zaczytany

Czytałem, czytam i czytać będę. Może więc to dobry pomysł, aby propagować to wspaniałe zajęcie i podzielić się z innymi opiniami na temat tego, co przeczytane...

"Czarny Pryzmat" Brent Weeks

Czarny Pryzmat - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Przyznam się bez bicia, poszedłem w ciemno w tą serię. Czytałem wcześniej Trylogie Cienia tego autora i gdy miałem okazję, to od razu kupiłem kolejny cykl nie patrząc nawet o czym będzie opowiadał. Rzadko zdarza mi się coś takiego, ale autor mnie po prostu przekonał. Teraz przyszedł czas na rozliczenie...

 

Weeks przenosi nas do świata w którym obowiązuje ciekawy system magii. Osoby obdarzone odpowiednia zdolnością są w stanie "krzesać" a więc wytwarzać specyficzną substancję zwaną luksynem. Zależnie od koloru, ma on różne właściwości, lecz generalnie jest bardzo uniwersalny. Istnieją jednak dwa ważne ograniczenia. Po pierwsze większość krzesicieli potrafi wytworzyć tylko jeden kolor, no czasem 2 albo 3. A po drugie, po wykrzesaniu zbyt wielkiej ilości można zwariować. I w takim świecie poznajemy Lorda Pryzmata, Gavina, który jest w stanie wytworzyć każdy kolor. Stara się on spełniać jak najlepiej powierzony mu czas, lecz ma kilka sekretów i wstydliwą przeszłość. Jednym z tych sekretów, jest grubaskowaty, 15-letni Kip, będący jego bękartem. Obydwaj dowiadują się o swoim istnieniu w dosyć mało sprzyjających okolicznościach, gdyz zapowiada się na wybuch rebelii. Obydwaj mają w niej do odegrania bardzo istotną rolę.

 

Miałem trudne wejście w tą lekturę. Po pierwsze dlatego, że autor wiele nie wyjaśnia z realiów które nam serwuje. Sam system magiczny jest wyjaśniany powoli i jeszcze wiele jest do odkrycia, czy też dopowiedzenia. Ale da się do tego przyzwyczaić. Inna kwestią jest sam pomysł oparcia czarów na kolorach. Ja już ten pomysł widziałem w książce Sandersona "Siewca wojny". nie wiem który autor wpadł na to pierwszy, ale na pierwszy rzut oka wydają się podobne. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenie. Po dokładniejszej analizie widać  wiele różnic. najwidoczniej obydwaj Panowie zafascynowali się kolorami w tym samym czasie. Ciekawy zbieg okoliczności.

A cóż można powiedzieć o samej fabule, oprócz magii? Pierwsze 1/3 troche zbyt chaotyczna, lecz później następuje bardzo ciekawy twist fabularny. A następnie kolejny. i o d tego momentu nie wypuściłem już ksiażki z rąk, aż jej nie skończyłem. Zarówno postacie Pryzmata jaki Kip'a bardzo przypadły mi do gustu. Szczególną sympatię budził ten drugi. Doskonale wiem, że taki był zamysł autora, ale poddałem się mu bez oporów. Widać lekkość pisania u Weeks'a i swobodę w kreowaniu zarówno ciekawych postaci, jak i ich przygód. Oby tak dalej, proszę Pana, bo kolejne tomy juz czekają na mnie :)

 

"Czarny pryzmat" to bardzo dobrze zapowiadający się poczatek serii. Oryginalny, intrygujacy i wciagajacy. Mam wielką nadzieję, że kolejne tomy będą trzymały jego poziom. Jedynym problemem moze być tylko brak miejsca na półce. Trzeba zainwestować w nowy regał...

"Epidemia" Robin Cook

Epidemia - Robin Cook

Pamiętacie Dustina Hoffmana, który biegał po całych Stanach poszukując tajemniczą małpkę, która rozsiewała dookoła ebolę? Tak jest, ja też oczywiście oglądałem ten hicior z lat 90-tych. No to teraz przyszła pora na zapoznanie się z pierwowzorem.

 

Przede wszystkim nie będzie Dustina. Głównym bohaterem jest młoda lekarka CKE Marissa Blumenthal, która dostaje swoją pierwszą samodzielną sprawę. Jak się okazuje jest to niezwykle zjadliwy wirus eboli. To jednak nie koniec. Kolejne epidemie wybuchaja w różnych miastach i Marissa zaczyna dostrzegać pewien wzorzec łączący je ze sobą. Jak się okazuje, nie jest to na rękę pewnym wysoko postawionym oficjelom. Młoda lekarka nie wiedząc komu może zaufać rozpoczyna śledztwo na własną rękę, na szali kładąc nie tylko swoją karierę, ale jak się okazuje z czasem i życie.

 

Scenariusz dosyć dobrze znany. Wszystko jest ok do momentu, gdy nie zjawi się ktoś nowy/młody i nie zacznie ambitnie wtykać nos tam, gdzie nie powinien. Podejrzewam, że powstały setki jeśli nie tysiące książek i filmów z tym motywem. Nie jest to zarzut, ponieważ niejednokrotnie już okazywało się, że znane i wydawać by się mogło oklepane schematy są receptą na poczytność.Zarzutem jest wg mnie przewidywalność. Czytając rozdział po rozdziale bezbłędnie przewidywałem kto jest dobry, kto jest zły i jakie będa zwroty akcji. Byłem tak bezbłędny, że zacząłem podejrzewać, że ja już tę książkę czytałem. Przeszukałem wszelkie swoje zapiski czytelnicze i nie znalazłem ani wzmianki o "Epidemii". Mimo tego, cały czas aż do połowy powieści odczuwałem nieprzyjemne deja vu i prorocze wizje. Najwidoczniej rozpocząłem lekturę ileś lat temu, lecz porzuciłem ją w trakcie uznając, że mam lepsze ksiażki w kolejce. Ale, nawet jeżeli jest to prawda, to wszelkie zabiegi autora były niezwykle czytelne. Przykład? Główna bohaterka obiera sobie owoce na śniadanie. W tym celu używa niedużego nożyka z drewniana rękojeścią i ładnym zdobieniem. Oczywistym się staje, że po takim zaakcentowaniu przedmiotu najprawdopodobniej użyje go do obrony przed napastnikami. I takie przykłady się mnożą, niestety.

 

Kolejny zarzut, to niestety kreacja głównej bohaterki. Marissa Blumenthal jest irytującą młodą damą. Irytuje w kontaktach z mężczyznami. Bo spotyka się z jednym, który jest szarmancki i elegant, ale mało pociągający bo starszy, flirtuje z drugim, z którym może pogadać od serca i są dużo bardziej pokrewnymi duszami, lecz nie jest tak zamożny i stylowy co poprzedni, co jednak nie przeszkadza jej wykorzystywać biedaka na każdym kroku co chwilę prosząc o przysługi które sprowadzają na niego problemy. Żeby było ciekawiej jest też oczywiście trzeci, który jest i przystojny i atrakcyjny i w ogóle ochy i achy, ale jak przychodzi co do czego to Marissa podwija ogon i ucieka żałując tego okrutnie. Kobieto weź się zdecyduj! Chciało by sie zakrzyknąć podczas czytania jej rozterek sercowych. Ten wątek obchodził mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, przede wszystkim z powodu tego niezdecydowania. Ale, jakby tego było mało, Pani doktor jest chyba w czepku urodzona. Zawsze jakoś się wymykała, przemykała ,przekradała i uciekała, nawet jak dochodziło do bezpośredniej konfrontacji z typami spod ciemnej gwiazdy. To wręcz niesamowite było. Zawsze jakoś jej się udawało. Fantastyka w czystej postaci. 

