zaczytany

Czytałem, czytam i czytać będę. Może więc to dobry pomysł, aby propagować to wspaniałe zajęcie i podzielić się z innymi opiniami na temat tego, co przeczytane...

"Czarna Madonna" Remigiusz Mróz

Czarna madonna - Remigiusz Mróz

Pan Mróz gdzieś mi się przewijał na półkach księgarni wszelakich. A tu jakiś thriller prawniczy, a to jakaś dobra sensacja. Że młody, zdolny, płodny. Trochę się o człowieku słyszało, dlatego nie dziwota, że postanowiłem sam ocenić jego twórczość. Wybieranie książki nie trwało długo, po prostu chwyciłem pierwszy audiobook, który był dostępny. Dlatego też nie miałem żadnych oczekiwań przed lekturą. No troszkę się zdziwiłem, bo miał być thriller prawniczy a tu cos takiego. Zresztą sami zobaczycie.

 

Filip, nasz główny bohater był księdzem. Był, bo zrzucił sutannę i szykuje się na ślub z Anetą. Jest jednak dalej blisko z instytucja Kościoła, ponieważ uzyskał dyspensę. Na kilka miesięcy przed ślubem, Aneta miała udać się do Jerozolimy, Niestety samolot którym leciała zniknął z radarów. w połowie trasy. Nie jest to jednak zwykły przypadek, ponieważ  z czasem okazuje się, że udział w tym miały siły nadprzyrodzone. Czy czyste, czy nieczyste jest niepewne aż do końca. Filip starając się rozwikłać tą zagadkę coraz mocniej zagłębia się w historie sprzed wielu lat, a z czasem zaczyna odczuwać obecność czegoś niepokojącego. Czegoś co może chciec przejąć nad nim kontrolę.

 

Nie oszukujmy się, ta książka jest o opętaniu. I tego się absolutnie nie spodziewałem. Myślałem, że będzie coś o terroryzmie, albo o tematyce politycznej. A tu horror religijny jak to określił sam autor. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Tym bardziej, że pisarz odrobił pracę domową i bardzo głęboko kopał w celu znalezienia rzetelnych informacji i o opętaniu i o egzorcyzmach. Trochę o historii Kościoła też się można dowiedzieć. Bardzo mi to zaimponowało. Same opisy egzorcyzmów są chyba jedne z najlepszych w dostepnej literaturze. Podejrzewam, że podczas czytania możńa było dostać dreszczy. Podejrzewam, ponieważ ja miałem przyjemność słuchać audiobooka w wykonaniu pana Gosztyły. Jego interpretacja tekstu była tak przekonująca szczególnie głosy demonów, że niejednemu będzie się to śniło po nocach. Mistrzostwo świata!  Jednocześnie irytował mnie główny bohater w swojej naiwności. Miał zaniki pamięci, w nocy robił dziwne rzeczy, z ust wydostawał mu się szlam albo smoła i nie mógł wejść do kościoła .Ale nadal nie wpadł na to, że może jest opętany! Duchowny, który ma sporą wiedzę teoretyczną i nawet jest w stanie powiedzieć kilka słów o jednym z najsłynniejszych egzorcyzmów możę być aż tak ślepy? Dopiero gdy bliska mu osoba rzuca mu to w twarz następuje oświecenie. Tak to było bardzo wkurzające. Drugą rzeczą, która mi się nie podobała, to zakończenie ,a dokładnie wytłumaczenie chronologicznie co i dlaczego. Rozumiem koncepcję, że zarówno Bóg jak i Diabeł są poza czasem, i dla nich nie ma takiej ciągłości czasowej jak dla ludzi .Ale pomysł z "podróżowaniem" w czasie albo egzorcyzmami wstecznymi (to moja autorska nazwa, aby nie zdradzić fabuły) jest zbyt zagmatwany na mój gust. Równie przesadzone jest zakończenie, a dokładnie to co Filip ze sobą robi. Idąc zgodnie z nauką Kościoła, którą sam autor przywołuje Bóg nigdy by nie wymagał od swojego sługi czegoś takiego. Nie i koniec.

 

"Czarna Madonna" to zaskakujaco dobry horror. Jeżeli chcecie poczytać o nawiedzeniach, egzorcyzmach, końcu świata i demonach to pozycja dla Was. Szczególnie polecam wysłuchanie audiobooka, który potęguje nastrój. I gdyby tylko to było tematem książki to mógłbym postawić tu kropkę. Niestety przez zawiłe i z punktu widzenia Kościoła (jak i autora, bo sam to przywoływał wcześniej) nielogiczne zakończenie muszę ocenę zaniżyć i przestrzec uważnego czytelnika .Czytajcie, ale wiedzcie, że można by to lepiej zakończyć

"Bohater wieków" Brandon Sanderson

Bohater wieków  - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

No i stało się, pierwsza seria Sandersona za mną. Wszystko dzięki wyjazdowi powakacyjnemu podczas którego sporo czasu spędziłem na lotnisku i innych środkach komunikacji. Gdyby nie opóźnienia i przesiadki nie dałbym rady :) A tak serio to i tak miałem chrapkę na ten tytuł, więc wiele dłużej by mi nie zajęła lektura w normalnych okolicznościach.

 

W "Bohaterze wieków" akcja ma miejsce dwa lata po poprzednim tomie. I wcale nie jest dobrze. Po tym jak Vin uwolniła coś ze Studni Wstąpienia świat zaczyna umierać. Mgły zabijają ludzi, wulkany wyrzucają coraz więcej popiołu do atmosfery a coraz częstsze trzęsienia ziemi dopełniają obrazu całości. Elend wraz z Vin starają się jakoś uratować ludzkość podążając za wskazówkami pozostawionymi przez Ostatniego Imperatora, ale nie jest to wcale proste.

Akcja rozdzielona jest pomiędzy kilka głównych miast. Elend z Vin oblegają twierdze na zachodzie, gdzie znajduje się ostatnia wskazówka. Breeze i Sazed starają sie opanować sytuację w dawnej siedzibie rodu Venture na wschodzie przy pomocy Spooka, który został tam wysłany jako szpieg rok wcześniej. Natomiast Ten-Soon powróciwszy do swojej ojczyzny stara się przekonać Starszyznę o słuszności swojego postępowania. Pytanie tylko, czy to wystarczy do ocalenia świata.

 

Mimo rozdzielenia akcji na kilka miast nie czuć uszczerbku na płynności wydarzeń. Oczywiście niektóre postacie śledziłem dużo chętniej niż inne, ale dokładnie tak samo miałem chociażby z "Władcą pierścieni" więc to naturalne. Co dla mnie najistotniejsze autor podomykał wszystkie rozpoczęte wątki z poprzednich części. Każde niedomówienie, które mnie intrygowało zostało szczegółowo wytłumaczone. To nie wszystko. Dodatkowo dorzucił tyle ciekawostek o tematyce kosmogonicznej że nawet najbardziej wybredny czytelnik będzie zadowolony. Pomijam już rozległość wymyślonego świata oraz prawa nim rządzące, bo w tym aspekcie Sanderson jest mistrzem. Na deser powiem tylko, że książka zaskakiwała mnie tyle razy, oferując świetne twisty, że spokojnie starczyło by na 3 inne pozycje.

