzie miał co się dzieje. Hmmm... Spróbujmy więc opisać nieco inaczej.

Książka opowiada historię kilku głównych bohaterów, którzy umiejscowieni są w świecie, gdzie magia mocno wiążę się z kolorami. Gavin był kiedyś najpotężniejszym człowiekiem na świecie, teraz natomiast sam trafił w swoje wymyślne pułapki i zastanawia się czy jest jeszcze sens walczyć o kolejny dzień życia. Okaleczony wrak dawnego siebie popada w szaleństwo dzięki któremu odkrywa swoją przeszłość. Dzięki temu znajduje jeszcze dla siebie nikłą nadzieję.

Karris niegdyś wojowniczka teraz jedna z najważniejszych osób na świecie stoi na czele Państwa, które bez odpowiedniego przywódcy upadnie w wyniku rebelii. Musi być bezwzględna i pragmatyczna przekładając los kraju nad dobro bliskich.

Teia, młoda adeptka magii zaraz po akademii, która z racji swoich umiejętności zostaje zwerbowana do najniebezpieczniejszych akcji. Chcąc ocalić kraj przed upadkiem zgadza się na odgrywanie roli podwójnego szpiega i skrytobójcy. Z każdym kolejnym zadaniem traci cząstkę swego człowieczeństwa, ale to dla większego dobra. Jak wiele jest w stanie stracić siebie i czy nie zagubi się w intrygach?

I w końcu Kip, młody dowódca zbuntowanych absolwentów akademii chcących na własną rękę powstrzymać wojnę. Błyskotliwy, przebiegły ze zmysłem przywódcy lecz jednocześnie z niska samooceną. Inni w niego wierzą, lecz on sam jest tym zawstydzony. Dodatkowo musi stawić czoło nowemu zagrożeniu, którym jest... nowo poślubiona żona. W kwestiach damsko-męskich  Kip jest totalnym szczawikiem.

Losy tych wszystkich bohaterów oczywiście przeplataja się ze sobą i tworzą spójną całość, która odsadzona jest w jednej z ciekawszych wizji świata i systemu magii z jakim miałem do czynienia.

 

Po lekturze czwartego tomu dochodzę do wniosku, że autor uwielbia zaskakiwać czytelników. Ale nie chodzi mi o zwykłą niespodziankę, a odwrócenie sytuacji o 180 stopni.Jakimś prostym zabiegiem jest w stanie zmienić całkowicie nasze spojrzenie na wydarzenia z przeszłości. Nie inaczej jest i tym razem. Między innymi dowiadujemy się w końcu skąd się wzięła nazwa całej serii(czekać do czwartego  tomu, żeby dowiedzieć się co oznacza tytuł tomu pierwszego...)Oczywiście nie mogę zdradzić co zostało "przestawione" lecz uwierzcie mi, jest nieźle. Czemu tylko "nieźle"? Bo ksiażka jest trochę rozwodniona. Byłem mocno zaskoczony gdy tak po prostu się skończyła. Bez żadnych fajerwerków czy zawieszenia akcji. Po prostu nie było już kolejnego rozdziału. Dostaliśmy zajawkę czegoś poważniejszego co zapewne wydarzy się w ostatnim tomie, a później cichosza.  Dodatkowo kilka postaci zostało mocno okrojonych lub zupełnie pominiętych (patrz Zymun). Z jednej strony rozumiem, bo świat mocno się rozrósł(wystarczy spojrzeć na spis postaci pod koniec książki) i nie można wszystkim poświęcić tyle samo czasu, z drugiej jednak szkoda.Czytało mi się bardzo dobrze, jak i poprzednie części serii, lecz odczuwam pewien niedosyt. Myślę, że ksiażka ta mogła by być dużo lepsza gdyby okroić część treści niewiele wnoszacych i przyśpieszyć akcję, lub też paradoksalnie odwrotnie rozwinąć te watki przez co pewnie wydłużyć całą serię ale kosztem dogłębnego zrozumienia.