 

Te wady niemal przesłoniły mi pozytywny odbiór książki. Ciekawy był pomysł na rozsiewanie zarazy, jednak przy drugiej epidemii było juz wiadomo jakie szpitale są celem. Śledztwo też było przeprowadzone w pomysłowy sposób i należy pochwalić bohaterkę za jej nieustępliwość w dążeniu do nieznanego (czytaj za ciekawość). Lecz to chyba tyle. Stanowczo bardziej wolałem film, który był tylko inspirowany powieścią. Może jeszcze kiedyś się skuszę na tego autora, ale trochę wody musi upłynąć

"Mróz" Marcin Ciszewski

Mróz - Marcin Ciszewski

Pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Mamy połowę kwietnia, a tu deszcz, grad i śnieg. I nocne przymrozki nawet. Tragedia. Ale my tu narzekamy, a może ktoś ma gorzej? Może ktoś się musi zmierzyć z małą Epoką Lodowcową i to w samym centrum Warszawy? A w dodatku udaremnić zamach stanu. Tiaa. Patrząc na to z tej perspektywy to wcale nie mamy tak źle, prawda?

 

Jakub Tyszkiewicz jest nadkomisarzem w stołecznej komendzie. Właśnie utworzono specjalny wydział, którym dowodzi majacy zająć się sprawą zabójstwa pewnego nikomu nieznanego meteorologa Wicherka (sic!). Sprawa jest podejrzana, tym bardziej, że do pomocy dostają śledczego z Krakowa. Jak można się domyślić, nie jest to zwykłe śledztwo. Jeżeli dorzucimy do tego serię zamachów na ważne persony w kraju zaczyna się robić nieciekawie. Tym bardziej, że temperatura za oknem niepokojąco spada. Ok, jest grudzień, zbliżają się Święta, ale -20? A nie, poczekaj -20 to było godzinę temu. Teraz mamy -30* i nadal spada. Coś tu jest bardzo nie halo i Tyszkiewicz zostaje zmuszony się tym zająć.

 

Na początku pragnę zaznaczyć: Tyszkiewicz nie jest super komandosem, który w stylu Rambo wpadnie w środek przeciwników i dzięki nieskończonej amunicji wykosi wszystkich. To nie ten gatunek literacki. Kuba jest dobrym gliną z kilkoma niespodziankami w życiorysie, który troszczy się o swoją żonę i najbliższych. Dzięki temu łątwiej zrozumieć jego motywacje i postępowania. Autor w bardzo przystępny sposób opisał jego życie prywatne, dzięki czemu można się było utożsamić z głównym bohaterem. Mamy więc glinę, który odpowiednio zmotywowany podejmuje się rozwiązania sprawy kilku zabójstw prawdopodobnie ze sobą powiązanych majacych na celu destabilizację państwa. W jakim celu i kto za tym stoi? To już doczytacie sami. Dodatkowo mamy kilka ciekawych zwrotów akcji, kilka niespodzianek, fajnie nakreślone postacie drugoplanowe stanowiące zespół Jakuba oraz coraz gorszą pogodę, która istotnie utrudnia wszystkim życie. Scenariusz dosyć znany(może oprócz tej pogody) i oklepany, lecz działa bardzo dobrze. Po raz kolejny potwierdza się powiedzenie, żę sprawdzone działa najlepiej. Czy jest więc coś co wyróżnia tę pozycję spośród całej masy innych podobnych kryminałów/thrillerów? Męski target. Opisywania działania służb policyjnych oraz jednostek specjalnych jest raczej literaturą męską i do takiej grupy odbiorców jest skierowana. Nie oznacza to, że płeć piękna niczego tu nie znajdzie, lecz zdecydowanie książkę polecałbym facetom.

 

"Mróz" jest solidnym przedstawicielem męskiej lteratury na pograniczu kryminału i thrillera. Jeżeli czytaliście kiedyś prozę Pani Kozak, to bez problemów polubicie i Pana Ciszewskiego.

"Studnia wstąpienia" Brandon Sanderson

Studnia wstąpienia - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

Miałem poczekać do urodzin. Ale gdy delikatnie uszkodzona książka spojrzała nam mnie z półki outletu kusząc połową ceny nie zostało mi nic innego, niż rozpocząć lekture kilka miesięcy wcześniej. No i teraz mam zgryz. Bo za szybko się skończyła, oczywiście :)

 

Sanderson to dla mnie największe odkrycie ostatniego czasu. Gość pisze niesamowicie i nawet nieco ckliwe momenty, albo motywy które powtarza w kilku swoich ksiażkach nie są w stanie tego  zepsuć. Czego spodziewać się po 'Studni wstąpienia"? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z kontynuacją "Z mgły zrodzonego" w odstępie dwuletnim. Znaczy to, że bohaterowie mieli pewien czas aby oswoić się z nową sytuacją w świecie. W wyniku zakończenia poprzedniego tomu i obaleniu Ostatniego Imperatora władzę przejął młody Elend i postanowił wprowadzić swoje nowatorskie i całkowicie teoretyczne pomysły rządzenia w życie. Wyszło mu to w taki sposób, że ościenni dowódcy postanowili zawłaszczyć sobie dawną stolicę. Stoi wiec teraz przed dylematem jak uchronić miasto i jego mieszkańców przed rozlewem krwi. Vin natomiast stała się cenną kartą przetargową, która szachuje poczynania agresorów. W międzyczasie natomiast coraz mocniej czuje przyciąganie  w bliżej nie określonym kierunku oraz fascynuje ją historia poprzedniego imperatora. W przeszłości bowiem kryje sie odpowiedź na wiele obecnych pytań.

 

Sanderson przecudnie kreuje światy wraz z nowatorskimi systemami magicznymi. To już wiedziałem wcześniej po kilku jego poprzednich książkach. Teraz natomiast dorzucił do tego długo planowe strategie rozwoju fabuły. Po pierwszym tomie byłem zachwycony, lecz kila rzeczy nie dawało mi spokoju. Teraz już wiem , że autor umieścił te zajawki celowo, aby później rozwinąć temat.To nie było tak, że napisałem powieść i można na tym zakończyć. O nie, tu kryje się cała historia rozplanowana już od pierwszych stron pierwszej części. Za całokształt należy Sandersona bardzo pochwalić. Teraz również zostawił kilka furtek, które mam nadzieję otworzyć w kontynuacji. Jedyny minus, o którym już wspomniałem, to trochę zbyt ckliwy wątek miłosny głównych bohaterów. Ale przy takim zwrocie akcji na zakończeniu, ta mała niedogodność odchodzi w zapomnienie bardzo szybko.