 

"Bohater wieków" to świetne zakończenie świetnej serii. Uważam, że każdy fan fantasy powinien sie zapoznać z tą trylogią, gdyż obecnie nie ma chyba autora potrafiącego z taką lekkością tworzyć całe światy. W moim osobistym rankingu książki te uplasowują się w ścisłym topie. Nic tylko czytać

"Grimm City. Bestie" Jakub Ćwiekc

Grimm City. Bestie - Jakub Ćwiek

Mimo niechęci do tego gatunku wróciłem. Wróciłem do miasta ciemnego jak dusze jej mieszkańców i gangsterskich porachunków. Spytacie dlaczego? Bo miałem zakupiony cały komplet książek Ćwieka hurtowo. I byłem też ciekaw, czy koncepcja się nieco zmieni. Jeżeli też jesteście ciekawi to zapraszam.

 

Grimm City jak i poprzednio jest brudne, ciemne i ponure. Ale nastąpiła pewna zmiana. Otóż został zabity jeden z bossów podziemnego światka. Jest podejrzany, wszyscy czekają na proces a organizacje przestępcze do czasu jego zakończenia ogłaszają zawieszenie broni. Jednocześnie nieco na uboczu detektyw Evans dostaję sprawę seryjnego zabójcy "Drwala". Nikt sprawy nie rozwiązał i nikt mu nie pomoże, bo wszystkie oczy zwrócone są na sale sądową, gdzie lada chwila może zapaść najważniejszy wyrok w historii miasta. Możliwe jednak, że obydwie sprawy coś łączy. Może to osoba byłego boksera, który ma problemy z kontrolą agresji, a może były wojskowy, który znalazł powołanie w kościele i pomocy sierotom ulicy. Jak przeczytacie to się dowiecie.

 

W trakcie lektury załapałem w końcu koncepcje świata jaka wymyślił autor. Mamy stworzone ramy, którymi są miasto i kilka kluczowych postaci jak detektyw Evans, albo funkcjonariusz McShane lub reporterka. I w tych ramach osadzamy nową historię i jednorazowego bohatera. poprzednio był to Alfi, tym razem wspomniany wcześniej były bokser. Jest to rozwiązanie dające wiele elastyczności w prowadzeniu narracji i można dowolnie łączyć wątki poszczególnych powieści. Czuć tu mroczną stronę miasta, ale nie jest ona tak bardzo gangsterska. Tym razem spowodowane jest to opisem porwanych przez Drwala kobiet, które są dosyć mocne.Mi to nie przeszkadzało i dzięki zmniejszonemu naciskowi na wątki polityczno-układowe lepiej mi się czytało. Niestety do czasu. O ile snucie historii szło Ćwiekowi bardzo dobrze, to zakończenie wydawało mi się bardzo kiepskie. Mamy tu dwa wątki. Pierwszy jest o procesie znanego obywatela, a drugi to poszukiwanie wspomnianego Rzeźnika. W pewnym momencie ten drugi zostaje gwałtownie i brutalnie przerwany, a nie ukrywam, że to on wydawał mi się ciekawszy, zwracając na siłę naszą uwagę na ławę sądową. Nie byłem tym zachwycony.

 

"Grimm City. Bestie" to solidny kryminał noire z ciekawym rozwinięciem fabuły i kiepskim zakończeniem. Koncepcja świata i miasta jest ciekawa, ale nie na tyle, żeby mnie na dłużej przyciągnąć. Chciałbym powiedzieć, że z chęcią sięgnę po kolejna część o ile powstanie ale nie będę się okłamywał. To nie moja bajka.

"HEL 3 " Jarosław Grzędowicz

Hel 3 - Jarosław Grzędowicz

Poland can into space!!! 

Można to w końcu zakrzyknąć z całych sił, ponieważ najnowsza książka Grzędowicza przenosi nas do ery gdzie Polska prężnie rozwija turystykę kosmiczną i nawet ma chrapkę na coś więcej. Jak się sprawdzi ten autor w powieści sci-fi? Początkowo miałem pewne obawy, ale po chwili przypomniałem sobie "Pana lodowego ogrodu", który tak na prawdę jest książką sci-fi ale w klimacie fantasy i moje obawy nieco zmalały. Na pewno będzie dobrze.

 

I jest całkiem dobrze, ale nie od razu jesteśmy w przestrzeni kosmicznej. Głównym bohaterem jest evenciarz Norbert znany w branży jako Focus. Szuka on po świecie jakiejś sensacji, aby ją nagrać i opublikować w meganecie w formie 3-minutowego filmiku. Zarabia na tym tak jak dzisiejsi youtuberzy, zależnie od ilości wejść. Przy kręceniu takiego materiału w krajach arabskich spotykamy go po raz pierwszy. Jego oraz jednostkę specjalną, dzięki której uratował swoje cztery litery. Niedługo później wpada na aferę w którą uwikłane są elity naszego kraju. W wyniku tej ostatniej musi na jakiś czas zniknąć ważnym osobom z oczu. I dopiero wtedy pojawia się pierwiastek kosmiczny i możliwość podróży na Księżyc. Dlaczego piszę, że dopiero? Ponieważ w opisie zaserwowanym przez wydawnictwo przede wszystkim czytamy o nowym sposobie pozyskiwania energii, którego niewyczerpanym źródłem jest nasz satelita i o jego eksploracji. Można odnieść złudne wrażenie, że większość akcji jest związana z tym właśnie faktem a tak nie jest. Akcja przenosi się w przestrzeń kosmiczną dopiero w końcowej fazie i trzeba mieć to na względzie.

 

Całą powieść można podzielić na 3 fazy. 
Pierwsza wprowadza głównego bohatera i pokazuje na czym polega świat oparty na meganecie i eventach. Daje też ogólny pogląd na sytuacje geopolityczną i zależności pomiędzy Unią Europejską, Państwem Islamskim i innymi mocarstwami. Poznajemy też pewną jednostkę specjalną, która ma duże znaczenie później.

 

Faza druga to powrót Focusa do Polski i poznanie realiów w niej panujących. Jest też próba nakręcenia materiału ze ściśle strzeżonego spotkania elit politycznych. Spotykamy dzięki temu pewnego paranoika dysponującego dostępem do niezwykle ciekawego sposobu rejestrowania obrazu. Szkoda, że kilka intryg na poziomie państwowym zostało tylko wspomnianych bez rozwinięcia. Wydaje mi się, że miały na prawdę duży potencjał, ale cóż autor uznał inaczej. Może uznał, że nie ma na to czasu, gdyż zbliżamy się do...

 

Fazy trzeciej, a więc rekrutacja Focusa do programu kosmicznego a później jego szkolenie i sama akcja na księżycu .Z dość specyficznym zakończeniem, którego nie jestem jeszcze w stanie ocenić, czy mi się podoba czy też nie.Jak więc widzicie sama "akcja" kosmiczna to ostatnia 1/3 książki.Dlatego też ostrzegam, żeby bardziej nastawić się na opis koncepcji rozwoju globalizacji niż na literaturę międzyplanetarną.