 

"Krwawe zwierciadło" to bardzo dobra pozycja fantasy i niezła kontynuacja cyklu.Trochę mu brakuje do poziomu wcześniejszych tomów, ale bądźmy szczerzy, fani i tak po nią sięgną, natomiast nowicjusze nie rozpoczną od czwartej części :) Ja już wyczekuje zakończenia serii i czym tym razem autor mnie zaskoczy

"Wiatr" Marcin Ciszewski

Wiatr - Marcin Ciszewski

Był Śnieg, był Upał teraz czas na Wiatr. "Pogodowa Seria" jak ją nazywam w domu ma się całkiem nieźle i powstają kolejne tomy. Sprawdźmy więc w jakie tarapaty wpakuje się tym razem Jakub Tyszkiewicz, bo co do tego nie można mieć wątpliwości.

 

Jakub to gliniarz z niewielkim stażem. Wraz z kumplem Stanisławem Krzeptowskim byli żołnierzami lecz różne okoliczności zmusił ich do odejścia i wstąpienia do policji. Ich historię poznać możemy dokładniej w poprzednich tomach, lecz tutaj nie jest istotna. Tym razem bowiem obaj panowie wraz z żona Jakuba wybierają się na Sylwestra. Jak widać powiesć całkiem na czasie. Sylwester jest dosyć nietypowy, ponieważ na Kasprowym Wierchu spędzany z grupką ludzi którzy uczęszczają na co dzień do wspólnego klubu fitness. Niestety wzmagający wiatr stawia tą wyprawę pod znakiem zapytania. Co więcej okazuje się, że jednym z członków imprezy interesują sie służby specjalne. Uwięzieni na szczycie Kasprowego czeka ich konfrontacja zarówno z komandosami jak i pogarszającą się pogodą.

 

Nie znacie opisanych powyżej bohaterów? NIc nie szkodzi. "Wiatr" pod względem chronologicznym jest prequelem pierwszego tomu, jednak nie wymaga on jego znajomości. Tak na prawdę, jest opis pierwszego spotkania naszych gliniarzy z Benem Barlowem, który pojawia się na kartach kolejnych książek. Można się wziąć za tą książkę zarówno na przywitanie z serią, jak i już po przeczytaniu wcześniejszych książek. A co znajdziemy w środku? Dokładnie to, do czego przyzwyczaił mnie autor już wcześniej. Przede wszystkim mnóstwo akcji .Miłośnicy powieści policyjnych i z siłami specjalnymi w tle będą zachwyceni.W połączeniu ze zgrabnie skrojonymi bohaterami i bardzo przyjemną narracją  lektura praktycznie sama się czyta. Nie znajdziemy tu jednak pogłębienia sylwetki bohaterów. Na to był czas we wcześniejszych tomach. "Wiatr" należy traktować jako lekkie i płynne wejście w tematykę. W swojej kategorii jest idealne.

 

'Wiatr" jest doskonałym przykładem jak można pisać dynamicznie, ciekawie i płynnie. I to jeszcze po polsku. I o Polsce. Dla amatorów literatury sensacyjnej pozycja obowiązkowa. Dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swój romans z tym gatunkiem również serdecznie polecam. Prawdopodobnie zostaniecie wciągnięci w jedną z lepszych serii o tematyce policyjno- sencjacyjnej

"Młody" Magdalena Kozak

Młody - Magdalena Kozak

Troche wody w Wiśle upłynęło odkąd czytałem ostatnią książkę o wampirach z ABW. Jednak wspomnienie pozostało bardzo korzystne, dlatego też gdy usłyszałem o kolejnym tomie od razu trafił na mój radar. Jeżeli pisarz postanawia wrócić do swojego cyklu po 9 latach, to od razu pojawia się pytanie, czy robi to dla kasy, aby odcinać kupony czy też faktycznie tyle czasu zajęło mu stworzenie kolejnej części. Z taką obawą podszedłem do lektury szukając odpowiedzi. Co otrzymałem? Czytajcie dalej.