 

'Studnia wstąpienia" jest książką świetną. Już teraz wiem, że autor wpada do mojego absolutnego TOPu pisarzy i pewnie zagości tam na długo. Fakt, że byłem w stanie zarywać nocki aby doczytać jeszcze kilak stron, co nie zdarzyło mi się już od dawna niech będzie wystarczającym wyznacznikiem jakości tej prozy. Miodzio. Brać i czytać!

"Mroczna Wieża" Komiks

Zdrada - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth Bitwa o Jericho Hill - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth Upadek Gilead - Peter David, Stephen King, Richard Ianove, Robin Furth Narodziny rewolwerowca - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth Długa droga do domu - Peter David, Stephen King, Jae Lee, Richard Ianove, Robin Furth

Tak, jestem fanem Kinga. jego twórczość co jedno z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkało w czytelniczym życiu. Problem jest taki, że z czasem zapoznałem się ze wszystkimi jego dziełami. Może więc wyjść poza ramy czytelnicze i rzucić okiem na powieści graficzne, czyli komiksy. Potencjał jest ogromny. Dzisiaj na rozkład trafia pięć pierwszych tomów. 

 

Postanowiłem ocenić wszystkie tomy zbiorczo, ponieważ historia w nich zawarta to jeden ciąg zdarzeń i trudno oraz nienaturalnie było by to rozdzielać. Jedynym wyjątkiem może być pierwsza część, a więc "Narodziny rewolwerowca". Skąd ten wyjatek? Otóż w pierwszym tomie otrzymuje historię, którą już znamy. Tzn znamy, jeżeli czytaliśmy "Czarnoksiężnik i kryształ", a więc czwartą część cyklu Mroczna Wieża. Jest to swoiste wprowadzenie w świat oraz historię Rolanda. Lecz nawet znając tą historię z chęcią przerzucałem kolejne strony. Odświeżyłem swoją pamięć i mogłem ze spokojem sięgnąć po kolejne części. A o czym opowiadają? Zastanawiam się jak to opowiedzieć, aby nie zdradzić zbyt wiele. Powiedzmy, że są to losy Rolanda, młodego rewolwerowca od momentu zdobycia prawa do noszenia broni, do chwili gdy poznajemy go na łamach cyklu literackiego. Takie jest założenie, ale jak się to rozwinie nie jestem w stanie przewidzieć.

 

Oceniając samą fabułę jest niesamowicie. Powrót do Świata Pośredniego po kilku latach nadal wywołuje u mnie masę emocji. Dialogi są cudowne a narrator w bardzo udany sposób oddaje charakterystyczny styl Kinga. Poznajemy perypetie młodego Rolanda, gdy jeszcze jest beztroskim młodzieńcem ,a później stopniowo popada w rozpacz i uczucie bezsilności spowodowane kolejnymi wydarzeniami. Jest to świetna szansa na powolną analizę przypadku głównego bohatera. oraz lepsze zrozumienie motywów jego postępowania. Dodatkowo możemy zagłębić się w ten świat nie tylko za sprawą naszej wyobraźni, ale i świetnych rysunków. No w końcu to komiks! Lecz ten, kto spodziewa się kreski znanej z kaczora Donalda niech od razu stąd wyjdzie. Rysunki są dojrzałe i zdecydowanie dal pełnoletnich czytelników. Co najważniejsze jednak odpowiadają moim wyobrażeniom, które miałem podczas wcześniejszej lektury "Mrocznej wieży". Chyba nic więcej nie trzeba

 

"Cykl Mroczna wieża" w wydaniu komiksowym to punkt obowiązkowy dla każdego fana cyklu oraz Kinga. Może być też doskonałym wstępem dla nowych czytelników, jednak z zastrzeżeniem, że pierwszy zeszyt będzie zdradzał praktycznie całą fabułę 4 tomu powieści, więc trzeba się z tym liczyć. Tak czy siak polecam serdecznie i ide szukać kolejnych części :)

"Konan destylator" Andrzej Pilipiuk

Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk

Są tacy autorzy, których czyta się z sentymentu, ponieważ to przy ich książkach rozpoczynało się przygodę z literaturą inną, niż ta obowiązkowa w szkole. Nie będzie chyba niespodzianką, jeżeli napiszę, że Pilipiuk zalicza się do tej grupy. Śledząc przygody starego bimbrownika zarywałem nocki i z podkrążonymi oczami szedłem na lekcje. Teraz pora sięgnąć po kolejną po kilku latach przerwy odsłonę jego przygód i porównać z dziecięcymi wspomnieniami.

 

"Konan destylator" jak przystało na książki gdzie głównym bohaterem jest Jakub Wędrowycz jest zbiorem opowiadań. I to już jest pierwszy plus. Pamiętam bowiem, jak kilkukrotnie Pilipiuk starał się rozkręcić opowiadania do rozmiaru minipowieści i nie było to dobre. Tak więc zaserwowano nam kilkanaście opowiadań o tematyce przeróżnej. Mamy zagadkę długowieczności Semena, wlelką bitwę martwych Bardaków i Wędrowyczów, policyjną codzienność Birskiego i Rowickiego, obiekt szalonych eksperymentów krzyżowania gatunków, pojedynek z ninja i wiele, wiele innych. 

 

Każdy wie jak wyglądają zbiory opowiadań. Bardzo rzadko się zdarza, że wszystkie trzymają równy poziom. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Niektóre mają bardzo ciekawe rozwinięcie i zaskakujące zaskoczenie, inne natomiast wyglądają jak pisane na kolanie. Pamiętam, że Pilipiuk powiedział kiedyś, że te najbardziej abstrakcyjne pomysły wykorzystuje do opowiadań o Jakubie. Da się to zauważyć, ponieważ niektóre są delikatnym rozwinięciem jakiegoś potocznego stwierdzenia. Słyszeliście kiedyś, że budzik ma tak przenikliwy dźwięk, że umarłego postawił by na nogi? Albo, że kapitaliści, a szczególnie Żydzi to krwiopijcy? No to już wiecie czego można się spodziewać. Plusem jest stronienie od polityki. Prawdopodobnie było by trochę zabawniej, ale po kilkunastu latach czytelnik nie wiedział by o co chodziło autorowi.

 

Krótką formę czyta się przyjemnie i szybko. Lekkie, w większości nie wymuszone żarty też trafiły w moje gusta. Podczas lektury jednak nie odczuwałem takiej satysfakcji jak podczas pierwszych części czytanych w gimnazjum. Wtedy byłem w stanie parskać śmiechem co kilak stron wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Teraz uśmiecham się pod nosem z rzadka tylko wydobywając z siebie rechot. Czy to wina autora? Może trochę. W końcu ile można pisać o tym samym? Pomysły, szczególnie te dobre z czasem się kończą. Ale z drugiej strony ja jako czytelnik też trochę dojrzałem. Zmieniły mi się gusta i poczucie humoru. Dodając jedno do drugiego otrzymujemy książkę niezłą, aczkolwiek niepowalającą. Jednak podchodząc do niej z zamiarem lekkiej rozrywki na pewno się nie zawiedziecie. 

