"Głębia. Skokowiec" Marcin Podlewski

Glebia Skokowiec - Marcin Podlewski

Na przestrzeni ostatnich kilku lat czytałem starsze i klasyczne Sci-fi, aby nie być ignorantem gdy mówiłem, że nie lubie tego gatunku literackiego. Ca zaskakujące, okazało się, że te klasyczne już utwory bardzo przypadły mi do gustu. Dlatego więc postanowiłem przełamać się i dać szansę obecnemu nurtowi. Wziąłem się po pierwsze za współczesne sci-fi a po drugie za rodzime. Tym oto sposobem padło na "Głębię". Jeżeli chcecie się dowiedzieć, czy ten eksperyment miał sens, czytajcie dalej.

 

Akcja powieści ma miejsce w odległej przyszłości, gdzie nie ma już Ziemi, a ludzkość poprzenosiła się na inne planety w innych układach słonecznych. Miejsce też miały dwie barzo poważne wojny. Pierwsza z Obcymi, a następna z Maszynami. W konsekwencji tego ponad 90% Galaktyki zostało "wypalone" a więc nie zdatne do zamieszkania. Na tym marnym procencie światów zamieszkują ludzie tworząc różne ugrupowania. Największym i najważniejszym z nich jest Zjednoczenie. Znajdą się również fanatyczni wyznawcy Maszyn, wielbiciele Obcych, Ksiestwa Graniczne i jeszcze kilka innych odłamów. Wewnątrz tego świata osadzeni są nasi bohaterowie, których można podzielić na 3 grupy.

Pierwsza i najważniejsza to kapitan Myrton Grunwald wraz z nowo skompletowaną załogą, na nowym statku (tytułowym Skokowcu) zwanym Wstążką, który ma ciekawą historię. Ich wzajemne poznawanie się ,a raczej zapoznawanie czytelnika z ich przeszłością jest osia tej książki. Jakby na tym poprzestać to już by wystarczyło, ale mamy jeszcze kilka bonusów.

Natrium Ybessen Gatlark to książe jednego z Księstw Granicznych dotknięty nie do końca wytłumaczoną chorobą zwaną Psychofizją. Wyrusza on na rejs na rozpadającym sie starym niszczycielu Płomieniu i najwidoczniej ma swoje ukryte cele z nim związane.

Ostatnia i najmniejsza grupa to Kirke Bloom, czyli uzdolniona hakerka, która z nieznanych nam powodów musi uciekać z jednej z planet. Jej losy mają najmniejszy udział w powieści.

Jak można się domyśleć losy tych wszystkich bohaterów w pewnym monecie się splotą ze sobą, a impulsem do tego będzie tajemniczy ładunek przejęty przez Wstążkę.

 

Bardzo niewiele brakowało, abym w ogóle tej książki nie skończył. A to dlatego, ponieważ pierwsza jej część zawiera wszystko to czego w sci-fi nie lubię. Całe mnóstwo technologicznego bełkotu (dla mnie bełkot, możliwe, że dla innych to zrozumiałe treści) który zalewał mnie z każdej strony bez nawet odrobiny wyjaśnienia. Dodatkowo mamy jeszcze koncepcję podróży międzygalaktycznej, która jest żywcem zaczerpnięta z jednego z opowiadań Kinga. Wszystko było przeciwko tej ksiażce.

 

Autor wrzuca nas na głęboką wodę i albo przełkniemy ten zabieg zanurzenia w nowej rzeczywistości, albo utoniemy. Ja w ostatniej chwili przed zadławieniem się chwyciłem jeszcze jeden haust wytrwałości i dzięki temu przeżyłem. Serio, baaardzo dawno nie miałem książki z tak dużym progiem wejścia. Wcześniej był to chyba "Czarny ocean" Dukaja, ale tam nagroda była zupełnie inna. Inna, ponieważ Dukaj dał mi wtedy książkę głęboką i otwierającą moje postrzeganie świata na zupełnie inne spektrum.

A co mi zaoferowała "Głębia"? Telenowelę. Trzeba bowiem jasno sobie powiedzieć, że jest to Space Opera. Tak jak niegdyś zasiadało się do Bonanzy lub innych filmów opowiadających o odkrywcach dzikich krain, tak teraz autor zaprasza nas na eksplorację nieznanych  lub zapomnianych części galaktyki. Takie historie potrafią się ciągnąć bardzo długo pod jednym warunkiem. Bohaterowie zyskają naszą sympatię. Bo to wokół nich trzeba zbudować przygody i ich perypetie są motorem napędowym całej serii. Do tej pory kontakt ze Space Operą miałem przy okazji serialu Firefly. Tzn chciałbym aby serial ten stał się Space Operą, bo po nakręceniu pierwszego sezonu został niesprawiedliwie anulowany (Damn you FOX!!). I wiecei, co? Bardzo mi się spodobał. A co za tym idzie z automatu zacząłem porównywać go z lekturą. I to porównanie wyszło całkiem nieźle, ponieważ bohaterowie "Głębi" są bardzo interesujący. Może dlatego, żę mają bardzo różnorodne charaktery, a może dlatego, ze ledwo co ich poznaliśmy. Pierwszy tom bowiem pozwala nam tylko liznąć ich przeszłość nie mówiąc już o bieżących wydarzeniach. Dlatego też tragicznym początku uznałem, że przy najbliższej okazji sięgnę po drugą cześć, aby zweryfikować swoje przypuszczenia.

 

"Głębia" jest powieścią z gatunki Space Opera i tak trzeba ją oceniać. NIe jest to proste, ponieważ dopiero co poznajemy jej trzon, a wiec bohaterów. Mimo niezwykle trudnego dla mnie początku lektury udało się wciagnąć w tą historię. Może jest to za duże słowo, bardziej zainteresować. TO zainteresowanie sprawiło, że z czystej ciekawości przeczytam kolejny tom. To chyba niezła rekomendacja, co nie?