 

Od razu zaznaczę, że bez znajomości poprzednich tomów będzie ciężko. Nie ma żadnego przypomnienia historii czy też zabiegu literackiego, który odświeża nam pamięć. Przez to pierwsze kilkadziesiąt stron jest ciężkie w odbiorze nawet dla kogoś kto zna dzieje Vespera, ale zapoznał się z nią blisko dekadę temu. Dla nowych czytelników mam tylko jedną radę: czytajcie dopiero po skończeniu poprzednich części A więc Vesper został nowym Lordem Nikt i założył własny ród Inanitów zgodnie z wolą Uśpionego. Jednak jeżeli myślicie że teraz będzie miał z górki to jesteście w błędzie. Trzeba zapewnić swojemu rodowi wikt, opierunek i zajęcie. A co gorsze trzeba się dogadać ze starymi Lordami, bo bez ich wsparcia Nowy nic nie zdziała .Zamiast więc szturmu na polu walki Vesper zagłębić się musi w polityczne machlojki i układziki. Jako Lord Nikt ma pilnować równowagi pomiędzy rodami, więc najwyższa pora aby się wprawiał. Co gorsze, ktoś szykuje zamach na wampirzy ród i najwyraźniej jest to przeciwnik z zewnątrz. Pora znaleźć kreta i się z nim rozprawić.

 

Tak jak wspomniałem wcześniej jesteśmy rzuceni na głęboką wodę. Nie dowiemy się skąd się wzięły wampiry, jakie posiadają moce i jakie są między nii podstawowe zależności. W tym celu należy zapoznać się z pierwszymi trzema tomami o Vesperze. "Młody" jest bowiem bezpośrednią ich kontynuacją skierowaną do fanów a nie nowych czytelników. Po kilkudziesięciu stronach jednak zaczynamy wpadać w odpowiedni rytm czytelniczy. A jest on całkiem niezły. Autorka lubi dynamiczną narracje i na brak nudy nie ma co narzekać, Jej bohaterowie do ludzie( czy też wampiry) czynu więc nie będą siedzieć i się nudzić a my razem z nimi. Jest szybko, jest intensywnie i jest po męsku. Magdalena Kozak pisze bardzo męskie książki i trzeba się na to przygotować. Jest wóda, sex, strzały i przekleństwa. I dobrze, bo to dodaje wiarygodności jej postaciom. Mówiąc o bohaterach mamy cały przekrój poprzednich znajomych, lecz pojawia się też kilka nowych nietoperków. Na szczególną uwagę zasługuje Ignis. Ze względu na niego mam szczerą nadzieję, że będą kolejne części.

 

Odpowiadając bowiem na pytanie postawione we wstępie nie jest to odcinanie kuponów od poprzedniego dzieła. Po pierwsze nowy czytelnik będzie całkowicie zagubiony, wiec nie jest to pozycja dla niego. Fabuła oraz postacie są przemyślane, a zakończenie można uznać za zamknięte, co w przypadku zamiaru pisania całej sagi raczej się nie zdarza. Jednak te kilka nowych postaci wprowadza wątki, które chętnie bym zgłębił. Mam tylko nadzieję, że nie będe musiał czekać 9 lat :)

 

"Elantris" Brandon Sanderson

Elantris - Brandon Sanderson, Aleksandra Jagiełowicz

Nadrabiam zaległości i sięgam po pierwszą ksiażkę Sandersona. Skoro wskoczył juz to mojego TOP autorów to najwyższy czas aby poczytać wcześniejsze jego pozycje. Dlatego też wziąłem się za nowy świat i nowych bohaterów .Zobaczmy jak Sanderson pisał kiedyś.