"Podwójna cisza" Marii Jungstedt

Podwójna cisza - Magdalena Landowska, Mari Jungstedt

Jak się kończy przeczytanie losowej książki z półki? A tym, że poznajemy nowego autora, o którym nic się nie słyszało i można spokojnie bez żadnych uprzedzeń ani oczekiwań ocenić jego twórczość. Tak właśnie postąpiłem z tym kryminałem, który był dla mnie absolutnie nieznanym. Chcecie się dowiedzieć co wynikło z tego spotkania? Zapraszam do lektury.

 

"Podwójna cisza" to ostatni tom opowiadający o detektywie Knutasie(nie będę ukrywał, za pierwszym razem przeczytałem to troszkę inaczej). No i klops, pomyslałem. Pierwsza styczność i od razu ostatnia książka. Tak to jest jak się bierze z półki co popadnie. Akcja toczy się na szwedzkiej wyspie Gotlandii, gdzie na wakacje wybrała się grupa zaprzyjaźnionych małżeństw, które zawsze spędzają razem urlopy. Po kilku przyjemnych dniach dochodzi do zaginięcia jednego z mężczyzn. Niestety najgorsze obawy się potwierdzają po kilkunastu godzianach policja znajduje jego ciało. Na wyspie nie było wtedy zbyt wiele osób, więc podejrzani są praktycznie wszyscy. Rozpoczyna się śledztwo.

 

Tak w skrócie przedstawia się zarys fabularny. I sam sposób jej przedstawienia, płynność, zwroty akcji oraz warsztat pisarski autorki są bardzo przyjemne w odbiorze. Zastosowała tutaj znany zabieg polegający na maksymalnym skracaniu rozdziałów, przez co od razu chce się przeczyta jeszcze te kilka stron. Więc jakby rozpatrywać "Podwójną ciszę" tylko pod tym względem, byłą by to bardzo dobra propozycja dla lubiących kryminały. Niestety, oprócz samego śledztwa czytelnik chciałby poznać osoby je prowadzące. I tutaj już wyraźnie coś nie zadziałało. Przede wszystkim detektyw Knutas, który wg okładki jest tu głównym bohaterem praktycznie nie istnieje. Dowiadujemy się o nim kilku zdań, a następnie jest odsunięty na bok całej akcji, aby pod koniec wyskoczyć jak królik z kapelusza i rozwiązać sprawę. W sumie to nawet nie on ja rozwiązał, bo zabójca sam grzecznie się wyspowiadał ze wszystkiego bez żadnego nacisku. Nierealne. A czego się dowiadujemy o całym Knutasie? Że jest przepracowany i coś zaczyna się psuć w jego małżeństwie. Koniec. Kropka. No i może jeszcze to, że nie wie jak odnosić się do partnerki z pracy, która zdradziła mu swój życiowy sekret. Nic więcej. Żadnych głębszych problemów ani dylematów. Więcej czasu autorka poświęciła wspomnianej partnerce, która pod nieobecnosć Knutasa prowadziła śledztwo. Ale w tym przypadku też jest posucha. Całą książkę chciała by polecieć do Sztokholmu spotkać się z kimś, ale nie ma czasu. Bida z nędzą.

 

"Podwójna cisza" jest bardzo nierówną pozycją. Z jednej strony sam wątek kryminalny, śledztwa i zbrodni jest bardzo dobry, lecz przybliżenie głównych bohaterów potraktowane zostało po macoszemu. Może wynika to z tego, że jest to podobno ostatni tom serii(ale nie odniosłem takiego wrażenia podczas lektury) i komisarza poznać można było wcześniej. Tak czy inaczej ogólna ocena oscyluje w okolicy przeciętniaka. Może kiedyś złapię wcześniejsze tomy, ale raczej mnie nie ciągnie

"Przygody Sherlocka Holmesa" Sir Arthur Conan Doyle

Przygody Sherlocka Holmesa (Sherlock Holmes #3) -  Arthur Conan Doyle, Ewa Łozińska-Małkiewicz

Po roku przerwy wracam do przygód najsłynniejszego detektywa wszech czasów. Po pierwszych dwóch powieściach przyszedł czas na zbiór opowiadań. Czy warto sięgać po tą pozycję? Czy w dzisiejszych czasach przygody Sherlocka są dalej aktualne? Czy facet, który ma na imię Conan i tytuł szlachecki mógłby napisać coś kiepskiego? Przekonacie się już za chwilę.

 

Jak już wspomniałem tym razem zostajemy uraczeni dwunastoma opowiadaniami detektywistycznymi. Jedne traktują o poważnych zbrodniach, inne natomiast opowiadają o prostych, trywialnych wręcz zagadkach, z którymi ludzie przychodzą do Sherlocka. I to on jak można się domyśleć jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Dzięki umiejętnościom dedukcji, oraz obserwacji rozwiąże każdą sprawę, chociaż z biegiem czasu widać, że jest coraz bardziej znudzony. Poziom poszczególnych opowiadań jest bardzo zróżnicowany. Są takie, które trzymają w napięciu do końca, ale bywają i prościutkie, których rozwiązania można sie domyśleć juz po kilku stronach. Jak w każdym zbiorze opowiadań bardzo trudno utrzymać ten sam, wysoki poziom. Jednak, pomimo niedociągnięć fabularnych w kilku przypadkach, nadal czytało mi się to bardzo przyjemnie. Dlaczego? Otóż nie ważne były najczęściej okoliczności popełnienia przestępstwa(lub przewinienia) lecz sposób w jaki Sherlock dojdzie do rozwiązania. Proces odtworzenia wydarzeń, oraz umiejętność obserwacji są tu najbardziej wciągającym elementem zbioru opowiadań. Niektórych może drażnić maniera Holmesa, gdy po kilku zdaniach swojego klienta oznajmia, że zna rozwiązanie, ale z nikim się nim nie podzieli. Owszem, jest to wkurzające. Mnie jednak najbardziej bolała długość opowiadań. Ledwo się wkręciłem, to już sprawa została rozwiązana. Widocznie dużo bardziej pasują mi powieści i inne dłuższe fory literackie, gdzie mam czas na blizsze poznanie bohaterów, oraz na zagłębienie się w fabułę. Tak było zarówno w 'Studium w szkarłacie" jak i w "Znaku czterech". Tutaj musiałem potraktować ten zbiór, jako mały przerywnik na wolną chwilę. Albo w przerwie w pracy, albo jedno opowiadanko przed snem. na więcej jednorazowo nie miałem ochoty, wiedząc, że i tak długo nie potrwa. To chyba jedyny mój zarzut.