 

"HEL 3" to książka z dużym potencjałem, ale nie do końca wykorzystanym. Największy plus to lekkość pióra i narracji Grzędowicza, który przemyca w powieści swoje obawy o dalszy kierunek rozwoju zarówno Unii Europejskiej z polityką Zrównoważonego Rozwoju jak i Państwa Islamskiego czy też zwiększania się naszej zależności od środków masowego przekazu. Zabrakło mi rozwinięcia wątku politycznej kontroli obywateli i to chyba największy minus. Sam program kosmiczny był ok, ale bez ekscytacji większej. Zakończenie natomiast troszkę chyba jednak zbyt udziwnione, ale to raczej kwestia gustu. Dla miłośników prozy Grzędowicza jest to pozycja obowiązkowa. Dla fanów sci-fi raczej nie, ale jeżeli interesuje Was wizja Europy w najbliższych 20-30 latach to warto rzucić okiem

"Wilcze leże" Andrzej Pilipiuk

Wilcze Leże - Andrzej Pilipiuk

Wielki Grafoman powraca. Znów uraczył nas zbiorem opowiadań gdzie prym wiodą Rober Storm i doktor Skórzewski. Czy i tym razem będzie to dla mnie droga przez mękę i ciągłe narzekanie na słabą formę pisarza? Czytajcie, a się dowiecie.

 

Czeka nas 9 opowiadań, z których 2 traktują o doktorze Skórzewskim, 5 o moim nielubianym archeologu Stormie oraz 2 niezależne. Co do tematyki jest bardzo różnorodnie. Są poszukiwania zaginionej relikwii, porachunki z rosyjskimi służbami specjalnymi, próba dostarczenia listu nieboszczyka czy też historia żydowskiej dziewczynki w trakcie okupacji oraz dobry tekst o miłości do mumii. Jak widzicie przekrój jest bardzo duży, lecz można te opowiadania podzielić na 3 grupy.

 

Grupa pierwsza to opowiadania o Robercie Stormie. Generalnie czegos zawsze szuka, dużo podróżuje, wykazuje się niezwykłą wiedzą i tęskni za czasami minionymi, mimo, że ma nieco ponad 30 lat. Jeżeli lubicie wiele dywagowań, snucia domysłów i roztrząsania drobiazgowo różnych opcji to będzie coś dla was. Do mnie jednak ta postać nie przemawia, lecz jest to opinia, która wykształciła się przez kolejne tomy opowiadań i ma juz ugruntowana pozycję. W najbliższym czasie raczej zdania nie zmienię.

 

Druga grupa to opowiadania o doktorze Skórzewskim. Niegdyś moim ulubionym bohaterze literackim. Tutaj Pilipiuk bardzo wyraźnie pokazuje, że nie ma na ta postać więcej pomysłów. Jedno opowiadanie o masowym prześwietlaniu dzieci w celu poszukiwania źródeł gruźlicy kończy się w momencie gdy znajdują coś ciekawego. Drugie jest totalnie o niczym. Można go streścić sentencja"idzie lepsze" i tyle. Szkoda mi bardzo, że taka postać jak Skórzewski jest tak marnowana. Proponuję autorowi, żeby odpuścił doktora skoro nie ma na niego pomysłu, bo to tylko mu szkodzi.

 

Trzecia grupa to 2 opowiadania niezależne. Pierwsze opowiada o ukrywaniu się w lesie Lubelszczyzny żydowskiej dziewczynki w czasach Drugiej Wojny Światowej, a drugie to dochodzenie okoliczności bardzo nietypowego samobójstwa z mumią w tle. I jest to najlepsza część tego zbioru opowiadań. Poprowadzone od początku do końca, bez urwania narracji w kluczowym momencie i z ciekawą fabułą. Na upartego można znaleźć kilka bezsensownych zachowań, ale nie zmienia to faktu, że te opowiadania czytało mi się najlepiej. I więcej czegoś takiego bym w przyszłości poczytał.

 

 

Pilipiuk przyzwyczaił mnie już, że pisze co mu do głowy przyjdzie a później porzuca pomysły. Wiadomo też, że jest autorem bardzo płodnym i wypuszcza w świat po kilak książek rocznie. Niestety z ilością nie idzie w parze jakość. Ot zwykłe czytadła, które zapomina się kilka dni po lekturze. Nie inaczej jest i tym razem. Już teraz nie pamiętam dokłądnie o czym było konkretne opowiadanie a skończyłem czytać 3 dni temu. Wolałbym czytać ksiażki Pilipiuka dwa razy rzadziej, ale lepiej dopracowane. Za dwa oryginalne niezależne opowiadania ocenę podnoszę o pół gwiazdki. 

"Czarem i smokiem" Romuald Pawlak

Czarem i smokiem. Pogodnik trzeciej kategorii. Tom 1 - Romuald Pawlak

Kilka razy tylko zdarzyło mi się nie dokończyć książki. Niestety jest ot jeden z tych przykrych wyjątków. W pewnym momencie złapałem się na tym, że stronię od lektury, nawet w momencie gdy mam na nią czas. To był pierwszy symptom, że coś jest nie tak. A później było już tylko gorzej.

 

Książka opisuje przygody Rosselina, który jest pogodnikiem trzeciej kategorii. Oznacza to, że zajmuje się on magią związaną z pogodą. I mówiąc otwarcie jest w tym kiepski. Jest też leniwy i wygodnicki. Przez te cechy wylatuje z jednej roboty i przez swoje samochwałki ląduje na statku morskim. To jednak nie ma znaczenia, ponieważ później zostanie osobistym magiem jednej z arystokratek flirtującej z kim popadnie. Co się działo później nie wiem, bo nie zdzierżyłem .

 

Ta książka jest o niczym. Kilka następujących po sobie przygód powinno mieć na siebie wzajemny wpływ przyczynowo-skutkowy a nie ma. Można by wyciąć środkową przygodę, a nie pozostawiło by to uszczerbku na kolejnych losach czarodzieja. No coś ewidentnie jest nie tak. Poza tym miała to być lektura humorystyczna, wręcz jeżeli wierzyć opisowi na okładce w stylu Monty Pythona.

Nie.

Kilka razy można się było uśmiechnąć pod nosem i to tyle. 

 

Podsumowując czytałem książkę bez ładu i składu która chciała być na siłe śmieszna i nie była. Dlatego po 160 stronach spasowałem. Może później było lepiej a może nie o tym już się nie przekonam. Autorowi chyba drugiej szansy też nie dam. Starzeję się...

"Grimm City. Wilk!" Jakub Ćwiek

Grimm City. Wilk! - Jakub Ćwiek

Kończę tą pozycją moje Pyrkonowe zakupy. Zakupy, które robiłem pod wpływem chwili, bardziej oczami niż rozumem i dobierane byle więcej, ob będzie promocja 3 za 1. Na ostatek zostały mi dwie ostatnie pozycje Ćwieka, którego lubię i doceniam za pomysłowość. Tym razem totalnie mnie zaskoczył. Jeżeli chcecie się dowiedzieć dlaczego, czytajcie dalej.