 

Elantris to cudowne miasto w Arelonie, w którym mieszkają ludzie, którzy potrafią władać magią i tworzyć rzeczy niemożliwe. Raz na jakiś czas w nocy losowe osoby dostępują "uświęcenia" i mogą dostąpić zaszczytu zamieszkania w Elantris. Wszystko jednak się zmieniło 10 lat temu. Zamiast stać się świętymi, ludzie zaczęli zmieniać się w zmarłych, którzy jednak nie mogą umrzeć. Mają zachowaną świadomość, lecz ich serce nie bije. Wygladają jak trupy i nigdy nie przestają odczuwać bólu. Elantris wjednej chwili z raju zamienia się w miasto żywych trupów. Co gorsze, przemiany nadal zachodzą i raz na jakiś czas do miasta wrzucany jest kolejny nieszczęśnik,który nie miał szczęścia. W takim oto świecie poznajemy naszych bohaterów. Książe Raoden jest synem króla Arelonu. Jak się okazuje wysoko urodzonych przemiana nie oszczędza. W tajemnicy zostaje wrzucony do Elantris gdzie musi sobie poradzić w nowym otoczeniu. Książniczka Serene  z Treodu właśnie jechała do Raodena aby go poślubić wiążąc obydwa państwa sojuszem. Trochę się zdziwiła, gdy po przyjeździe okazało się, że jest wdową. Nie wyznano jej oczywiście jaka hańba dotknęła jej narzeczonego, łatwiej było upozorować śmierć. Ona też musi się odnaleźć w nowym kraju, w nowej sytuacji tym bardziej, że do miasta przybył Hrathen, wysoki kapłan obcej religii i imperium. Jest on trzecią osobą tej historii. Ma za zadanie nawrocić kraj na swoją wiarę, inaczej za kilka miesięcy jego władca najedzie i zniszczy Arelon. Albo przekona cały kraj do zmiany wierzenia albo zostaną wyrżnięci, niewdzięczne zadanie, prawda?

 

Wokół tej trójki kręci się cała historia, która jest bardzo wciągająca. Jest odkrywanie tajemnic umarłego miasta, są wątki polityczne i ukryte intrygi. każdy znajdzie tu coś dla siebie. Przytłaczać mozę trochę natłok postaci, które autor nam przedstawia. Po 3 dnia bez czytania byłem lekko zdezorientowany, ale szybko wróciłem na odpowiednie tory. Tak na prawdę, to nie mam za bardzo do czego się przyczepić. Z perspektywy jednak kolejnych powieści, widać, że jest to pierwsza książka Sandersona. Świat, który wykreował jest bardzo dobrze zaprojektowany, lecz nie jest tak monumentalny jak kolejne. W zasadzie to skupił się na jednym mieście, które ma związek z krajem. Później jego wizje są bardziej globalne. Również w bohaterach można się doszukać pierwowzorów późniejszych postaci. Któryś już raz zauważyłem, że Sanderson świetnie by się sprawdzał w pisaniu książek dla kobiet. Drogie panie, nie chciałybyście poczytać o księżniczce, która w dzień ślubu została wdową i przed nią nowe życie na nieznanym dworze? Podobnie jak w 'Siewcy" wojny kobieca postać jest bardzo mocno zarysowana. Mnie najbardziej do gustu przypadł czarny charakter, a więc Hrathen. Niby to ten zły, ale jednak ma szlachetne przesłanki i nie jest sztampowym złym gościem. jego postać ma bardzo wiele dylematów i dzięki temu przemawia do mnie.