 

"Przygody Sherlocka Holmesa" to doskonała lektura gdy macie niecałą godzinkę wolnego czasu. W przerwie na lunch albo przed snem. Krótkie, wartkie opowiadania tak na jeden raz. Na dłuższe posiedzenie się nie nadaje, ale w swojej kategorii polecam serdecznie

"Księga dżungli" Rudyard Kipling

Księga dżungli - Rudyard Kipling

Na starość podobno się dziecinnieje. Może to dlatego, a może po prostu chciałem zasięgnąć do źródeł jednej z ciekawszym bajek z dzieciństwa. Motywy nie są tu najważniejsze, ale faktem sie stało, że sięgnąłem po literaturę dziecięcą. I zaraz się dowiecie, co o niej sądzę.

 

Po pierwsze, jeżeli sądzicie tak jak i ja, że w książce "Księga dżungli" dostaniecie przygody Mowgliego, hinduskiego chłopca wychowanego przez wilki z dala od ludzi to macie rację.... ale tylko w niewielkim stopniu. Okazuje się bowiem, że oprócz wspomnianego przed chwilą bohatera, w pozycji tej znalazło się również miejsce dla białej foki, która szuka wyspy z dala od siedlisk ludzkich, mangusty Rikki- Tikki-Tavim dzielnie strzegącej ludzi przed knowaniami kobr królewskich, słonia Kala Naga, który zaprowadził zaprzyjaźnionego chłopca na spotkanie starych słoni oraz całej masy innych zwierząt, które służyły w armii hinduskiej. Nazwa książki jest jak widać mylna i miejcie to na uwadze.

 

Nie będę streszczał każdego opowiadania, bo w przypadku tak krótkiej formy literackiej nie zostało by już wiele do domysłu. Zamiast tego zasygnalizuje Wam tylko, czego się możecie spodziewać. Przede wszystkim wszyscy zwierzęcy bohaterowie są spersonifikowani. Każdy jest w stanie się porozumieć oraz odczuwa całą gamę uczuć przypisanych człowiekowi. Nie jest to niczym zaskakującym, ponieważ "Księga dżungli" jako propozycja dla dzieci poprzez ten zabieg najlepiej trafia do odbiorców. Dzięki temu również, dzieciaki mogą poznać zależności w świecie przyrody. Jej prawa są okrutne, ale sprawiedliwe. Jest zemsta, zawiść i współzawodnictwo, ale brutalność nie jest tolerowana. Co więcej stosunki ludzie-zwierzęta też nie należą do najprostszych. W opowieści o białej foce jesteśmy przedstawieni jako agresorzy i zabójcy, ale już w armii hinduskiej współpracujemy razem i to całkiem sprawnie. Nie ma tylko jednego punktu widzenia, każda relacja ma kilka płaszczyzn i autor bardzo wyraźnie to ukazał.

 

Czy "Księga dżungli" jest lekturą wartą polecenia? Oczywiście. Ale przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Dorosły czytelnik znajdzie dużo lepszych pozycji na długie wieczory. Lecz gdy dorobię się własnych pociech bez wątpienia będzie to jedna z obowiązkowych książeczek przy łóżku. Miłą, prosta a jednocześnie przekazująca zależności między ludźmi i zwierzętami. i te pozytywne, i te okrutne lecz prawdziwe.

"Z mgły zrodzony" Brandon Sanderson

Z mgły zrodzony - Brandon Sanderson

Są takie książki, których nie chce się skończyć. I nie chodzi mi o to, że akcja się ciągnie, bohaterowie są nudni a treść irytuje. Chodzi mi o ten przypadek z przeciwnego wręcz bieguna. Nie chcę mi się kończyć książki, bo dobrze nam razem. Ten czas wspólnie spędzony był tak miłym doświadczeniem, że podświadomie czytałem coraz wolniej, aby rozwlec go maksymalnie. Tym oto sposobem lektura zajęła mi miesiąc. Trochę wstyd, ale się nie wstydzę. Już tłumaczę dlaczego.

 

Vin jest dzieckiem ulicy. Kradnie, oszukuje, żebrze i kantuje. Nie obce jest jej spanie na chodniku i głodowanie. Jednak ciągle żyje. Może dzięki własnemu sprytowi i zasadzie, której wpoił jej brat przed odejściem, żeby nikomu nie ufać, a może dzięki odrobinie szczęścia, które wydaje się jej towarzyszyć i którym jest czasem delikatnie manipulować. W każdym bądź razie przyklejona do pewnej szajki jakoś funkcjonuje w Luthadelu,  stolicy Cesarstwa. Przynależność do rasy skaa, czyli niewolników bez żadnych praw nie jest tak dotkliwa w mieście, jak na okolicznych plantacjach, ale i tak lekko nie jest. I pewnego dnia to jej Szczęście sprowadzą na nią... nieszczęście. Pewnych wpływowych ludzi zainteresował jej dar i pragną go wykorzystać. Vin zostaje wciągnięta w świat arystokracji i spisków, ale ma też okazję dokładniej poznać swoje możliwości. Okazuje się bowiem, że jest allomantką, a jej cechy mogą być przydatne podczas rebelii.

 

Cechą charakterystyczną Sandersona jest umiejętność kreowania świata oraz systemów magii. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Świata może i zbyt wiele nie poznajemy, bo prawie cała akcja powieści ma miejsce w stolicy cesarstwa, ale i tak jest interesująco. Imperium podzielone na dominia, gdzie skaa są wykorzystywani do wszystkich najgorszych prac bez prawa sprzeciwu. Dorzućcie od tego krajobraz wiecznie pokryty popiołem z aktywnych wulkanów i w związku z tym brak zieleni, błękitu i żółci w przyrodzie to otrzymacie mocno przygnębiającą scenerię. Ciekawsze jest powolne odkrywanie historii tego świata, ale z tym się już nie zdradzę :)

 

System magii jest tym, co mnie wciągnęło dużo bardziej niż świat. Niezwykłe zdolności są dziedziczone i wiążę się z umiejętnością trawienia, bądź "spalania" metalów. Metale te występują w parach i potrafią zarówno wzmacniać siły witalne, wyostrzać zmysły jak i manipulować innymi metalami lub wpływać na emocje innych ludzi. Ci wybrani potrafiący wyczyniać takie cuda nazywani są allomantami. Większość opanowuje tylko jeden metal, lecz nieliczni potrafią posługiwać się całą dostępną gamą. Są oni wyjątkowo cenni, ale i niebezpieczni.

Sanderson ma niesamowite i nowatorskie  pomysły, które jest w stanie zgrabnie przekuć w intrygującą treść. To trzeci świat, który poznaję i w każdym z nich system magii jest inny i fascynujący. Podziwiam człowieka za wyobraźnie, serio. Oby tak dalej.

 

"Z mgły zrodzony" jak wspomniałem we wstępie jest jedna z tych pozycji, które chciało by się czytać jak najdłużej. Ciekawy świat i niezwykle oryginalny system magii jest tym co urzeka i przyciąga czytelnika. Chciało by się czytać, i czytać i czytać.... Na szczęście trochę już części wyszło w tej serii, więc mój głód powinien zostać niedługo zaspokojony. polecam autora z czystym sumieniem każdemu czytelnikowi.