 

Ogladaliście stare gangsterskie filmy? Takie gdzie detektyw w obowiązkowym prochowcu i kapeluszu przemierza mroczne zaułki miasta, w którym zawsze pada a złoczyńcy wychylają z co drugiej bramy? Jeżeli tak to wiecie jak to będzie wygladało. Ćwiek zabiera nas do Grimm City, które żywcem wyjęte jest z filmów noir, gdzie kilka rodzin gangsterskich toczy ze sobą nieustającą wojnę, a policja niby coś robi, ale w sumie to chyba tylko udaje. I w tym mieście dochodzi do fali zbrodni, w wyniku której życie tracą taksówkarze. Niebezpieczeństwo jest bardzo realne, nic więc dziwnego, że jeden z przestraszonych kierowców prosi swojego współlokatora Alffiego, muzyka który łapie się każdej możliwej fuchy o zastępstwo. Niestety nasz grajek przez przyjecie tego zlecenia wplątuje się w dużo większe problemy, niż mu się wydaje. 

 

Jest mroczno. Jest depresyjnie, bo Grimm City w związku z rozwiniętym przemysłem wydobywczym pokryte jest ciągle sadzą i ciemną oleistą substancją. I jest całkowicie inaczej niż w innych ksiażkach Ćwieka. Jakiekolwiek nawiązania do fantastyki kończą się na nazwie miasta i jej legendzie założycielskiej. Popkultury też wiele nie zobaczymy. Coś wręcz niesłychanego dla tego autora. Humoru też niezbyt wiele, a gdy już się pojawia jest to raczej jakaś cięta riposta rzucona przez zaciśnięte usta albo słodko-gorzki dowcip. I w tym gęstym klimacie Alffie który stara się przeżyć. Początkowo myślałem, że jest on głównym bohaterem, lecz z czasem okazuje się, że dwaj gliniarze, niegdyś partnerzy przejmują tę rolę. Razem zmierzają ku rozwiązaniu spawy zabójstwa innego policjanta po drodze nie bojąc się robić posunięć, które są daleko od litery prawa. A gdy dochodzą do rozwiązania, okazuje się, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Więc trzeba kopać dalej. Pomoże w tym Alffie bo nie ma wyjścia ale i pomoże wścibska reporterka, szukająca świetnego tematu na artykuł. Wszyscy bohaterowie idealnie wpasowują się w zamysł autora i w świat nam przedstawiony. Akcja jest powolna i ciagnie się niczym smoła, ale to też nie jest wadą, ponieważ tak to powinno wygladać w noire. Dla miłośników takiego klimatu Ćwiek stworzył perełkę, ale...

 

"Przyznaj spodziewałeś się baśni.." widnieje na okładce. I owszem, spodziewałem się. Albo większego nawiązania .A tutaj jest kryminał ozdobiony kilkoma motywami bajowymi. Myślałem bardziej o czymś pokroju "Chłopców" a nie tak poważnej pozycji. I wiecie co? Ja nie lubię noir! To absolutnie nie mój klimat. I czytając "Grimm City.." zrozumiałem to z całą pewnością. A szkoda. Bo książka jest bardzo dobra w ramach tego gatunku oczywiście .Dlatego więc taka a nie inna ocena. Doceniam pracę autora i zbudowanie klimatu, ale to raczej nie dla mnie. Lecz jeżeli lubisz czarno-białe filmy i facatów w kapeluszach to nie wahaj się, to jest książka dal Ciebie!

"Upał" Marcin Ciszewski

Upał - Marcin Ciszewski

Jakiś czas temu miałem okazję zapoznać się z twórczością Pana Ciszewskiego. Zapowiedziałem wtedy, że chętnie bym poznał dalsze losy Jakuba Tyszkiewicza i Krzeptowskiego. Jakoś tak się złożyło, że okazja się nadarzyła o czym z chęcią zaraz Wam opowiem.

 

"Upał" swoją fabułę umiejscawia całkiem niedaleko bo w Warszawie. Tak jak poprzednia część pozwala nam na precyzyjne śledzenie wędrówek bohaterów, pod warunkiem oczywiście, że topografia stolicy nie jest nam obca. Nie miejsce jest jednak najwazniejsze, a czas. Tyszkiewicz bowiem stoi na czele specjalnie powołanej jednostki mającej na celu walkę i udaremnienie działalności terrorystycznej podczas EURO 2012, które miało miejsce w naszym kraju parę lat temu. Dwa dni przed bardzo ważnym meczem naszej reprezentacji na Stadionie Narodowym dochodzi do nieudanego zamachu samobójczego w samym centrum Warszawy. Jakub musi zrobić wszystko, żeby zapewnić bezpieczeństwo podczas tego spotkania, a więc wykryć i złapać ludzi za tym stojących. Nie pomaga ani lejący się z nieba ukrop, ani świadomość, że do meczu coraz bliżej...

 

Czy jest coś co wyróżnia tą książkę spośród innych? Na pewno tematyka, która była bardzo na czasie w momencie premiery (kwiecień 2012). Lepszej daty autor nie mógł chyba sobie wymyślić. Ale to było kilka lat temu. A co z dniem dzisiejszym? Otóż dzisiaj jest równie świeża ze względu na ryzyko zamachu. Jak zachowały by się nasze służby w takim przypadku? Jaka była by reakcja rządu i oczywiście samego społeczeństwa? To dobre pytania, na które autor zgrabnie odpowiada. Jeżeli zaś chodzi o całą resztę, to jest... poprawnie. Niczym więcej się "Upał" nie wyróżnia. Solidna powieść sensacyjna, z kilkoma zwrotami akcji i bohaterami, których zdażyliśmy już poznać. Troszkę tych bohaterów zabrakło jednak wg mnie, ponieważ skupiono się Tyszkiewiczu i Krzeptowskim a resztę potraktowano po macoszemu. Za to wprowadzono nową rudą intrygującą agentkę. Czy to dobrze? No dobrze, ale ja bym wolał dalsze rozwinięcie świeżego zwiazku z Jadwigą, albo kilka słów więcej o policyjnym informatyku. Autor dał posmakować cukierka, ale tylko polizać. Resztę zabrał i schował do torebki. Wszystko to jednak jest tylko czepialstwem, bo książkę czyta się dobrze i szybko. Typowa męska literatura, która jest wypełniona akcją, strzelaniną i testosteronem. Tylko tytuł mnie wkurzył. Bo o ile w "Mrozie" mieliśmy bardzo ważną rolę do odegrania jaką miała pogoda, to tutaj jest wciśnięta na siłę. Na siłę, bo małe zlodowacenie w poprzednim tomie było bardzo istotne i dla fabuły i dla czytelnika. Tutaj można skwitować wszystko zdaniem, że w Warszawie było gorąco. Upał na nic nie wpływał, ot po prostu nawiazanie do pierwszego tomu. Zostałem oszukany, ale bardzo się nie gniewam.

 

"Upał" to solidna dawka emocji i męskiej literatury. Tematyka i umiejscowienie akcji jest bez wątpienia dużą zaletą. Jednak porzucenie rozwinięcia poprzednich postaci kosztem nowych podobało mi się juz o wiele mniej. ALe ogólnie plusy rekompensują minusy, więc ocena będzie taka, jak w "Mrozie". Autor trzyma poziom, może kolejnym tomem nieco go podniesie

"Necrosis. Przebudzenie" Jacek Piekara

Necrosis. Przebudzenie - Damian Kucharski, Jacek Piekara

Większość książek Pana Piekary znam i nawet mi się podobają. Jednak co jakiś czas przeglądając fora internetowe i czytając komentarze jego fanów przewija się pytanie o kontynuację "Necrosis" Raz, drugi, trzeci .W końcu zrodziło się to pytanie podsycone ciekawością, czym jest ta tajemnicza pozycja? Poszedłem do sklepu, zakupiłem i już wiem. Jeżeli Wy też chcecie wiedzieć, czytajcie dalej.