 

"Elantris" to bardzo dobra książka w stajni Sandersona. Widać, że pisząc jej nie doszedł jeszcze do szczytu swoich możliwości, ale nie przeszkadza to w odbiorze. Dla każdego fana fantastyki polecam z czystym sercem. Odjąłem pół gwiazdki, bo znam jego późniejsze książki, w przeciwnym wypadku ocena była by na pewno wyższa

 

"Virion. Wyrocznia" Andrzej Ziemiański

Virion. Wyrocznia - Andrzej Ziemiański

Pamiętacie kim był Virion w świecie Achai? To ten szermierz natchniony co sam był w stanie pokonać całą armię. Jeżeli zastanawialiście się skąd się wziął, gdzie nauczył się tak walczyć i generalnie jaka była jego historia, to Ziemiański właśnie spełnił wasze marzenia. Proszę Państwa, wracamy do świata pierwszej serii o Achai.

 

Treść tej powieści jest dosyć sztampowa. Mamy młodego szlachetnie urodzonego chłopaka, który jednak niczym szczególnym się nie wyróżnia. No ma dobry słuch(trochę mało powiedziane) ale to tyle. Do czego niby mu się to przyda. W nauce całkiem niezły, ale bez szału. W biegach dobry ale tylko na długi dystans, ale to bezwartościowa umiejętność. W szermierce natomiast miernota w końcu stawki. W kontaktach z dziewczynami jeszcze gorzej. I tak poznajemy młodzieńcze lata Viriona poznając jego znajomych, przeżywając pierwszą miłość i powoli wkraczamy z nim w dorosłość, a więc ukończenie Gimnazjonu. Wtedy następuje zwrot akcji i z zamożnego ale jednak szaraczka zmienia się w kryminalistę czekającego na proces. Tam poznaje inne życie i nabiera charakteru. Później mamy próbę ucieczki wraz ze wszystkimi konsekwencjami i pościgami. Tak więc nasz niewinny na początku bohater mężnieje i przechodzi metamorfozę.

 

Jestem rozdarty tą książką. Z jednej strony fajnie ukazali młodość głównego bohatera wraz z tymi wszystkimi aspektami dorastania a więc alkoholem i dziewczynami. Takie miłe w czytaniu czytadło dla młodzieży .Nic odkrywczego i nowego, czytaliście to juz z 50 razy ale i tak przeczytacie. Później natomiast Viriona, który jest w stanie zabić człowieka tak z zimną krwią i wyrachowaniem. I to jeszcze nie jednego, a przypominam, że z szermierki to on był noga. Trochę za dużo tu szczęścia w tych potyczkach. Jasne, on będzie w stanie całą armię wybić do nogi, ale jak się nauczy walczyć, a w tym tomie to nic nie umie. Bo generalnie nie wiele się dzieje w tej powieści. Mamy bardzo mało wyjaśnione odnośnie jego zdolności i jak się rozwinęły, prawdopodobnie to się zmieni w kolejnych tomach. Jedyne dwie rzeczy, które skłaniają do zastanowienia to stara kobieta pojawiająca się w połowie książki i żona Viriona będąca totalną zagadką. Dla tych dwóch wątków sięgnąłbym po kolejny tom. 

 

'Virion"  nie wyróżnia się niczym na tle innych podobnych powieści. Pełni raczej funkcję wprowadzenia do historii, która dopiero będzie opowiedziana. Dosyć długiego 500 stronicowego wprowadzenia. Część powie, że to skok na kase Ziemiańskiego. Jan odpowiem sobie na to pytanie dopiero po skończeniu całego cyklu. mam nadzieję, żę później będzie lepiej

"Miologia Nordycka" Neil Gaiman

Mitologia Nordycka - Neil Gaiman

Lubicie wikingów? No jasne, że lubicie. A ich bogów? Thora, Odyna, Lokiego i innych? Zanim odpowiecie trzeba sie chwilę zastanowić, który wizerunek staje nam przed oczami. W ostatnich latach, dzięki rosnącej popularności filmowych adaptacji komiksów Marvela obraz ten się zmienił. Otóż zapomnijcie o przystojnym Thorze w wykonaniu 

Chrisa Hemswortha. Bogowie Asgardu są zupełnie inni i dzięki Gaimanowi poznacie ich na nowo.
 