"Osobliwy dom Pani Peregrine" Riggs Ransom

Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs, Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Znacie to przysłowie? Tym razem "koniem" okazał się audiobook otrzymany za free od inPostu. Odebrałem szybko przesyłkę przed Wigilią i mogłem sobie wybrać książkę. Wybrałem akurat tą, ponieważ po pierwsze czekałem na film o tym samym tytule reżyserowany przez jednego z moich ulubionych reżyserów, a po drugie tematyka wydawała się intrygująca. I co z tego wyszło? Szczegóły poniżej.

 

Jacob to typowy 16-latek żyjący w USA. Mi kilku kumpli, nie ma dziewczyny(ale by chciał) i popada w konflikty z rodzicami. Jedynym "równym" gościem w rodzinie wydaje się dziadek, który niestety popada w paranoje. Upiera się, że ścigają go potwory i żąda dostępu do swojej szafy pełnej broni. Troskliwa rodzina oczywiście odcina go od zabawek w wyniku czego pewnej nocy pozbawiony ochrony zostaje zmasakrowany. Oficjalnie przez dzikie psy, ale Jacob, który właśnie był w pobliżu upiera się, że coś widział. Nie mogąc wyjść z depresji po śmierci dziadka, zaczyna badać jego historię. Druga wojna światowa, uciekinier z Polski, sierociniec w Walii i dziwaczne zdjęcia. Wszystko wydaje się na tyle interesujące, że postanawia wraz z ojcem wyruszyć na wyprawę śladami dzieciństwa dziadka. Odnajdując stary sierociniec odkrywa wiele osobliwych rzeczy. I osób.

 

Zaskoczyła mnie ta książka. Byłem przygotowany na powieść dla młodzieży, no może dla trochę starszych dzieci. A tu nie dosyć, że znajdziemy morderstwa, to jeszcze przemoc nie jest wcale taka nikła. Dodajmy do tego zwłoki i w niektórych przypadkach dosyć makabryczne umiejętności dzieci i otrzymamy pozycję, której wcale nie dałbym tak chętnie pociechom. Po pierwszym szoku musiałem spojrzeć troche inaczej na tę literaturę. I okazało się , że dostałem bardzo dobry thriller w nieco baśniowym i nieco makabrycznym świecie. Mimo trochę rozciągniętego wstępu akcja nie nudzi i zanim się obejrzałem, książka została przesłuchana. I w tym chyba trzeba upatrywać wady. Gdy w końcu coś się zaczyna dziać, akcja się rozkręca to dopada nas zakończenie. Gdybym mógł, to z automatu sięgnął bym po kolejną część. A tak to muszę siedzieć i czekać.

 

"Osobliwy dom Pani Peregrine" to zaskakująco dobra książka dla starszej młodzieży. Nie dajcie się zwieść okładce i dzieciom na niej. Tam na prawdę trup się ściele. Polecam nie tylko miłośnikom klimatu Burtona, ale i żądnym czegoś innego niż sztampowe powieści young-adult 

"Istota zła" Luca d'Andrea

Istota zla - DAndrea Luca

Autora nie znam. Okładki nie kojarzę. Żaden znajomy mi nie polecał tej pozycji. Jak to się więc stało, że się zabrałem do tej książki? Sam nie wiem. Leżała, czekała to trzeba było się zainteresować. I z tego zainteresowania wynikło ciekawe spotkanie. 

 

Jeremiasz Sallinger to reżyser filmowy. No może to trochę za dużo powiedziane. Wraz ze swoim operatorem zajmują się kręceniem dokumentów. A dokładniej seriali dokumentalnych. Jako nowi w tym fachu szukają jakichś nośnych tematów. Po wielu niepowodzeniach, trafiają w końcu na nowy temat, który zapewnia im popularność. Czy jest więc to powieść o rzadko spotykanym zawodzie? Otóż nie, mimo, że tak się zapowiada na poczatku. Z czasem akcja przenosi się w Dolomity, gdzie nasz bohater przeżywa traumę. Walcząc z Zespołem Stresu Pourazowego łapie się różnych zajęć, aby zagospodarować swój czas. W ten sposób natrafia na ślad miejscowej masakry, która miała miejsce ponad 30 lat temu.

 

Czy to kryminał? Troszkę. Thriller? Troszkę bardziej. Powieść obyczajowa? No raczej nie, chociaż na taką się zapowiadało. Jest kilka rzeczy, które dawał spore nadzieje na rozwinięcie się podczas lektury. Przede wszystkim klimat małego miasteczka odizolowanego w górach. Takiego, gdzie każdy każdego zna nie możesz być anonimowy. A gdy jesteś przyjezdny to masz przekichane. Ktoś coś powie i plotka rozniesie się z predkością błyskawicy. Nawet krzywo spojrzeć nie możesz, bo zaraz wszyscy będą o tym wiedzieć. I w takiej wiosce znajdujemy tajemniczą masakrę, o której ikt nie chce mówić. Co więcej, ludzie delikatnie, aczkolwiek stanowczo sugerują Ci, żebyś się tym nie interesował. Bo nie warto. Bo to "nasze" sprawy. Bo bezpieczniej będzie jak sobie odpuścisz. Klimacik zapowiadał się jak u Kinga. Ale coś się zepsuło. Brakło tego "czegoś" czym wspomniany przed chwilą King jest w stanie mnie kupić. Może to mało interesujący zawód Jeremiasza. Może nie do końca zrozumiałe dla mnie motywy jego działań. Jakby był policjantem, detektywem albo dziennikarzem, to rozumiem, ale scenarzysta dokumentalny? Czy on był po prostu taki ciekawski, czy to sposób na radzenie sobie z traumą? Co by nie było, jego motywacja nie była dla mnie do końca jasna.

Mimo tego, książka ma ciekawe zakończenie, którego nie sposób tak łatwo przewidzieć. W pewnym sensie mam nawet za złe autorowi, że tak ładnie to wszystko rozprowadził. Gdyby tego nie zrobił i skończyło by się w bardziej przewidywalny sposób, miałbym łatwiejsze zadanie w ocenie tej powieści. Po prostu bym ponarzekał, a tak pozbawił mnie tej możliwości.

 

"Istota zła" to solidna pozycja dla fanów górskich ekspedycji. To niezaprzeczalnie. Dla miłośników zagadek z przeszłości też znajdzie się małe co nieco. Jeżeli poszukujesz natomiast mocnych wrażeń, pościgów i lektury pełnej napięcia to tutaj nie szukaj. Podsumowując jest to typowy przeciętniak, któremu nie można wiele zarzucić, ale i nie pozostanie zapewne długo w pamięci 