 

Akcja "Necrosis"osadzona jest w świecie, w którym kilkaset lat temu toczono krwawą wojnę z czarownikami/nekromentami. Szalę zwycięstwa przeważyli Inkwizytorzy, którzy po zwycięstwie zniknęli i słuch po nich zaginął. Czarownicy jednak zostali pokonani, spaleni, zakopani i zapomniani. Jednak po wiekach stare zło zaczyna powstawać i upominać się o świat, który nie spodziewa się ich obecności. Cała książka składa się z pięciu krótszych i dłuższych nowel, opowiadających o powrocie do życia poszczególnych czarowników. Nie ma sensu omawiać ich poszczególnie, ponieważ ich trzon jest taki sam. Ktoś znalazł kości, albo jaskinię, następnie skuszony obietnicami władzy, bogactwa lub cielesnych przyjemności pomaga umarłemu powrócić do życia.

 

Na uwagę zasługują jedynie dwa opowiadania. Jedno w którym arystokrata mimo wielkich pokus stara sie przeciwstawić mrocznej kusicielce, oraz ostatnie, gdzie mamy złodziejkę nimfomankę, która zmuszana jest intensywnością swojej żądzy do oddawania się pierwszemu lepszemu co jakieś 2 dni. I o ile ten pierwszy przykład wniósł nieco świeżości do schematycznych opowiadań, to sexmaniaczka sprawiła, że czytało się z lekkim zażenowaniem. Może jakbym miał znów 13-14 lat to mocniej bym w to wsiąkł (ba, nawet na pewno!) ale na chwilę obecną było to dla mnie niesmaczne. 

Nie jestem pewien co chciał autor osiągnąć publikując "Necrosis". Jest to wstęp do czegoś ciekawszego, to na pewno. I w tej kwestii rozumiem pytania fanów, kiedy kontynuacja. Bo kontynuacja musi być na pewno ciekawsza. Tutaj, po przeczytaniu pierwszych dwóch opowiadań byłem zaciekawiony. Po trzecim zacząłem czuć obawę, żę czytam znowu to samo. Po piątym cieszyłem się, że to już koniec, bo ile razy można czytać tą samą fabułę? Całą ksiażkę można było skrócić do 20-30 stron wstępu przed właściwą powieścią i w takiej formie była by dużo bardziej przystępna.

 

"Necrosis. Przebudzenie" to zbiór identycznych opowiadań. Przeczytaj jedno, a będziesz wiedział jak wyglądają wszystkie. Jest to rozwleczony wstęp do ciekawszej książki, która jeszcze nie powstała. Mam nadzieję jednak, że powstanie i wynagrodzi mi zawód, którego doświadczyłem.

"Okaleczone oko" Brent Weeks

Okaleczone oko - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Siłą rozpędu łyknąłem właśnie trzecią część najnowszej serii Weeksa. Siedzę teraz i zastanawiam się, skąd wytrzasnać kolejną książkę. Ale dopóki jej nie skombinuję mogę podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat tej ostatniej. Wszak wiadomo, że świeże odczucia są najcenniejsze.

 

Fabuła trochę mi się zaczyna mieszać, ale jest to naturalne, gdy czyta się jedną część cyklu po drugim. Dodatkowo zastawiam się ile można zdradzić z wydarzeń nie psując przy tym Wam odbioru i nie powtarzając się zbytnio w stosunku do poprzednich pozycji. Zacznę więc od krótkiego nakreślenia sytuacji dla niewtajemniczonych.

Znajdujemy się w świecie, w którym magia zależna jest od światła i możliwości "krzesania" kolorów. Zazwyczaj krzesiciele są w stanie wytwarzać pojedyncze kolory lub sąsiadujące ze soba, lecz nie jest to zasada. Najpotężniejszym "magiem" jest Pryzmat Gavin, który może wytwarzać każdy znany kolor i to bez ograniczeń. Dba on on zachowanie równowagi w świecie i jest najwyższym kapłanem. Wybucha jednak powstanie, które przeradza się w wojnę przeciwko Gavinowi oraz całej organizacji Chromerii, która sprawuje władzę, Pryzmat w międzyczasie dowiaduje się, że ma bękarta Kipa i postanawia go uznać co nie podoba się większości wysoko postawionym arystokratom. 

 

To tyle jeżeli chodzi o wstęp. Czego możecie się spodziewać w "Okaleczonym oku"? Na pewno nastawcie się na rozdrobnienie akcji. Gavin zostaje na łasce Artylerzysty i stara się od niego uwolnić, Kip wyrusza w samotna wędrówkę, aby wrócić do Chromerii, Karris z zakazem krzesania dostaje zlecenie od Bieli a Teia infiltruje dalej Zakon Złamanego Oka. Do gry o władzę wkracza też bardzo poważny zawodnik jakim jest dziadek Kipa. Generalnie dzieje się sporo i na wielu frontach ,wiec czasem miałem problem ze skupieniem się na którymś bohaterze. Jeżeli ktoś nastawił się na opisy perypetii Gavina to się zawiedzie. Jest go stanowczo najmniej spośród wymienionych przeze mnie bohaterów. Akcja skupia się na Kipie, Tei oraz Karris. Nie ma też prawie w ogóle Księcia Barw. jest ot chyba potraktowane zimowym okresem , podczas którego działania wojenne nie są przeprowadzane, albo są w dużo mniejszym stopniu.

 

Akcja w książce jest dosyć chaotyczna. Początkowo mamy więcej o oślepiającym nożu, żeby nastepnie zniknął zupełnie z kręgu zainteresowań autora. Część bohaterów i wątków też zostaje potraktowana po macoszemu, ale rozumiem, że nie każdemu można poświęcić tyle samo uwagi. I tak mamy do przeczytania ponad 900 stron, więc z kogoś trzeba było zrezygnować. Pojawiają się wątki romantyczne, ale nie oszukujmy się, Kip jest 15 latkiem więc gdy się nie szkoli to o czym ma myśleć. Najlepiej wg mnie wypadł wątek z Zakazanymi Czarnymi Kartami. Po pierwsze są one ciekawym wstępem do czegoś większego, a po drugie wiem, że są wzorowane na grze Magic the Gathering czym już autor zaskarbił sobie moją sympatię. Cała książka wydaje się trochę przegadana, lub te rozcieńczona, ponieważ nie ma tak zwartej i wartkiej akcji jak wczesniej. Może jest to wina braku bitwy, która w poprzednich częściach byla ważnym momentem w fabule. A może to tylko cisza przed burzą. Weeks pootwierał sporo nowych wątków, których nie raczył nam czytelnikom wyjaśnić. Dał do polizania loda o nieznanym smaku, ale na resztę każe czekać. Sprytne, ale trochę irytujące.

 

Mam nadzieję, że czwarta część wynagrodzi mi to z nawiązka, ponieważ wydawało mi się, że całe "Okaleczone oko" (btw kto to tak przetłumaczył? ) jest tylko wstępem przed czymś dużo poważniejszym. Trzecia część cyklu, która jest wstępem? Tak, wiem dziwne, ale takie odniosłem wrażenie. Może bardziej łącznik niż wstęp ale wiecie o co mi chodzi. Jest dobrze, ale może być dużo lepiej. 