Książka składa się z najważniejszych mitów zebranych razem i napisanych w nowej, współczesnej wersji. Więc nie ma co szukać jakichś niespodzianek. Jeżeli znacie tą mitologię, to nie znajdziecie nic nowego. Jeżeli natomiast jest to wasze pierwsze spotkanie z nią, to będzie pozycja idealna dla Was. Czytałem bowiem wcześniej mity nordyckie których przekład ma juz kilkadziesiąt lat i wersję obecna czyta się  o wiele przyjemniej. Ale to tylko tyle. Dla laików nordyckich polecam serdecznie. Wielbiciele i znawcy nie znajdą tu nic nowego ani odkrywczego. Oceny też żadnej nie wystawię, ponieważ autor zebrał razem wcześniejsze dzieła bez większego swojego wkładu. Trochę za mało, sprawiedliwie ocenić

 

"Czarna Madonna" Remigiusz Mróz

Czarna madonna - Remigiusz Mróz

Pan Mróz gdzieś mi się przewijał na półkach księgarni wszelakich. A tu jakiś thriller prawniczy, a to jakaś dobra sensacja. Że młody, zdolny, płodny. Trochę się o człowieku słyszało, dlatego nie dziwota, że postanowiłem sam ocenić jego twórczość. Wybieranie książki nie trwało długo, po prostu chwyciłem pierwszy audiobook, który był dostępny. Dlatego też nie miałem żadnych oczekiwań przed lekturą. No troszkę się zdziwiłem, bo miał być thriller prawniczy a tu cos takiego. Zresztą sami zobaczycie.

 

Filip, nasz główny bohater był księdzem. Był, bo zrzucił sutannę i szykuje się na ślub z Anetą. Jest jednak dalej blisko z instytucja Kościoła, ponieważ uzyskał dyspensę. Na kilka miesięcy przed ślubem, Aneta miała udać się do Jerozolimy, Niestety samolot którym leciała zniknął z radarów. w połowie trasy. Nie jest to jednak zwykły przypadek, ponieważ  z czasem okazuje się, że udział w tym miały siły nadprzyrodzone. Czy czyste, czy nieczyste jest niepewne aż do końca. Filip starając się rozwikłać tą zagadkę coraz mocniej zagłębia się w historie sprzed wielu lat, a z czasem zaczyna odczuwać obecność czegoś niepokojącego. Czegoś co może chciec przejąć nad nim kontrolę.

 

Nie oszukujmy się, ta książka jest o opętaniu. I tego się absolutnie nie spodziewałem. Myślałem, że będzie coś o terroryzmie, albo o tematyce politycznej. A tu horror religijny jak to określił sam autor. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Tym bardziej, że pisarz odrobił pracę domową i bardzo głęboko kopał w celu znalezienia rzetelnych informacji i o opętaniu i o egzorcyzmach. Trochę o historii Kościoła też się można dowiedzieć. Bardzo mi to zaimponowało. Same opisy egzorcyzmów są chyba jedne z najlepszych w dostepnej literaturze. Podejrzewam, że podczas czytania możńa było dostać dreszczy. Podejrzewam, ponieważ ja miałem przyjemność słuchać audiobooka w wykonaniu pana Gosztyły. Jego interpretacja tekstu była tak przekonująca szczególnie głosy demonów, że niejednemu będzie się to śniło po nocach. Mistrzostwo świata!  Jednocześnie irytował mnie główny bohater w swojej naiwności. Miał zaniki pamięci, w nocy robił dziwne rzeczy, z ust wydostawał mu się szlam albo smoła i nie mógł wejść do kościoła .Ale nadal nie wpadł na to, że może jest opętany! Duchowny, który ma sporą wiedzę teoretyczną i nawet jest w stanie powiedzieć kilka słów o jednym z najsłynniejszych egzorcyzmów możę być aż tak ślepy? Dopiero gdy bliska mu osoba rzuca mu to w twarz następuje oświecenie. Tak to było bardzo wkurzające. Drugą rzeczą, która mi się nie podobała, to zakończenie ,a dokładnie wytłumaczenie chronologicznie co i dlaczego. Rozumiem koncepcję, że zarówno Bóg jak i Diabeł są poza czasem, i dla nich nie ma takiej ciągłości czasowej jak dla ludzi .Ale pomysł z "podróżowaniem" w czasie albo egzorcyzmami wstecznymi (to moja autorska nazwa, aby nie zdradzić fabuły) jest zbyt zagmatwany na mój gust. Równie przesadzone jest zakończenie, a dokładnie to co Filip ze sobą robi. Idąc zgodnie z nauką Kościoła, którą sam autor przywołuje Bóg nigdy by nie wymagał od swojego sługi czegoś takiego. Nie i koniec.