"Preludium Fundacji" Isaak Asimov

Preludium Fundacji (Foundation, #1) - Isaac Asimov, Edward Szmigiel Jeszcze przed końcem roku udało się przesłuchać kolejny klasyk sci-fi. Jeżeli kiedykolwiek słyszeliście o "Ja, Robot' albo o 3 prawach robotyki, to nie trzeba Wam przedstawiać tego autora. Jeżeli nie, to może warto się zapoznać z jego twórczością. Czy warto? Czytajcie dalej, a się dowiecie. Hari Seldon jest matematykiem. Podczas pewnego zjazdu wygłasza referat o matematycznych szansach przewidywania zachowań społecznych w odpowiednio dobranych grupach społecznych. Czyli w skrócie przyznał, że teoretycznie możliwe jest przewidzenie przyszłości, dzięki nauce którą nazwał psychohistorią. Tym wystąpieniem zapoczątkował całą serię niefortunnych zdarzeń. Któż bowiem nie chciałby mieć na usługach naukowca, który przewidzi mu przyszłość? Zarówno Imperator jak i jego przeciwnicy. I na nic się zdawały zapewnienia, że to tylko teoria. Hari z pomocą spotkanego przypadkiem dziennikarza Hummina i pani historyk Dors rozpoczął podróż po wielu sektorach planety, aby ukryć się przed wzrokiem ciekawskich. Z czasem doszedł do wniosku, że psychohistoria nie musi być tylko teoretyczna... Wątek równań, które są w stanie przewidywać przyszłość już gdzieś kiedyś spotkałem, nie jest więc to dla mnie nowość. Nowością jest jednak sposób przedstawiania imperium za pośrednictwem poszczególnych sektorów. Tzn, nie to jest nowością, bo w większości książek podróżniczych a w sci-fi szczególnie bazuje na takim zamyśle, lecz ukazanie stopnia rozpadu całego systemu na poziomie różnych sektorów. I oczywiście spotkamy tu bardzo wiele aspektów, które można porównać do obecnego dzisiaj świata, jak choćby stosunek mężczyzn do kobiet na Mykogenie jest żywcem przeniesione z kultury islamskiej. Dużą zaletą tej pozycji jest zapewne róznież jej uniwersalność, ponieważ nie ważne czy przyczytaliśmy ją w latach osiemdziesiątych, czy za 10 lat będzie równie aktualna. Najważniejszym jednak jej elementem jest prawda, że gdy mamy zbyt długo dobrobyt, to wszystko zaczyna się rozpadać. Następuje powolna i nieubłagana degeneracja. Można to zauważyć w historii, jak na przykłądzie Cesarstwa Rzymskiego, ale i teraz przy dokładniejszym przyjrzeniu się większości naszych cywilizacji. Cała reszta jest tu tylko tłem dla tej prawdy. "Preludium Fundacji" jest powieścią wprowadzającą w świat Assimova, szczególnie w cykl Fundacji, lecz oprócz tej funkcji niesie ze sobą całkiem mocne przesłanie o obecnym świecie. To nadaje jej cechę uniwersalności i ponadczasowości. Polecam nie tylko fanom robotyki, bo akurat jej wiele tu nie uświadczycie

"Pomnik Cesarzowej Achai" tom 5 Andrzej Ziemiański

Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V - Andrzej Ziemiański

Koniec. W końcu udało się zamknąć serię, która ciągnęła się już trochę zbyt długo. Teraz mając skończoną historię przyjdzie nam ocenić, czy pomnik to pełnoprawna i samodzielna saga, czy też odcinanie kuponów od legendarnej już Achai. Lecz zanim takie podsumowanie rzućmy okiem jak wygląda ten ostatni tom.

 

Trochę czasu upłynęło odkąd czytałem poprzednią część, więc podchodziłem do lektury z pewnymi obawami. Pamiętam, ze postaci było całkiem sporo, a patrząc na objętość (ponad 950 stron) miałem prawo sądzić, że pojawią się kolejne. Jednak nie było tak źle. Historia rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu czwartego tomu. Shen walczy z Imperium wraz ze swoimi partyzantami, Kai z Nuk jako tajne agentki starają się wykraść kluczowe informacje z obozu przeciwników, czując przy tym, że ich przykrywka coraz bardziej się sypie. Tomaszewski natomiast lata to w jedną, to w drugą stronę wraz ze swoją nową przyjaciółką Iną wiatrakowcem i innymi pojazdami, aby ocalić twierdzę oraz ich archiwa przed zdobyciem. A wszystko po to, aby odkryć tajemnicę przejścia przez najniebezpieczniejszy teren na planecie, a więc Piekło. Bo za piekłem jest biegun na którym najprawdopodobniej będzie technologia "Bogów", no i tytułowy pomnik. Tak jest, zdradzę tę wielką tajemnicę, w końcu znajdą POMNIK. A poza tym poznamy kolejne dwie dziewczyny, które służą w wojsku jako szeregowa, biedna piechota. Ich rola też będzie ważna.

 

Jak widzicie dzieje się sporo. Albo inaczej, dzieje się na wielu frontach w umiarkowanych ilościach. Dla niektórych może to być denerwujące, ponieważ ma się s oich ulubieńców, postacie z którymi bardziej się zżyliśmy a trzeba z 2 rozdziały o mało interesującym działaniu wywiadowczym czytać. Fakt, może tak być, lecz mi to bardzo nie przeszkadzało. Mnie denerwowało zupełnie cos innego. Mianowicie brak konsekwencji oraz małe wyważenie w kwestii militaria-czary. Konsekwencji mi zabrakło patrząc na zakończenie poprzedniej części. Odkryli ważną księgę, ważną świątynie i w ogóle zrobiło się poważnie. Czy aby na pewno? Okazuje się bowiem, że kulminacyjne wydarzania w piątej części są zdegradowane do przypadku, czy też zbiegu okoliczności. No to ja mam pytanie, czy finał 4 tomu był pisany na siłę, aby była kulminacja, czy terż autor się rozmyślił w trakcie procesu twórczego i w związku z tym przewaluował priorytety. 

Druga drażniąca mnie kwestia to brak balansu militaria-zjawiska nadprzyrodzone. Przez 90 % powieści mamy akcje związane z działaniami wojennymi, partyzanckimi, szpiegowskimi i taktycznymi. I nagle w ostatnich rozdziałach autor przypomina sobie zasady rządzące stworzonym przez siebie światem i historię jego powstania i ostatecznie postanawia podzielić się tym z nami. Dostajemy więc w końcu wyjaśnienie kto jest kim i skąd przybył. Jak wygląda kosmogonia i kosmologia jego świata i do czego zmierza. O ile się nie mylę, to "Pomnik" zaklasyfikowany jest do gatunku fantastyki, więc trochę zabrakło mi tej fantastyki tym bardziej, że w poprzednich tomach była dużo bardziej wyczuwalna.

To tyle jesli chodzi o to, co mi się nie podobało. A co przypadło mi do gustu? Wszystko inne. Przede wszystkim styl autora, świat przez niego stworzony, kreacje bohaterów wojskowe realia i kilka odniesień do polskości i systemu naszych wartości. Tę kolubrynę, bo jak inaczej nazwać takie opasłe tomiszcze, czytało się zaskakująco lekko i miło. 

 

"Pomnik cesarzowej Achai" tom 5 to godne zamknięcie serii. Godne gdyż zamyka wszystkie niewyjaśnione wątki i robi to w eleganckim i bardzo przyjemnym dla czytelnika stylu. Odpowiada też na pytanie jak traktować cały ten pięcioksiąg. Nie da się uniknąć porównań do Achai, lecz wg mnie to dwie całkowicie różne serie. Ta opowiada o zderzeniu minimum dwóch różnych cywilizacji z dużym naciskiem na treści militarne i wyraźnym, aczkolwiek nie wg mnie nieco zaniedbanym wątkiem fantastycznym. Polecam całą serię najlepiej czytać jeden tom po drugim, wtedy otrzymamy jedną interesującą historię.