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick

Poradnik pozytywnego myślenia - Joanna Dziubińska, Maria Borzobohata-Sawicka, Matthew Quick

Czasem trzeba wziąć na warsztat coś lekkiego. Coś, co nie będzie się wiązało z sci-fi, fantastyką, magią, horrorem czy też kryminałem. Tym razem, postanowiłem, że mój wybór padnie na coś o czym absolutnie nie słyszałem. No dobra wiem tylko tyle, że był film, którego i tak nie miałem ochoty oglądać, ale poza tym nic. Z takim czystym podejściem, bez żadnych oczekiwań i wymagań podszedłem do lektury. I wiecie co? Było fajnie.

 

Pat jakiś czas temu trafił do "złego miejsca". Przed sobą nie jest w stanie tego przyznać, ale my wiemy, że to szpital psychiatryczny. Nie jest tam szczęśliwy, ale szczęśliwie dla niego mama postanowiła przekonać lekarza, że może kontynuować terapię w domowych pieleszach. Tym sposobem nasz bohater trafia na łono społeczeństwa. Wszystko co robi Pat jest podporządkowane próbie przekonania swojej żony do zakończenia "rozłąki" jak to nazywa. Dlatego więc staje się maniakiem ćwiczeń i biegania, czyta książki, które kiedyś Nikki mu polecała i co najważniejsze stara się być miłym dla innych a nie stawiać na swoim. I oczywiście wierzy w szczęśliwe zakończenia. Cokolwiek by się nie stało, on zawsze jest pozytywnie nastawiony do życia. To wręcz przerażające na dłuższą metę. Podczas swojego nowego życia spotyka dziewczynę z sąsiedztwa, Tiffany, która jakiś czas temu straciła męża i się zagubiła. To spotkanie odmienia ich obydwoje. 

 

Czy nie wydaje się wam to nieco naiwne? Dwójka ludzi po przejściach odnajduje siebie i dzięki temu maja szansę wrócić do normalności. To bardzo oklepany sposób na połączenie głównych bohaterów. Tak i ja myślę, ale mimo tego jest coś pogodnego i świeżego w tej książce. Może to, że Pat często swoim pozytywnym nastawieniem prowokuje zabawne sytuacje, albo to ,że on wcale nie patrzy na inne kobiety. To Tiffany musi się dwoić i troić, żeby go  zainteresować. Poza tym bardzo ważny i ciekawy jest wątek rodziców głównego bohatera, a dokładnie jego ojca. Facet, którego nastrój uzależniony jest od wyników ulubionej drużyny footbolu amerykańskiego. Dopóki wygrywają jest super. Gdy zaczyna się zła passa rodzina przestaje istnieć. Ot ciekawy związek ze sportem.

 

"Poradnik pozytywnego myślenia" to miły w odbiorze przerywnik miedzy czymś poważniejszym. Miły zarówno w czytaniu, jak i w słuchaniu, bo w moim przypadku do ucha szeptał mi Zbigniew Zamachowski, który świetnie sprawdził się w tej roli. Chyba poszukam wiecej audiobooków w jego wykonaniu. Jeżeli chcecie się trochę pośmiać a trochę zadumać to jest to idealna pozycja. Jeżeli szukacie czegoś poważniejszego, to tutaj nie szukajcie.

"Oślepiający nóż" Brent Weeks

Oślepiający nóż  - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Przeczytałem pierwszą część i z marszu rozpocząłem kontynuację. Nie było  czasu na zastanowienie się i chwilę refleksji. Powiem wiecej, w momencie gdy to piszę, jestem już w połowie tomu numer 3. Dawno tak taśmowo nie czytałem. Możecie się więc domyśleć, że książka przypadła mi do gustu. Pytanie tylko dlaczego?

 

Krótki rzut oka na fabułę. Bo bitwie o Garriston pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze ponad 50 tysięcy uchodźców, którym trzeba znaleźć nowy dom. Po drugie armia Księcia Barw, który zapewne się przegrupuje i zacznie marsz na stolice. Po trzecie i najważniejsze co ma zrobić Gavin, Pryzmat który trzyma wszystko w ryzach, gdy odkrywa, że przestaje widzieć poszczególne kolory? Oznacza to jego powolną śmierć i prawdopodobnie wojnę domową. Gavin stara się ogarnać wszystko przed nadejściem końca. Nie wspomniałem oczywiście jeszcze o byłej narzeczonej, która poznała jego sekret, o samym sekrecie zamkniętym pod ziemią, który mógłby rozwiązać jego problemy i o bękarcie Kipie, który jest pyskaty ale i zdolny. Sporo tego. I bardzo dobrze.

 

Śmiem przypuszczać, że "Oślepiajacy nóż" jest lepszy od swojej poprzedniczki. Dzieje się tak dlatego, że Kip trafia do szkoły. Jest to chyba najstarszy zabieg literacki majacy na celu wyjaśnienie działania obecnego świata, ale działa. Weźcie młodego, niedoświadczonego bohatera, który jest rządny wiedzy i wrzućcie go do szkoły. Nauczyciele i koledzy wytłumaczą mu (a przy okazji i czytelnikowi) mechanizmy rządzące światem i wyjaśnią podstawy magii. Zrobią dokłądnie to, czego brakowało w pierwszym tomie, który był nieco chaotyczny w przedstawianiu obrazu świata. A przy okazji lepiej poznasz dzieciaka i jego towarzyszy. Harry Potter, Trylogia Czarnego maga a nawet Wiedźmin. Wszędzie tam czytanie o edukacji sprawia niesamowitą radość z odkrywania tego, co nieznane i co pozwala lepiej nam zrozumieć postępowanie bohaterów. Tak więc edukacja Kipa jest tu bardzo szczegółowo zarysowana i przyćmiewa nieco postać Pryzmata. Nie przeszkadzało mi to jednak i sprawiło, że ksiażkę czytałem o wiele szybciej. Zakończenie natomiast sprawiło, że z automatu sięgnąłem po tom trzeci. Inaczej się nie dało, uwierzcie mi.

 

"Oślepiajacy nóż" w pełni pokazuje możliwości pisarskie Pana Weeksa, oraz potencjał w świecie który stworzył. Jest to jedna z lepszych ksiażek, które przeczytałem w tym roku i zmusiła mnie do wygospodarowania miejsca na półce dla nowego autora. Polecam i Wam zapoznać się z serią. 

"Pragnienie" Jo Nesbo

Pragnienie - Jo Nesbø

Harry Hole powraca. Harry Hole powraca!! Aaaaa!!! Tak się mniej więcej czułem, gdy dowiedziałem się o kontynuacji cyklu mojego chyba ulubionego śledczego. Chwilę później jednak przyszło pamiętanie i obawa. Czy po serii przecietnych powieści autor jest w stanie wrócić do świetnego pisania? Czy odkurzenie zamkniętej serii mu w tym pomoże? Im dłużej nad tym myślałem, tym więcej miałem wątpliwości. Nie zostało mi nic innego jak poczekać i za pomocą lektury rozwiącać wszelkie niewiadome.