 

"Czarna Madonna" to zaskakujaco dobry horror. Jeżeli chcecie poczytać o nawiedzeniach, egzorcyzmach, końcu świata i demonach to pozycja dla Was. Szczególnie polecam wysłuchanie audiobooka, który potęguje nastrój. I gdyby tylko to było tematem książki to mógłbym postawić tu kropkę. Niestety przez zawiłe i z punktu widzenia Kościoła (jak i autora, bo sam to przywoływał wcześniej) nielogiczne zakończenie muszę ocenę zaniżyć i przestrzec uważnego czytelnika .Czytajcie, ale wiedzcie, że można by to lepiej zakończyć

"Bohater wieków" Brandon Sanderson

Bohater wieków  - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

No i stało się, pierwsza seria Sandersona za mną. Wszystko dzięki wyjazdowi powakacyjnemu podczas którego sporo czasu spędziłem na lotnisku i innych środkach komunikacji. Gdyby nie opóźnienia i przesiadki nie dałbym rady :) A tak serio to i tak miałem chrapkę na ten tytuł, więc wiele dłużej by mi nie zajęła lektura w normalnych okolicznościach.

 

W "Bohaterze wieków" akcja ma miejsce dwa lata po poprzednim tomie. I wcale nie jest dobrze. Po tym jak Vin uwolniła coś ze Studni Wstąpienia świat zaczyna umierać. Mgły zabijają ludzi, wulkany wyrzucają coraz więcej popiołu do atmosfery a coraz częstsze trzęsienia ziemi dopełniają obrazu całości. Elend wraz z Vin starają się jakoś uratować ludzkość podążając za wskazówkami pozostawionymi przez Ostatniego Imperatora, ale nie jest to wcale proste.

Akcja rozdzielona jest pomiędzy kilka głównych miast. Elend z Vin oblegają twierdze na zachodzie, gdzie znajduje się ostatnia wskazówka. Breeze i Sazed starają sie opanować sytuację w dawnej siedzibie rodu Venture na wschodzie przy pomocy Spooka, który został tam wysłany jako szpieg rok wcześniej. Natomiast Ten-Soon powróciwszy do swojej ojczyzny stara się przekonać Starszyznę o słuszności swojego postępowania. Pytanie tylko, czy to wystarczy do ocalenia świata.

 

Mimo rozdzielenia akcji na kilka miast nie czuć uszczerbku na płynności wydarzeń. Oczywiście niektóre postacie śledziłem dużo chętniej niż inne, ale dokładnie tak samo miałem chociażby z "Władcą pierścieni" więc to naturalne. Co dla mnie najistotniejsze autor podomykał wszystkie rozpoczęte wątki z poprzednich części. Każde niedomówienie, które mnie intrygowało zostało szczegółowo wytłumaczone. To nie wszystko. Dodatkowo dorzucił tyle ciekawostek o tematyce kosmogonicznej że nawet najbardziej wybredny czytelnik będzie zadowolony. Pomijam już rozległość wymyślonego świata oraz prawa nim rządzące, bo w tym aspekcie Sanderson jest mistrzem. Na deser powiem tylko, że książka zaskakiwała mnie tyle razy, oferując świetne twisty, że spokojnie starczyło by na 3 inne pozycje.