"StarCraft II: Punkt Krytyczny" Christie Golden

StarCraft II: Punkt Krytyczny - Blizzard Entertainment, Christie Golden

Nigdy nie grałem w Star Craft. Serio. Czy jest to powód aby nie sięgnąć po ksiażkę osadzoną właśnie w tym świecie? Otóż absolutnie nie. Jeżeli nie znam gry, to może poznam świat poprzez literaturę. To był jeden z powodów dla których sięgnąłem po tą pozycję. Drugi był taki, że zapełniła mi się półka książek, którym nadałem etykietkę "kiedyś przeczytam, ale nie teraz". Trzeba było coś stamtąd ruszyć.

 

Co nam oferuje "Punkt krytyczny"? Przede wszystkim akcję. Główny bohater, Jim Raynor odnajduje swoją ukochaną i przywraca ja do ludzkiej postaci. Mowa o Sarze Kerrigan, której historię poznajemy z fragmentów wypowiedzi innych bohaterów. Otóż została ona przemieniona przez rasę agresywnych kosmitów Zergów w swoją Królową, która prowadziła ich ku podbojom. Po odzyskaniu jej musi natychmiast uciekać przed szalonym imperatorem, chcącym ich zgładzić. I tak już zostaje. oni uciekają wraz z nowymi sprzymierzeńcami, a Imperator ich goni. Wszystko napędzane jest uczuciem Jim'a oraz niechęcią do siebie samej Sary. Po trzystu stronach nastepuje koniec okraszony wielką rozpierduchą.

 

Nie brzmi to zbyt obiecująco, prawda? I niestety tak jest. brakuje mi bardzo jakichś wyrazistych postaci, kogoś z kim czytelnik mógłby się zidentyfikowac. To głębsze poznanie bohaterów zostało zastapione licznymi pościgami, strzelaninami i opisami statków kosmicznych. Nie przeczę, że dla fanów sci-fi jest to prawdopodobnie miód na oczy, ale jeżeli ktoś nie przepada za tym nurtem, to nie liczcie, że sie nagle do niego przekona. Fajnie by też było prawdopodobnie zapoznać się z wcześniejszymi częściami, ponieważ czytelnik może poczuć się zdezorientowany pośród wielu postaci i wydarzeń z przeszłości. "Punkt krytyczny" to stereotypowy przykład literatury sci-fi, której zazwyczaj unikam. Mnóstwo akcji z pominięciem lub zminimalizowaniem relacji pomiędzy bohaterami, lub jakiejś większej fabuły. "Zabili go i uciekł" jak mawiał mój dziadek i to chyba najlepiej oddaje ducha tej powieści.

"Harry Potter i przeklęte dziecko" J.K. Rowling

Harry Potter i Przeklete Dziecko. Czesc pierwsza i druga - J.K. Rowling, John Kerr Tiffany, Jack Thorne

Nie oszukujmy się, każdy czytał Harrego Pottera. I każdy słyszał też, że Rowling więcej o nim nie napisze. Dlatego więc, gdy pojawiła się kolejna książka z tego magicznego świata nie było szans , żeby się za nią nie zabrać. No po prostu nie ma siły, żebym jej nie przeczytał. Jeżeli jednak nie miało być książki o Potterze, to co za produkt dostajemy? o tym poniżej.

 

Zacznijmy jednak od tego, że nie jest to powieść. Trzeba to zaznaczyć na wstępie, żeby nie było zaskoczenia. "Harry Potter i przeklęte dziecko" jest bowiem sztuką teatralną, której scenariusz postanowiono wydać. Jeżeli więc zapomnieliście jak to w szkole czytało się Antygonę lub dzieła Szekspira to przyszła pora na odświeżenie pamięci.

Formę literacką mamy za sobą, czas przejść do treści. Rowling nie skłamała, mówiąc, że Harry nie będzie już więcej głównym bohaterem jej książek. Spełnia bardzo ważną rolę, lecz w centrum uwagi postawiony jest jego drugi syn, Albus Severus. Wszystko dlatego, że akcja dzieje się 19 lat po ostatniej części serii. mamy 40 letniego Harrego, który na słynnym ułamkowym peronie w Londynie posyła swoją pociechę do szkoły. Nie wie jednak, że dużo bardziej od niego zestresowany jest sam syn, ponieważ wie jak ciężko będzie udźwignąć ciężar imienia Potter i wszystkie związane z nim oczekiwania. Powiem tylko, że wszystko sie sypie już na wstępie przy Tiarze Przydziału, a młody Albus wybiera sobie na przyjaciela chłopca, którego jego ojciec za żadne skarby świata nie jest w stanie zaakceptować. I tak pokonany przez oczekiwania i rzeczywistość podsłuchuje pewnego razu rozmowe Harrego i postanawia naprawić trochę przeszłość. W wyniku zamieszania jakie wywołuje cała historia jaką znaliśmy do tej pory może całkowicie się zmienić.

 

Miło było wrócic do świata magii i mugoli. Jednak poczatkowo było to dosyć ciężkie. Wszystko za sprawą zdublowania imion dzieci Harrego. Bo jeżeli czytam Albus, to myślę o Dumbledorze, a nie o młodym chłopaku. Tak samo jest z drugim synem, Jamesem Potterem. Było to nieco mylące na początku, lecz z biegiem czasu dało się przyzwyczaić. A przyzwyczajać trzeba się było , ponieważ nie oszukujmy się, dramaty czyta się szybko. Dwa wieczory i po książce. Jakie więc wrażenia pozostało po tych dwóch wieczorach? Bardzo pozytywne. Zagadka kto kim jest do końca nie była oczywista .Poza tym dostaliśmy taki przekrój przez najważniejsze wydarzenia z dotychczasowej historii naszych czarodziejów i mogliśmy się im przyjrzeć z kilku różnych perspektyw. Dla fanów Pottera to na prawdę super sprawa. Co jednak chyba najważniejsze, ten utwór ma przesłanie i to całkiem rozbudowane. Trzonem bowiem tej opowieści są relacje między rodzicami a dziećmi. O wymaganiach, oczekiwaniach i ich konfrontacji z rzeczywistością. O braku porozumienia mimo chęci i błędach jakie mogą z tego wyniknąć. I oczywiście przede wszystkim o miłości. W 90 % rodziców do dzieci ale jest też tam miejsce na mocno eksponowane we wcześniejszych częściach uczucie przyjaźni i wspólnoty. Po prostu książka z przesłaniem.

 

"Harry Potter i przeklęte dziecko" to powrót do świata magii w pięknym stylu. Jest sentyment, jest przygoda i są czary. Jest też przesłanie, przyjaźń i współpraca. Świetna pozycja dla dzieci tych mniejszych i tych pod trzydziestkę :)

Teraz czytam

Pragnienie
Jo Nesbo