 

Fabularnie znajdujemy Harrego w łóżku. Trzeźwego.  Z kobietą, którą kocha. I zatrudnionego w zawodzie, który daje mu duża satysfakcję. Co więc zmusza go do uganiania się za seryjnym zabójcą? Bo to , że będzie się uganiał, i że będzie zabójca nie rodzi żadnych wątpliwości. Prawdziwą okazuje się stara prawda, że im więcej posiadamy tym więcej możemy stracić. Wystarczyły z trzy słówka komendanta policji i rzucone niedbale aluzje, żeby Hole w trosce o najbliższych wrócił do policyjnej roboty. Niezbyt pomysłowe, ale wiarygodne i działające. A za kim będzię węszył po Oslo? Tu odpowiem enigmatycznie. Za starym znajomym, który znalazł nową rozrywkę. Wystarczającą podpowiedzią w jaki sposób traktował ofiary niech będzie okładka. 

 

Tyle o fabule. Teraz czas powiedzieć kilak słów na temat odczuć. Czy chciałem powrotu Harrego Hole? Pierwsza instynktowna odpowiedź brzmiała by tak .Ale po chwili zastanowienia, nasuwa mi się pytanie: po co? Seria była juz obszerna i wyeksploatowana. Autor nawet dwa razy ja kończył "wskrzeszając" głównego bohatera. Czy zostało coś jeszcze, co mogło by mnie porwać i zaciekawić? Otóż niewiele. Harry oczywiście elektryzuje i przyciąga. Ale ile on jeszcze może znieść, aby jego życie nie zakrawało na parodię. Czułem, że "Pragnienie" było napisane trochę na siłę. Oczywiście mamy wyciągniętego z przeszłości czarnego typa, który nieźle wszystko tłumaczy, ale ile jeszcze takich furtek można sobie zostawić. Zakończenie jest otwarte i może sugerować dalsze części. Czemu nie, ale ja bym proponował wprowadzić nowych bohaterów, a Harrego odstawić na bok, jako mentora.

Ale odbiegłem nieco od samej oceny książki. Nie można jej zarzucić żadnych powazniejszych wad. To bardzo solidny kryminał, w którym autor długo trzyma czytelnika w niepewności. Czy rozwiązanie jest bardzo zaskakujące? Nie aż tak bardzo jak na to liczyłem. Generalnie po lekturze kilkunastu ksiażek Nesbo zacząłem wyczuwać gdzie autor ukrywa delikatne wskazówki. Może to nauczenie się stylu autora,  a może moje wyszkolenie.

 

"Pragnienie" jest bardzo solidną pozycją kryminalną. Ma ciekawego bohatera, zaskakujące zakończenie i kilka wątków pobocznych. Wszystko jest bardzo dobrze skrojone i okraszone lekkością warsztatu Nesbo. Jednak nic ponad to. Jako wskrzeszenie serii o Harrym i porównując do innych książek z serii wypada zaledwie ok. Gdybym brał tą powieść w oderwaniu od znanych mi już utworów zapewne podobała by mi się dużo bardziej. Tak więc fani Nesbo i tak przeczytają, lecz polecam nie oczekiwać na efekt wow!

"Czarny Pryzmat" Brent Weeks

Czarny Pryzmat - Brent Weeks, Małgorzata Strzelec

Przyznam się bez bicia, poszedłem w ciemno w tą serię. Czytałem wcześniej Trylogie Cienia tego autora i gdy miałem okazję, to od razu kupiłem kolejny cykl nie patrząc nawet o czym będzie opowiadał. Rzadko zdarza mi się coś takiego, ale autor mnie po prostu przekonał. Teraz przyszedł czas na rozliczenie...

 

Weeks przenosi nas do świata w którym obowiązuje ciekawy system magii. Osoby obdarzone odpowiednia zdolnością są w stanie "krzesać" a więc wytwarzać specyficzną substancję zwaną luksynem. Zależnie od koloru, ma on różne właściwości, lecz generalnie jest bardzo uniwersalny. Istnieją jednak dwa ważne ograniczenia. Po pierwsze większość krzesicieli potrafi wytworzyć tylko jeden kolor, no czasem 2 albo 3. A po drugie, po wykrzesaniu zbyt wielkiej ilości można zwariować. I w takim świecie poznajemy Lorda Pryzmata, Gavina, który jest w stanie wytworzyć każdy kolor. Stara się on spełniać jak najlepiej powierzony mu czas, lecz ma kilka sekretów i wstydliwą przeszłość. Jednym z tych sekretów, jest grubaskowaty, 15-letni Kip, będący jego bękartem. Obydwaj dowiadują się o swoim istnieniu w dosyć mało sprzyjających okolicznościach, gdyz zapowiada się na wybuch rebelii. Obydwaj mają w niej do odegrania bardzo istotną rolę.

 

Miałem trudne wejście w tą lekturę. Po pierwsze dlatego, że autor wiele nie wyjaśnia z realiów które nam serwuje. Sam system magiczny jest wyjaśniany powoli i jeszcze wiele jest do odkrycia, czy też dopowiedzenia. Ale da się do tego przyzwyczaić. Inna kwestią jest sam pomysł oparcia czarów na kolorach. Ja już ten pomysł widziałem w książce Sandersona "Siewca wojny". nie wiem który autor wpadł na to pierwszy, ale na pierwszy rzut oka wydają się podobne. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenie. Po dokładniejszej analizie widać  wiele różnic. najwidoczniej obydwaj Panowie zafascynowali się kolorami w tym samym czasie. Ciekawy zbieg okoliczności.

A cóż można powiedzieć o samej fabule, oprócz magii? Pierwsze 1/3 troche zbyt chaotyczna, lecz później następuje bardzo ciekawy twist fabularny. A następnie kolejny. i o d tego momentu nie wypuściłem już ksiażki z rąk, aż jej nie skończyłem. Zarówno postacie Pryzmata jaki Kip'a bardzo przypadły mi do gustu. Szczególną sympatię budził ten drugi. Doskonale wiem, że taki był zamysł autora, ale poddałem się mu bez oporów. Widać lekkość pisania u Weeks'a i swobodę w kreowaniu zarówno ciekawych postaci, jak i ich przygód. Oby tak dalej, proszę Pana, bo kolejne tomy juz czekają na mnie :)

 

"Czarny pryzmat" to bardzo dobrze zapowiadający się poczatek serii. Oryginalny, intrygujacy i wciagajacy. Mam wielką nadzieję, że kolejne tomy będą trzymały jego poziom. Jedynym problemem moze być tylko brak miejsca na półce. Trzeba zainwestować w nowy regał...

"Epidemia" Robin Cook

Epidemia - Robin Cook

Pamiętacie Dustina Hoffmana, który biegał po całych Stanach poszukując tajemniczą małpkę, która rozsiewała dookoła ebolę? Tak jest, ja też oczywiście oglądałem ten hicior z lat 90-tych. No to teraz przyszła pora na zapoznanie się z pierwowzorem.

 

Przede wszystkim nie będzie Dustina. Głównym bohaterem jest młoda lekarka CKE Marissa Blumenthal, która dostaje swoją pierwszą samodzielną sprawę. Jak się okazuje jest to niezwykle zjadliwy wirus eboli. To jednak nie koniec. Kolejne epidemie wybuchaja w różnych miastach i Marissa zaczyna dostrzegać pewien wzorzec łączący je ze sobą. Jak się okazuje, nie jest to na rękę pewnym wysoko postawionym oficjelom. Młoda lekarka nie wiedząc komu może zaufać rozpoczyna śledztwo na własną rękę, na szali kładąc nie tylko swoją karierę, ale jak się okazuje z czasem i życie.