 

"Bohater wieków" to świetne zakończenie świetnej serii. Uważam, że każdy fan fantasy powinien sie zapoznać z tą trylogią, gdyż obecnie nie ma chyba autora potrafiącego z taką lekkością tworzyć całe światy. W moim osobistym rankingu książki te uplasowują się w ścisłym topie. Nic tylko czytać

"Grimm City. Bestie" Jakub Ćwiekc

Grimm City. Bestie - Jakub Ćwiek

Mimo niechęci do tego gatunku wróciłem. Wróciłem do miasta ciemnego jak dusze jej mieszkańców i gangsterskich porachunków. Spytacie dlaczego? Bo miałem zakupiony cały komplet książek Ćwieka hurtowo. I byłem też ciekaw, czy koncepcja się nieco zmieni. Jeżeli też jesteście ciekawi to zapraszam.

 

Grimm City jak i poprzednio jest brudne, ciemne i ponure. Ale nastąpiła pewna zmiana. Otóż został zabity jeden z bossów podziemnego światka. Jest podejrzany, wszyscy czekają na proces a organizacje przestępcze do czasu jego zakończenia ogłaszają zawieszenie broni. Jednocześnie nieco na uboczu detektyw Evans dostaję sprawę seryjnego zabójcy "Drwala". Nikt sprawy nie rozwiązał i nikt mu nie pomoże, bo wszystkie oczy zwrócone są na sale sądową, gdzie lada chwila może zapaść najważniejszy wyrok w historii miasta. Możliwe jednak, że obydwie sprawy coś łączy. Może to osoba byłego boksera, który ma problemy z kontrolą agresji, a może były wojskowy, który znalazł powołanie w kościele i pomocy sierotom ulicy. Jak przeczytacie to się dowiecie.

 

W trakcie lektury załapałem w końcu koncepcje świata jaka wymyślił autor. Mamy stworzone ramy, którymi są miasto i kilka kluczowych postaci jak detektyw Evans, albo funkcjonariusz McShane lub reporterka. I w tych ramach osadzamy nową historię i jednorazowego bohatera. poprzednio był to Alfi, tym razem wspomniany wcześniej były bokser. Jest to rozwiązanie dające wiele elastyczności w prowadzeniu narracji i można dowolnie łączyć wątki poszczególnych powieści. Czuć tu mroczną stronę miasta, ale nie jest ona tak bardzo gangsterska. Tym razem spowodowane jest to opisem porwanych przez Drwala kobiet, które są dosyć mocne.Mi to nie przeszkadzało i dzięki zmniejszonemu naciskowi na wątki polityczno-układowe lepiej mi się czytało. Niestety do czasu. O ile snucie historii szło Ćwiekowi bardzo dobrze, to zakończenie wydawało mi się bardzo kiepskie. Mamy tu dwa wątki. Pierwszy jest o procesie znanego obywatela, a drugi to poszukiwanie wspomnianego Rzeźnika. W pewnym momencie ten drugi zostaje gwałtownie i brutalnie przerwany, a nie ukrywam, że to on wydawał mi się ciekawszy, zwracając na siłę naszą uwagę na ławę sądową. Nie byłem tym zachwycony.

 

"Grimm City. Bestie" to solidny kryminał noire z ciekawym rozwinięciem fabuły i kiepskim zakończeniem. Koncepcja świata i miasta jest ciekawa, ale nie na tyle, żeby mnie na dłużej przyciągnąć. Chciałbym powiedzieć, że z chęcią sięgnę po kolejna część o ile powstanie ale nie będę się okłamywał. To nie moja bajka.

Teraz czytam

Misja Ambasadora
Trudi Canavan
Żałobne Opaski
Brandon Sanderson
Bezkres magii
Brandon Sanderson