 

Scenariusz dosyć dobrze znany. Wszystko jest ok do momentu, gdy nie zjawi się ktoś nowy/młody i nie zacznie ambitnie wtykać nos tam, gdzie nie powinien. Podejrzewam, że powstały setki jeśli nie tysiące książek i filmów z tym motywem. Nie jest to zarzut, ponieważ niejednokrotnie już okazywało się, że znane i wydawać by się mogło oklepane schematy są receptą na poczytność.Zarzutem jest wg mnie przewidywalność. Czytając rozdział po rozdziale bezbłędnie przewidywałem kto jest dobry, kto jest zły i jakie będa zwroty akcji. Byłem tak bezbłędny, że zacząłem podejrzewać, że ja już tę książkę czytałem. Przeszukałem wszelkie swoje zapiski czytelnicze i nie znalazłem ani wzmianki o "Epidemii". Mimo tego, cały czas aż do połowy powieści odczuwałem nieprzyjemne deja vu i prorocze wizje. Najwidoczniej rozpocząłem lekturę ileś lat temu, lecz porzuciłem ją w trakcie uznając, że mam lepsze ksiażki w kolejce. Ale, nawet jeżeli jest to prawda, to wszelkie zabiegi autora były niezwykle czytelne. Przykład? Główna bohaterka obiera sobie owoce na śniadanie. W tym celu używa niedużego nożyka z drewniana rękojeścią i ładnym zdobieniem. Oczywistym się staje, że po takim zaakcentowaniu przedmiotu najprawdopodobniej użyje go do obrony przed napastnikami. I takie przykłady się mnożą, niestety.

 

Kolejny zarzut, to niestety kreacja głównej bohaterki. Marissa Blumenthal jest irytującą młodą damą. Irytuje w kontaktach z mężczyznami. Bo spotyka się z jednym, który jest szarmancki i elegant, ale mało pociągający bo starszy, flirtuje z drugim, z którym może pogadać od serca i są dużo bardziej pokrewnymi duszami, lecz nie jest tak zamożny i stylowy co poprzedni, co jednak nie przeszkadza jej wykorzystywać biedaka na każdym kroku co chwilę prosząc o przysługi które sprowadzają na niego problemy. Żeby było ciekawiej jest też oczywiście trzeci, który jest i przystojny i atrakcyjny i w ogóle ochy i achy, ale jak przychodzi co do czego to Marissa podwija ogon i ucieka żałując tego okrutnie. Kobieto weź się zdecyduj! Chciało by sie zakrzyknąć podczas czytania jej rozterek sercowych. Ten wątek obchodził mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, przede wszystkim z powodu tego niezdecydowania. Ale, jakby tego było mało, Pani doktor jest chyba w czepku urodzona. Zawsze jakoś się wymykała, przemykała ,przekradała i uciekała, nawet jak dochodziło do bezpośredniej konfrontacji z typami spod ciemnej gwiazdy. To wręcz niesamowite było. Zawsze jakoś jej się udawało. Fantastyka w czystej postaci. 

 

Te wady niemal przesłoniły mi pozytywny odbiór książki. Ciekawy był pomysł na rozsiewanie zarazy, jednak przy drugiej epidemii było juz wiadomo jakie szpitale są celem. Śledztwo też było przeprowadzone w pomysłowy sposób i należy pochwalić bohaterkę za jej nieustępliwość w dążeniu do nieznanego (czytaj za ciekawość). Lecz to chyba tyle. Stanowczo bardziej wolałem film, który był tylko inspirowany powieścią. Może jeszcze kiedyś się skuszę na tego autora, ale trochę wody musi upłynąć

"Mróz" Marcin Ciszewski

Mróz - Marcin Ciszewski

Pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Mamy połowę kwietnia, a tu deszcz, grad i śnieg. I nocne przymrozki nawet. Tragedia. Ale my tu narzekamy, a może ktoś ma gorzej? Może ktoś się musi zmierzyć z małą Epoką Lodowcową i to w samym centrum Warszawy? A w dodatku udaremnić zamach stanu. Tiaa. Patrząc na to z tej perspektywy to wcale nie mamy tak źle, prawda?

 

Jakub Tyszkiewicz jest nadkomisarzem w stołecznej komendzie. Właśnie utworzono specjalny wydział, którym dowodzi majacy zająć się sprawą zabójstwa pewnego nikomu nieznanego meteorologa Wicherka (sic!). Sprawa jest podejrzana, tym bardziej, że do pomocy dostają śledczego z Krakowa. Jak można się domyślić, nie jest to zwykłe śledztwo. Jeżeli dorzucimy do tego serię zamachów na ważne persony w kraju zaczyna się robić nieciekawie. Tym bardziej, że temperatura za oknem niepokojąco spada. Ok, jest grudzień, zbliżają się Święta, ale -20? A nie, poczekaj -20 to było godzinę temu. Teraz mamy -30* i nadal spada. Coś tu jest bardzo nie halo i Tyszkiewicz zostaje zmuszony się tym zająć.

 

Na początku pragnę zaznaczyć: Tyszkiewicz nie jest super komandosem, który w stylu Rambo wpadnie w środek przeciwników i dzięki nieskończonej amunicji wykosi wszystkich. To nie ten gatunek literacki. Kuba jest dobrym gliną z kilkoma niespodziankami w życiorysie, który troszczy się o swoją żonę i najbliższych. Dzięki temu łątwiej zrozumieć jego motywacje i postępowania. Autor w bardzo przystępny sposób opisał jego życie prywatne, dzięki czemu można się było utożsamić z głównym bohaterem. Mamy więc glinę, który odpowiednio zmotywowany podejmuje się rozwiązania sprawy kilku zabójstw prawdopodobnie ze sobą powiązanych majacych na celu destabilizację państwa. W jakim celu i kto za tym stoi? To już doczytacie sami. Dodatkowo mamy kilka ciekawych zwrotów akcji, kilka niespodzianek, fajnie nakreślone postacie drugoplanowe stanowiące zespół Jakuba oraz coraz gorszą pogodę, która istotnie utrudnia wszystkim życie. Scenariusz dosyć znany(może oprócz tej pogody) i oklepany, lecz działa bardzo dobrze. Po raz kolejny potwierdza się powiedzenie, żę sprawdzone działa najlepiej. Czy jest więc coś co wyróżnia tę pozycję spośród całej masy innych podobnych kryminałów/thrillerów? Męski target. Opisywania działania służb policyjnych oraz jednostek specjalnych jest raczej literaturą męską i do takiej grupy odbiorców jest skierowana. Nie oznacza to, że płeć piękna niczego tu nie znajdzie, lecz zdecydowanie książkę polecałbym facetom.

 

"Mróz" jest solidnym przedstawicielem męskiej lteratury na pograniczu kryminału i thrillera. Jeżeli czytaliście kiedyś prozę Pani Kozak, to bez problemów polubicie i Pana Ciszewskiego.

Teraz czytam

Elantris
Aleksandra Jagiełowicz, Brandon Sanderson